Alkoholizm rodziców – problemy emocjonalne osób z DDA

ddaDorastanie w rodzinach alkoholowych wiąże się ze specyficznymi problemami emocjonalnymi, z którymi radzić muszą sobie takie osoby również w dorosłym życiu. Silne zanurzenie w sytuacjach i wspomnieniach z dzieciństwa powoduje uruchomienie starych mechanizmów radzenia sobie w teraźniejszości. Schematy te często są nieadekwatne do obecnych wydarzeń, natomiast brak umiejętności wykształcenia nowych powoduje dysfunkcyjne zachowania, osłabia kontakt z rzeczywistością. Owocuje to problemami w nawiązaniu trwałych i pozytywnych relacji emocjonalnych z otoczeniem. Alkoholizm rodzica rujnuje dorosłe życie dziecka.

Doświadczenie odrzucenia, brak możliwości przewidywania wydarzeń w rodzinie, poczucie ciągłego zagrożenia i przemocy, a w ekstremalnych sytuacjach również wykorzystywanie seksualne wytwarzają u dzieci specyficzne reakcje emocjonalne i sposoby działania, które przenoszone są w późniejszym czasie na relacje z innymi. Alkoholizm będzie dotykał więc nie tylko osoby bezpośrednio uzależnione, ale wpływ będzie miał na życie wszystkich członków rodziny. Doświadczenie odrzucenia w dzieciństwie ewoluuje w dorosłym życiu w silny lęk przed odrzuceniem, poczucie osamotnienia i niższej wartości. DDA mają tendencje do wypierania własnych potrzeb i zamrażania uczuć.

Odrzucenie odczuwania negatywnych emocji, które przeżywają dzieci powoduje nieumiejętność przeżywania przyjemnych stanów emocjonalnych w dorosłości, nie da się bowiem odciąć jedynie od stanów negatywnych.
Alkoholizm w rodzinie powoduje również, iż nie jest w stanie ona wykształcić żadnych schematów, ram w których będzie funkcjonować; wydarzenia w rodzinie są nieprzewidywalne, dziecko nie ma poczucia trwałości stabilności, celu. W życiu dorosłym objawia się to potrzebą nadmiernego porządkowania życia, ustalania procedur, ciągłego kontrolowania otoczenia, obawą i niechęcią do jakichkolwiek zmian. Sytuacja zagrożenia z którą styka się dziecko owocuje życiem w ciągłym oczekiwaniu na przykre wydarzenie, powoduje to albo permanentną mobilność i gotowość do ataku, albo wycofywanie się, kiedy sytuacja może w jakikolwiek sposób okazać się zagrażająca. Bycie dorosłym dzieckiem alkoholika jest trudne i wymaga wsparcia w ramach grup DDA, lub terapii indywidualnej, która pozwoli na rozpoznanie problemów i prowadzenie satysfakcjonującego życia w przyszłości.

Czy ktoś z Was, próbował wejść w związek z osobą z DDA? Jakie trudności zauważyliście?

Oceń tekst:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (Głosów: 3, średnia: 4,67 z 5)
Loading ... Loading ...

Komentarze (57) do artykułu “Alkoholizm rodziców – problemy emocjonalne osób z DDA”

  • Maciek napisał(a) dnia 2 października, 2009, 1:02

    Cześć!

    Osobom, które czują, że mają problemy z odczuwaniem i relacjami z innymi ludźmi, a wychowywały się w rodzinie, gdzie alkohol odgrywał istotną rolę, polecam wizytę u psychologa lub terapeuty, aby dobrze zdiagnozować ich problem. Piszę ich, bo niektórzy myślą, że izolując się od alkoholika, począwszy od wieku dorosłego, uciekną od problemu. Tymczasem on już jest w nich, od pewnego czasu. O objawach syndromu DDA można sobie poczytać na stronie: http://www.dda.pl

    Myślę, że większość Polaków miała przyjemność z alkoholem i syndromem DDA, gdyż wiele lat komunizmu – jakby nie patrzeć zbiorowej depresji – pozostawiło alkohol w rodzinnych korzeniach, bo wg teorii i praktyki alkohol zbiera żniwo przez wiele pokoleń (alkoholik – DDA – DDD). Jedynym sposobem zatrzymania błędnego koła jest terapia w grupie DDA i DDD, w dalszej kolejności u specjalisty.

    Dlaczego nie jestem zwolennikiem terapii tylko u terapeuty, specjalizującego się w syndromie DDA? Skuteczna terapia wymaga większego otwarcia się na innych ludzi, pracę w większym gronie, jakby nie patrzeć ludzi, którzy mają takie same problemy – grupy są zamkniętymi dla osób trzecich – co rozwija i wzmacnia relacje międzyludzkie. Specjalista może pomagać oceniać postępy pracy w grupie, dlatego proponuję takie wizyty, jako narzędzie wspomagające, doceniając także walory terepeutyczne.

    Optymalna kolejność świadomego odszukiwania swojej drogi wygląda następująco: uświadomienie problemu, diagnostyka u specjalisty, terapia w grupie DDA i dodatkowe wizyty u specjalisty, w zależności od indywidualnych potrzeb. Jednak cała sztuka polega na tym, aby okres, od uświadomienia sobie problemu, także dzięki życzliwemu otoczeniu, do pójścia na terapię i wytrwania w niej, był jak najkrótszy.

    Im wcześniej się trafi na terapię, tym szybciej znajduje się swoją drogę do szczęścia, co oczywiście dziś, dla osób nie związanych z problemem, może wydawać się dziwnym sformułowaniem, a dla osób, które powinny być najbardziej zainteresowane, czyli z syndromem DDA czy DDD, nawet mrzonką. Ale to właśnie wygląda dla jednym prosty, a dla innych niezwykle trudny, ostateczny cel terapii.

    Liczę na to, że będzie się jeszcze o tym pisało w serwisie, bo problem jest bardzo rozległy – obecny w większości rodzin w Polsce, bliższych i dalszych. Gdyby realnie spojrzeć się na ten problem, to wynikałoby, że na terapię trafia małą garstka osób, spośród tych, który powinny to uczynić, nie tylko dla swojego dobra. Ale o tym, jak im delikatnie zasugerować rozwiązanie problemu – słowo terapia budzi sprzeciw – niech lepiej wypowiedzą się praktycy.

    Pozdrawiam,

    Maciek

  • Teresa napisał(a) dnia 26 października, 2009, 12:31

     Myślę ,że większość osób nie zdaje sobie sprawy, iż ich problemy w dorosłym życiu, są efektem dorastania w rodzinie alkoholowej i zgadzam się , że nie wystarczy uciec od swojej rodziny, aby problem zniknął, trzeba zmienić siebie i swoje podejście do przeszłości . Sama jestem DDA  chodzę na terapię i nie wstydzę się tego, a wiele osób nawet nie próbuje terapii , bo najzwyczajniej się tego wstydzi, a przecież to nie wina dzieci, że mają rodziców alkoholików. pierwszą i najważniejszą sprawa,aby wogóle zacząć terapię to przyznanie się , że jest się dzieckiem alkoholika. Wiem, że najtrudniej zrobić pierwszy krok, ale wiem też, że warto. Znam osoby, które podjęły leczenie choroby alkoholowej, dzięki temu ,że ich dzieci chodzą na terapię DDA , teraz mogą się wspólnie cieszyć sobą nawzajem. Pozdrawiam ;) )

  • żona dda napisał(a) dnia 18 listopada, 2009, 13:42

    Witam
    mój mąż jest DDA, są trudności i to ogromne, ja jako osoba powiedzmy z rodziny bezproblemowej widzę to , a dla niego chyba wydaje się to być normalne, chciałabym go gdzieś wysłać , pomóc mu , ale nie sądzę żeby się zgodził. Podstawowy problem-małe poczucie własnej wartości, chyba denerwuje go kiedy ja płacze-brak takiego ludzkiego współczucia, na najmniejsze nieszkodliwe słowo krytyki reaguje zaraz złością jakbym chciała go tym skrzywdzić to takie chyba najbardziej odczuwalne dla mnie, zamiast pokłócić się ze mną czasami, wyrzucić to co leży na sercu, obraża się i mówi że nie ma ochoty ze mną rozmawiać zamiast problem rozwiązać

  • żona dda napisał(a) dnia 18 listopada, 2009, 13:44

    NIEUFNOŚĆ

  • Maciek napisał(a) dnia 18 listopada, 2009, 23:24

    @żona dda

    Przyznanie się innym ludziom, do własnych słabości, jest normalne, bardzo, bardzo ludzkie. Niestety nie tylko osoby z syndromem DDA nie chcą myśleć o pomocy. Dotyczy to większości osób, dla których ich wewnętrzne problemy są ostatnimi elementami, których jeszcze nie zabrano w dzieciństwie. Mogą spokojnie zamknąć się w sobie, bo cenią przede wszystkim spokój.

    Myślę, że Partner osoby z DDA może porozmawiać o problemie ze specjalistą, bo to są sprawy, których nie rozwiąże się samodzielnie w domu. Po wizycie powinno się trochę rozjaśnić – jak rozmawiać pozytywnie, jak skłonić do pozytywnych przemyśleń. Natomiast namawianie do terapii można sobie odpuścić – wystarczy jednorazowe uświadomienie, o tym, że blisko są dobrze ludzie – grupy DDA, skupiające ludzi z podobnym doświadczeniem życiowym – którzy są w stanie realnie pomóc.

    Głowa do góry!

    Maciek

  • Shoguwar napisał(a) dnia 20 listopada, 2009, 11:27

    Czy ktoś z Was, próbował wejść w związek z osobą z DDA? Jakie trudności zauważyliście?

    Witam!

    Od czterech lat jestem w związku z dziewczyną której ojciec jest nałogowym alkoholikiem. Od samego początku naszych spotkań naprawdę bardzo dobrze nam sie układało – mieliśmy wspólne zainteresowania, hobby, jakiś cel w życiu. Mając taką możliwość od maja b.r. postanowiliśmy razem zamieszkać. Jeżeli chodzi o moją dziewczynę jest prześliczną kobietą, zdolną, bardzo zaradną osobą która na pierwszym miejscu stawiała dom, rodzinę i moją osobę(tak mi się przynajmniej wydaje). Jakiś czas temu (ok. 1,5 r) znalazłem pracę w biurze gdzie 90% załogi stanowią kobiety. To od tego momentu zaczęły się wszystkie nasze problemy: KŁÓTNIE WYWIĄZANE PRZEZ TOTALNY BRAK ZAUFANIA I CHOROBLIWĄ ZAZDROŚĆ;
    1.Każda moja koleżanka jest dla mnie kochanicą w której to towarzystwie ponoć jestem przeszczęśliwy
    2.Każdy nieodebrany telefon lub też odebrany zbyt późno oznacza że “pewnie siedzę albo robię coś z którąś ze swoich “kochanic” – ŹLE
    3. Odebrany telefon gdzie w tle słychać śmiejące się kobiety powodował notoryczne obrażanie się i wyrzuty – “widzę, że się dobrze bawisz, nie będę Ci przeszkadzała- cześć” – TEŻ NIEDOBRZE.
    4. Potrzeba stałego kontrolowania mojej osoby – bo przecież mogę ją oszukać, zdradzić – ba ja napewno ją oszukuję i zdradzam.
    5. Postrzeganie świata jako negatywny – bo przecież i tak wszyscy się oszukują i zdradzają
    6. Jak napisała ŻONA DDA – najmniejsze nieszkodliwe słowo krytyki reaguje zaraz złością jakbym chciał ją tym skrzywdzić – jest bardzo nerwowa i złośliwa
    7. Jeżeli nie odzywam się po kłótni, bądź też w nerwach bez słowa np. pojadę sobie odreagowć na ryby czy do rodziców, z jej ust padają słowa – bo Tobie o to chodził, żeby sobie chodzić, żyć własnym życiem.
    8. Ostatnio po kłótni, postanowiłem iść do rodziców. Kiedy to po półdniowej nieobecnośći wróciłem do domu (jej domu) dostała szału; kopnęła mi samochód, stłukła kilka talerzy i wiszący na ścianie zegar. Gdy zamknąłem się w pokoju i zacząłem pakować swoje ubrania zaczęła z taką siłą kopać w drzwi, że wyrąbała przeogromną dziurę.

    Jeżeli chodzi o mnie jestem osobą z bardzo dużym poczuciem humoru, uśmiechniętą, lubianą przez otoczenie, wychowaną w rodzinie gdzie nie było problemów z alkoholem, kłótni , jakiś rozwodów; związek moich rodziców zawsze był i będzie dla mnie wzorem do naśladowania. Zawsze starałem się żeby dziewczyna była ze mną szczęśliwa, zabierałem ją gdzie tylko mogłem, na ryby, grzyby, do znajomych, rodziny.
    W związku z tym, że bardzo mi na niej zależy, załamany, zmęczony i bezsilny postanowiłem zasięgnąć porady psychologa, który to szybko uświadomił mnie, że jest to syndrom DDA i jedynym lekarstwem jakie istnieje jest terapia. Najgorsze przyszło w momencie kiedy postanowiłem jej o tym powiedzieć. W odpowiedzi usłyszałem: Słuchaj, ja nie mam żadnego problemu żeby iść do psychologa czy na jakąś terapie, to Ty powinieneś iść sam ze sobą!!!. Wtedy to już opadły mi ręce, totalnie się zagubiłem, straciłem wszelką nadzieję.
    Z jednej strony jestem szczęśliwy, że mam tak piękną dziewczynę, która jest dla mnie naprawdę kochana ( pierze, gotuje, prasuje, nie łazi gdzieś po barach z koleżankami – woli ten czas spędzić ze mną) a z drugiej strony kobietę która absolutnie mi nie ufa, podejrzewa, jest chorobliwie zazdrosna, ma nieustanną potrzebę kontrolowania, tak jakby chciała mnie mieć tylko dla siebie co w konsekwencji prowadzi właśnie do nieustannych kłótni. Jak wiadomo ZAUFANIE i WIARA jest podstawą, fundamentem każdego związku. U nas tego nie ma dlatego proszę wyraźcie swoją opinie na ten temat. Naprawdę nie wiem co mam zrobić, jaką podjąć decyzję????????

    Dziękuję i pozdrawiam.

  • Saba napisał(a) dnia 21 listopada, 2009, 15:37

    Shoguwar – czy Ty jak proponowałeś terapię, to proponowałeś JEJ terapię, czy terapię waszą wspólną? Problem jest taki, że Twoja dziewczyna nie widzi problemu – dopóki go nie widzi i boi się zobaczyć, nie zmieni się wasza relacja ani ona nie pójdzie na terapie (nawet jeśli ją przekonasz to zrobi to dla ciebie i nie będzie progresu bo to będzie taka “delegowana” terapia). Przede wszystkim to ona musi zobaczyć problem. DDA moga go nie zobaczyć przez całe życie, więc moim zdaniem to co możesz zrobić – jeśli rzeczywiście ci zależy i chcesz próbować wszystkiego – to porozmawianie z nią i poproszenie ją o to aby zgodziła się pójść na terapię dla par . Taką rodzinną. Możesz to przykryć tym, ze chcesz aby wasz związek się rozwijał, że ci zależy, że czasem sobie nie radzisz i TY potrzebujesz pomocy – i jej i terapeuty. Jak to weźmiesz na siebie, to masz większe szanse że się zgodzi. A jeśli już dobijecie do etapu terapii, to w trakcie terapii Twoja dziewczyna może dostrzec problem jak ma ona (lub jej terapeuta paluchem pokaże 1000 razy) i zdecydować się na terapię własną.

    Na pewno nie możesz nie robić nic. Bo zniszczysz siebie. Znam parę w której to wyglądało podobnie jak u ciebie (z tym że to facet był DDA). po sielance i późniejszych wybuchach zazdrości, ni z gruchy ni z pietruchy po 5 latach odszedł do innej. Jasne, mechanizm obronny by nie zostać zdradzonym…z tym że ta porzucona zmarnowała jakby nie było 5 lat…

  • Shoguwar napisał(a) dnia 21 listopada, 2009, 20:56

    Saba

    Tak dokładnie to powiedziałem, że jej problem którego jest nieświadoma wymaga terapii, natomiast na sam początek zaproponowałem jej wspólne pójście do psychologa, niestety odpowiedź była taka jak napisałem w poprzedniej wypowiedzi.
    Napomnę, że kilka dni temu, po kłótni (punkt nr 8, poprzednia wypowiedź) postanowiłem się od niej wyprowadzić żeby sobie wszystko przemyśleć i kiedy wczoraj chciałem zabrać resztę swoich ubrań, podczas rozmowy telefonicznej powiedziała ” jeżeli chcesz porozmawiać albo zabrać resztę swoich rzeczy to zapraszam w poniedziałek, bo dziś wyjeżdżam ze znajomymi na cały weekend”; ZŁOŚLIWOŚĆ!!! Pomimo tej odpowiedzi postanowiłem pojechać do niej do domu. Gdy mnie zobaczyła bez najmniejszego problemu udostępniła mi swoje mieszkanie. Kiedy zabierałem ostatnią rzecz doznałem szoku – powiedziała żebym został i tego wszystkiego nie przekreślał. Ja niestety wyszedłem. Chyba dotarła do niej ta cała sytuacja, bo po niedługim czasie zadzwoniła z płaczem i prosiła, żebym wrócił, że nie może beze mnie żyć, że ona sie zmieni, zrobi wszystko żeby było dobrze. Ja pomimo tego, że mam serce miękkie jak gąbka (czułem się jakby ktoś kroił mi je nożem i przypalał pochodnią) nie spełniłem jej prośby – powiedziałem ze wszystko muszę sobie przemyśleć i poukładać.
    Nie wiem już w którą mam iść stronę; jeśli zgodzi się na terapię i nie dotrwa do końca lub tez jeśli dotrwa i nie przyniesie to żadnego efektu Nie chciałbym żeby zadziałał u niej mechanizm obronny i żeby spotkało mnie np to co napisała Saba – “ni z gruchy ni z pietruchy po 5 latach odeszła do innego”

  • Saba napisał(a) dnia 24 listopada, 2009, 18:50

    Shoguwar
    Po pierwsze – nie ma opcji “dotrwa i nie przyniesie to żadnego efektu” – kontrakt terapeutyczny bywa zawierany na określony okres, ale to jest bardziej dla terapeuty niż dla pacjenta. Mówiąc inaczej – jeśli byłaby w terapii (lub bylibyście razem) i nie ma zmiany, to albo jest opór albo jest kiepski terapeuta. W pierwszym przypadku, terapeuta zauważa że kupa i proponuje innego terapeutę. W drugim, ty widzisz że kupa i zmieniacie terapeutę. Terapia to nie jest coś co się kończy “bo wie Pani, umówiliśmy się na 10 spotkań. Myśli samobójcze zostały, ale sesje się skończyły – czy mam Pani podać żyletkę?” Terapia trwa tyle ile potrzeba. Nie ma więc końca do którego “dożywasz: aby się od terapii uwolnić. Przy takim założeniu szkoda kasy na terapię. Dlatego pisałam – ona musi chcieć. Jak nie będzie chciała, to nic się nie zmieni. A zechcieć może na przykłąd dlatego że cię straci. Spróbuj może, jeśli będziesz z nią rozmawiać (nie wiem jak rozmawiasz – więc hipotetyzuje) mówić o sobie i o swoich uczuciach. Ja wiem że facetom ciężko, ale może dasz radę. Mów “mi jest ciężko, kiedy się kłócimy” “mi jest źle kiedy jesteś zazdrosna, choć nie mam poczucie że nie daję ci powodów” “Ja potrzebuję miłości bez zadrości” itd. Powiedz sobie na głos sam “jesteś zazdrośnicą” i to co przed chwilą napisałam – brzmi inaczej? A chodzi o to samo. Czasem jak się zmieni formę komunikacji, to się wiele w parze zmienia…

  • Saba napisał(a) dnia 24 listopada, 2009, 18:58

    I jeszcze jedno. Może jej sugestia abyś poszedł ty na terapię nie jest taka zła… Może nie na terapię, ale na konsultację… skoro nie wiesz w którą stronę masz iść. Nie wiesz jaką podjąć decyzję, to dla mnie jest tak, że się jej boisz podjąć – co nie zrobisz to coś stracisz. Więc tkwisz w czymś co Cię męczy i co nie zrobisz będzie źle. Może warto się przyjrzeć temu, co powoduje że trudno Ci podjąć decyzję? Czasem jedno spotkanie konsultacji wystarczy byśmy zobaczyli coś, czego dotąd nei widzieliśmy… a może Twoja dziewczyna jak zobaczy że ty poszedłeś to zechce sama? (może też ci powiedzieć że jesteś nienormalny, więc nie zakładałabym że to zadziała…)

  • feliceagnes napisał(a) dnia 15 grudnia, 2009, 19:57

    nie ZŁOŚLIWOŚĆ- BEZSILNOŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • kaatii napisał(a) dnia 25 grudnia, 2009, 23:21

    Hej, jestem dda, byłam z chłopakiem prawie 3 lata znalismy i przyjaznilismy sie juz podszas studiów, zakochał sie we we mnie bo uwazał mnie za wrazliwa, czuła i dobra oobe ale kiedy zaczelismy byc razem zczełam byc zazdrosna zaborcza, złoscliwa, wybuchałam złoscia, wyrzucałam go z domu, nie było miedzy nami komunikacji, mówienia o swoich uczuciach. Ja zamlnieta w sobie płakałam i przezywałam wszsytko w sobie, żyłam w swoim świecie pragnień, oczekiwan i wyobrazen o naszym zwiazku. W pewnym momencie sfrustrowana ze nie poswieca mi czasu, uwagi, nie okazuje uczuc(które zreszta chyba wygasły), zaczełam szukac pocieszenia w ramionach innego- wyjechałam z innym na weekend, mimo ze nie uprawiałam z nim sexu to i tak go zdradziłam. Z czystej złoscliwosci powiedziałam o tym mojejmu chłopakowi, chciałam zeby cierpiał….ale rozpetałam piekło dla siebie. on mnie zostawił dla innej-piekniej, inteligentnej kobiety…a ja zostałam sama. Próbowałam róznych metod zeby do mnie wrócił, grózb ze sobie cos zrobie, próbowałam rozbic jego zwiazek-szczesliwy zwiazek. Po 8 miesiacach od rozstania zdecydoałam sie na terapie, nie potraiłam juz sobie radzic, płakałam dniami i nocami, byłam jak w letargu, zczełam brac tabletki antydepresyjne. Na terapie chodze juz pół roku, czy pomaga? Sa dni lepsze ale sa i takie ze nie chce mi sie zyc i takie niesttey przewazaja, próbuje walczyc o siebie i o nadzieje ze moge byc szzcesliwa. Zrozumiałam napewno ze wina zawsze lezy pośrodku, trudno mi sie jednak pogodzic ze on ode mnie odszedł, ze przzestał mnie kochac….bo ja mimo iz czuje złosc do niego, czuje takze ze go kocham i nadal cierpie, cierpie i rozdrapuje rany od 1,5 roku. Chciałabym juz o tym myslec ale nie potrafie znalesc antidotum na swoje cierpienie. Zwiazek z dda napewno jest trudny do zniesienia dla drugiej osoby, a jesli partner ma problemy z komunikacja to zwaiazek jest chyba nie do uratowania. Po tym wszystkim mam wrazenie ze trudne zwiazki, np. z dda sa wyznacznikim miłosci i checie pokonywania problemów, bo jesli ktos zakocha sie w nas tylko pozornie, w obrazie nas stworzonym przez samych siebie w pewnym wyobrazeniu…to szybko czar pryska, i pozostaje wielki ból, ból nie do zniesienia sczególnie dla da którzy nie radza sobie z odrzuceniem. Ze swojej strony moge poradzic jedynie wiecej zrozumienia i wogóle checi zrozumienia ,wspierania i przede wszystkim rozmowy. Pozostawienie dda samym sobie tylko potęguje ich ból i poczucie odrzucenia. Wiem co mówie:(

  • Maciek napisał(a) dnia 29 grudnia, 2009, 22:02

    @Shoguwar

    Może zabrzmi to brutalnie, ale zapytam:

    Czy wolisz częstować się nawzajem – oczywiście z drugim człowiekiem – Waszym szcześciem czy też tylko dawać szczęście osobie, która nie jest szczęśliwa sama ze sobą?

    Wzajemność relacji, uczuć czy miłości jest podstawowym elementem tego, aby sprawiedliwie cieszyć się życiem, także w prawdziwym związku partnerskim.

    “Szczęście jest w Tobie”. Jeżeli będziesz o wiele więcej dawał, niż brał od drugiej osoby, to skończy się tak, że niezależnie od Twoich starań będziesz zatopiony.

    Nie dotyczy to tylko związków z osobami, które mają silne objawy syndromu DDA. Ale faktem jest, że terapia polega na szukaniu “szczęścia w sobie”, aby dzielić się nim z innymi.

  • Agnes napisał(a) dnia 6 stycznia, 2010, 21:58

    Jestem osoba DDA.Wiem otym od dawna,ale niewiele jak do tej pory zrobilam.No oprocz moze tego ze zamiast trafic do psychologa i na terapie probowalam na sile pomoc sobie innymi sposobami.Uciekac tylko w prace,brac zbyt wiele na siebie i czesto sie nad tym uzalac.W zwiazkach bywalo roznie-czesto zle,Wiazalam sie z mezczyznami wartosciowymi ale niestety oni nigdy nie mieli mozliwosci mnie poznac do konca jako ze czesto zrywalam i uciekalam biorac na siebie odpowiedzialnosc za brak porozumienia miedzy nami.Probowalam terapii(przerabiania jak to mowia) mojego ojca,proby wybaczenia etc.Pomoglo na troche,potrafie mowic o nim bez placzu i nienawisci ale niestety nie pomoglo mi to w moim dalszym zyciu osobistym.Teraz jestem znowu z interesujacym dobrym cieplym cierpliwym mezczyzna,Nie jest idealny sa problemy,ktore mnie draznia,a ktore wydaje mi sie ze sa wlasnie bardziej wyostrzane przez moje DDA reakcje.Kilka tygodni temu spakowalam walizki i postanowilam sie wyprowadzic.Choc moj partner nie chce i mowi ze musze popracowac nad soba to jednak niebradzo moge polegac chyba na nim na tym ze mi pomoze w tej kwestii.Mowie mu jaki mam problem ale on wszystko obraca w delikatny zart i mowi ze jestem jego szalona kobieta,ktora on i tak bardzo lubi.Problem w tym ze ja siebie nie lubie kiedy wlacze ze soba wewnetrznie,kiedy zloszcze sie na niego i rzucam miesem iwedzac ze on i tak mnie przytuli jak przeprosze,a ja oczywiscie przepraszam,placze i tak od nowa.Trafilam wkoncu do psychologa na pierwsza wizyte na postanowienie diagnozy etc.Oczywiscie nie spodziewalam sie innej jak DDA.Teraz przede mna terapia.Nie moge sie doczekac jej pozytywnych efektow.Nie chce juz zyc tak jak zylam dotychczasa.Czas na szczescie w moim zyciu i w mojej glowie-spokoj i rownowage.pozdrawiam.

  • Maciek napisał(a) dnia 10 stycznia, 2010, 11:58

    @Agnes

    Gratuluję decyzji i życzę wytrwania w terapii, jakby nie patrzeć – jedynej drogi ku lepszemu.

    W wolnej chwili, wpadnij czasami do jakiejś grupy DDA, żeby opowiedzieć ludziom o swoim szczęściu i zmianach na lepsze. :)

  • Agnieszka napisał(a) dnia 24 stycznia, 2010, 15:40

    Jestem DDA całą “gębą” W moim domu pili oboje rodziców, właściwie na to umarli. W zachowaniu Twojej dziewczyny widzę siebie. Nie reaguję tak ostro, ale w środku gotuje się we mnie często. A po tym jak odkryłam, że stara znajomość męża próbuje odświeżyć z nim kontakty, zgłupiałam i zafundowałam sobie koszmar. Mąż jest dobrym człowiekiem, nie zareagował na zaproszenia byłej znajomości, poprostu połechtała jego męskie ego i nie potrafił jej tak poprostu spławić, chciał być miły. Mimo to, bardzo mnie za to przepraszał, bardzo bał się, że odejdę, choć nic takiego nie powiedziałam. Wiem, że jest wobec mnie uczciwy, wierny (wiem, bo niestety, kontoluje go tak, jak Ciebie Twoja dziewczyna, choć staram się nie męczyć go) a i tak moją głowę wciąż zaprzątają myśli o jego zdradzie, nie mogę nad tym zapanować. Rozumiem ją, wiem jak działa na mnie każdy nie odbrany lub zbyt późno odebrany przez niego telefon, głosy kobiet w tle, zazdrość zjada od środka, niepewność jego miłości wykańcza. A najśmieszniejsze jest to, że gdy się poznaliśmy wydawał mi się brzydki, nie zakochałam się w nim od razu, dwa razy z nim zrywałam, a on cierpliwie czekał, prosił, byle ze mną być (wspomnę, że zakceptował dwoje moich dzieci z pierwszego małżeńtwa). Wymyślam wciąż nowe teorie, naprzykład ostatno stwierdziłam, że mnie nie kocha, bo gdy to mówi, nie patrzy mi w oczy, tak, ludzie którzy kłamią uciekają wzrokiem. I zobacz , jak niewiele tarzeba. Twoja dziewczyna bardzo się męczy, i nie potrafi tego zmienić. Jest zamknięta, nie potrafi z tego wyjść ale i dopuścić kogoś zbyt blisko. DDA są też bardzo dumne i nie lubią litości. Okaż jej maksimum czułości i zaprowadz na terapię. Tylko miłość pomieszana z czułością na mnie działają, na nią pewnie też. Pomóż jej, proszę!

  • kaatii napisał(a) dnia 26 stycznia, 2010, 0:32

    Drogi macku ciekawe ze wierzysz w sprawiedliwa miłosci, bo czytajac to co napisałes mam wrazenie ze wogóle w tej trsci nie ma mowy o miłosci. Pewnie tak jak wiekszosc ludzi szukasz prostych rozwiazan, a najlepeij wogóle uciekac od problemów i koggos kto jej ma zostawic zdanego samego na siebie, niech sie męczy przeciez Ty zasługujesz na 100% uwagi i sprawiedliwej miłosci. Przykre

  • Maciek napisał(a) dnia 29 stycznia, 2010, 15:08

    @kaatii

    Droga Kaatii,

    Chcesz się dalej rozpisywać o miłości, przy tak wyglądającym dialogu i poszanowaniu opinii drugiego człowieka, którego nawet na oczy nie widziałaś?

  • kaatii napisał(a) dnia 30 stycznia, 2010, 9:32

    Drogi Maćku, szanuje opinie drugiego człowieka, ale mam tez prawo do wyrazenia swojej opinii, i nie musze zgadzac sie z tym co piszesz, kazdy jest inny, wiec kazdy przypadek rozpatruje sie idywidualnie> ale z twojej wypowiedzi wynika ze osoba bez terapii nie zasługuje na to zeby obdaryc ja szczesciem, nie mozna jej kochac bo to jest za trudne??? masz racje kazdy jest odpowiedzialny za swoje szczescie. Ale czy uwazasz ze w miłosci zawsze kazdy daje od siebie tyle samo??? nie widziałam ciebie ale ty mnie tez nie!!! jesli uznałes zenie szanuje twojej opinie to przepraszam, ale jak czytam takie slowa to jest mi poprostu przykro

  • Maciek napisał(a) dnia 2 lutego, 2010, 13:12

    Kaatii,

    Nie oceniam, nie krytykuję, nie atakuję, nie szukam podtekstów, nie uważam, że coś mi się należy. To nie jest mój problem, że ktoś ma inne zdanie. Nie jest mi również przykro, zwykle rano wstaję uśmiechnięty, dbam o kondycję psychiczną i fizyczną. Ale to nie stało się z dnia na dzień. Szacunek do siebie przychodzi z czasem.

    Ludzie rozpisują się i mówią o miłości, ale czy za słowami idą czyny? Uważam, że w miłości, przyjaźni i życiu powinna być stosowana harmonia wzajemności. Jeżeli człowiek jej nie zachowuje, to zaburza tym własne pragnienia, szczęście i traci szacunek do siebie. Dotyczy to każdego człowieka, a nie tylko wybranców.

    Myślę, że masz prawo do zrozumienia i nawet więcej. Tobie należy się merytoryczna pomoc (działanie), a nie tylko zrozumienie przez człowieka, który niekoniecznie jest terapeutą. Na co dzień uczymy się od innych ludzi, lecz wychodzenie z bagna musimy powierzyć doświadczonym profesjonalistom. Pozwól, że powtórzę:
    “Czy wolisz częstować się nawzajem – oczywiście z drugim człowiekiem – Waszym szcześciem czy też tylko dawać szczęście osobie, która nie jest szczęśliwa sama ze sobą?”

    Pytanie nie jest oryginalne, lecz uniwersalne, a dotyczy ogólnych relacji międzyludzkich – w domu, szkole, pracy, na ulicy. Proszę nie traktować objawów syndromu DDA, jako coś gorszego lub lepszego, bo to jest efekt życia w rodzinie z nieszcześliwą osobą. Alkohol jest tylko narzędziem, taki samym jak np. narkotyki.
    Możnaby je zadać dziecku, które jest wychowywane w alkoholu – “wspomagaczu w nieszczęściu”, “leku” nieszczęśliwego człowieka. Niestety dziecko nie odróżnia szczęścia od nieszczęścia, samo nie ominie problemu – jest całkowicie bezbronne. Także i ja nie miałem wpływu na swoich rodziców – żadne dziecko nie miało.

    Osobiście nie dziwię się, że temat zachowania harmonii relacji międzyludzkich jest kontrowersyjny, bo kiedyś sam nie mogłem tego zrozumieć – jak można być tak bezdusznym? Wielokrotnie wkładałem rękę do tego samego garnka z gorącą wodą, a efekty były zawsze takie same – mizerne.

    Mam wielu znajomych – niepijących alkoholików, DDA i DDD. Nauczyłem się od nich wielu pożytecznych rzeczy, których na pewno nie dostałbym od kogoś innego. Bez pomocy tych osób, zapewne jeszcze długo bym się męczył ze sobą. Odnalazłem z nimi wspólny język, lepiej widzę i czuję.

    Nieważne skąd przychodzisz, ale dokąd zmierzasz.

  • Arek napisał(a) dnia 4 lutego, 2010, 3:30

    Witajcie,

    Jestem już prawie 3 lata z dziewczyną DDA. Są grupy wsparcia dla DDA, DDD. Wg mnie powinno się pomyśleć o czymś podobnym dla partnerów osób z rodzin uzależnionych. Wielu z nas nie ma pojęcia jak się zachowywać, co powoduje agresję/wycofanie/złość/gniew/kaprysy naszych ukochanych. Jeśli istnieje jakiekolwiek forum, gdzie ludzie tacy jak my mogą sobie po prostu pogadać, będę wdzięczny za adres.
    Shoguwar, znam Twój ból. U mnie przez pierwsze pół roku był względny spokój. Dawałem z siebie bardzo dużo dla związku, bardzo wiele dostawałem w zamian. Niestety, po pół roku okazało się, że to pułapka bez wyjścia. Znajomi, świat zewnętrzny – to okazało się być złem. Po co nam inni skoro mamy siebie? Tylko ja bez ludzi żyć nie umiem. Miałem znajomych, swoje pasje, z których na początku po kolei rezygnowałem, podobnie jak z kontaktów z ludźmi na rzecz naszych romantycznych chwil. Nie można się jednak zupełnie odciąć od świata, czego moja dziewczyna nie potrafiła pojąć. Kochała mnie niesamowicie, ale miłością zaborczą w 100%. Każda koleżanka była „na pewno fajniejszą”, każde wyjście z kolegami „niekochaniem”. Oczywiście były próby wywoływania zazdrości, poczucia winy itp. Pytania prowadzące bezpośrednio do kłótni, tzw. pytania bez dobrej odpowiedzi (ogólnie, jeśli gdzieś się dobrze bawiłem bez niej, to było źle), na porządku dziennym. Wiele razy miałem ochotę zerwać, rzucić to wszystko w cholerę, zacząć żyć jak zawsze, cieszyć się życiem. Jak zrywaliśmy byłem jak nowo narodzony, dosłownie skakałem ze szczęścia że żyję… tylko później miałem wyrzuty sumienia, no i ona mnie zawsze przepraszała, mówiła, że „coś z tym zrobimy”. Stałem się wrakiem człowieka: nerwowy w zachowaniu, huśtawka emocji, wiecznie niewyspany (nie mogłem zasnąć) z różnymi dolegliwościami na tle oczywiście nerwowym. W swoim otoczeniu musiałem kłamać, by tylko przypadkiem nie dać się gdzieś wyciągnąć na imprezę, kamuflować nocne wyjazdy do niej, że niby był ważny powód… Z kolei dla niej rzeczywistość musiałem idealizować, zmieniać ludzi których lubię/nie lubię, być takim jakim mnie chciała. Po 2 latach i kolejnym zerwaniu postawiłem sprawę jasno. Albo terapia albo koniec z nami. Jeśli ktoś wie, że ma wielki problem, którym krzywdzi ukochaną osobę, to nie jest miłością uciekanie od rozwiązania go. Kwestia wyboru i, no właśnie, bardzo silnego wsparcia (aczkolwiek racjonalnego – by nie popadać w skrajności i znowu nie zatracać własnego życia). Jeśli terapia nie działa, to faktycznie, jak już ktoś tu napisał, trzeba po prostu zmienić specjalistę.
    Po kilku miesiącach od rozpoczęcia terapii poszliśmy z moją dziewczyną pierwszy raz od ponad 2 lat!!! do kogokolwiek z moich znajomych do domu, jest o niebo mniej kłótni, rozmowy są bardziej racjonalne, kłopoty też. Nie ma problemu z tym, że mam koleżankę. Nie jest ona od razu „kimś kto na pewno bardziej mi się podoba”. Nie wiem tylko co będzie po terapii. Ona kiedyś się skończy. Nie wiem czy będę w stanie odbudować związek z kimś, kogo kocham ale z drugiej strony bardzo nie lubię za to co 1,5 roku robił w moim życiu. Rozumiem, że DDA to duży problem, ale przez 1,5 roku dostosowałem się do pozycji wycieraczki przed domem i nie wiem czy chcę to pamiętać. 3 lata temu byłem optymistycznym, wiecznie uśmiechniętym chłopakiem, który mimo wielu problemów dnia codziennego szedł przed siebie w towarzystwie ludzi z przekonaniem, że wszystko będzie ok. Teraz mam większość rzeczy, za przeproszeniem, w dupie, klnę jak szewc i brak mi pomysłu na przyszłość. Tylko, cholera, kocham ją i nie chcę zaprzepaścić wszystkiego co jest między nami, więc chyba pójdę do psychologa sam, żeby dowiedzieć się co mogę zrobić, bo jeszcze kilka miesięcy i nie dam rady ciągnąć za sobą tego co było, a wtedy się posypie wszystko co jest.
    Shoguwar, terapia zdziała wiele. Ale nie jestem pewien jednego – czy oprócz zachowań typowych dla DDA jest w stanie zmienić choć trochę charakter osoby, te negatywy :/ Ja wiem, że nie wszyscy są idealni, ale DDA na pewno nie są naturalni, z tego co widzę. Ich oczekiwania też nie wiem czy są do spełnienia zawsze. To czasem takie walenie głową w mur. Jednego dnia wpadasz z bukietem róż i zabierasz ukochaną na romantyczną kolację, a następnego dowiadujesz się, że się nie starasz… Myślę, że BARDZO WIELE w relacji z DDA zależy od cierpliowości… Ja ją kiedyś miałem, a teraz musi być dobrze, po prostu musi. Chciałbym żeby moja dziewczyna mnie po prostu kochała, tak jak ja ją i żeby ten związek nie był pewnego dnia problemem, tylko ostoją spokoju. Żeby nie trzeba było nad wszystkim pracować, zastanawiać się, komplikować… Pozdrawiam!

  • kaatii napisał(a) dnia 6 lutego, 2010, 16:48

    Arku, z tego co napisałes rozuemim ze duzo przeszedłes i sam sie zmieniłes, ale mimo trudnosci nie uciekasz od nich choc pewnie łatweij byłoby zostawic ja i zaczac zyc na nowo z kim kto nie ma takich problemów ze soba. Własnie sie zastanawiam czy to jest miłosc, czy moze boisz sie odejsc bo bedziesz czuł sie winny??? Ja przezyłam bardzo podobny zwiazek tylko ze mój skończył sie po 2, 5 roku, moje wybuchy złosci, zaborczosc, ciagłe szukanie potwiedznia swojej atrakcyjnosci poprzez flirtowanie z innymi, spowodowałao ze mój partner odsuwał sie ode mnie nie chciał ze mna nigdzie wychodzic, on był bardzo tworzarzyska osoba z wieloma pasjami, ja zamknieta w sobie, niesmiała, z hustawka nastrojów, doprowadziło to do braku porozumeinia, zreszta nigdy otwarcie ze soba nie rozmawialismy, bo on tez był dosc zamkniety w sobie. Ja w pwnym momencie tez byłam juz załamana i zmeczona tym ze on sie mnie nie interesuje, nie przebywa ze mna nie znałam jego rodziny, znajomych, nie odzyał sie kiedy byłam powaznie chora. Skończyło sie moja “próba zdrady” wyjechałam ze kolega na weekend mimo ze nic miedzy nami nie zaszło, dla mnie to był spospó , próba na zapomnienie, ale ja nie potrafiłam zyc bez mojego chłopaka nie potrafiłam o nim zapomniec,nie potrafie do dnia dzisiajeszego:( Kiedy sie spotkalismy powiedziałam mu o wszystkim, widywalismy sie jeszcze ale nasz kontakt zanikał az do momentu kiedy sie spotkalismy i powiedział mi ze nie chce ze mna byc , miał juz kogos innego. Załuje ze tak to sie skończyło, okazaniem braku szacunku i lekcewazeniem, z mojej i z jego strony. Najgorsze ze bedac a inna dziewczyna spotykał sie takze ze mna, pozwalałam sie nie szanowac, lekcewazyc, ponizac. Od 8 miesiecy chodze na teraapie, po ptrzejsciu załamania nerwowego, depresji, postanowiłam odstawic leki psychotropowe i walcze o siebie na terapi inywidualnej. Chyba najwazniejsze jest okreslenie czego sie oczekuje, osd siebie od innych, kazdy jest odpowiedzialny za swoje szczescie i kazdy decyduje o sobie. W tym momencie przyznaje racje Mackowi we wczesniejszym poscie. musisz zdecydowac czy chcesz walczyc o wasza miłosc i o siebie, czy masz na to siłe i czy w to wierzysz. Ja mimo ze mineło 1,5 roku od rozstania mysle i nadal go kocham,mimo ze on mnie nienawidzi, ze jest szczesliwy z kims innym. Próbuje walczyc z poczuciem winy, porażki, nizszosci. I zastanawiam sie wciaz na pytanie czym jest miłosc, i jakie sa jej granice??????????

  • Arek napisał(a) dnia 7 lutego, 2010, 1:25

    Kaati, ja już sam nie wiem. W życiu nie można być niczego pewnym, ale na 99,99% ją kocham. Czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami, wyjść, skończyć to i być zdrowszym gdzie indziej. Ale wiesz… Są chwile gdzie nic innego się nie liczy. To jest trochę tak jak z uczeniem dziecka życia. Tu się potknie, popłacze, obudzi w nocy, będzie grymasiło, co 5 minut inna mina. Ale jak się czegoś nauczy, to jest wspaniale :)
    Życie pokaże czy nasz związek przetrwa. Bardzo bym się bał wyrządzić jej krzywdę rozstaniem, to na pewno. Nie wiem jak ona by to zniosła przy swoich problemach :/ To jest dla mnie ostateczność. Skończyłbym ten związek jedynie w momencie, w którym doszedłbym do wniosku, że nie przetrwa on i w pewnym momencie życia na 100% się rozpadnie, ja nie wytrzymam psychicznie/fizycznie lub stracę szacunek dla mojej dziewczyny przez jej zachowanie i stanę się młodym-starym zalegającym na kanapie dziadem.
    Akcent humorystyczny: na początku problemów wmawiałem sobie, że to tylko taka próba z tymi wszystkimi dziwnymi kłopotami i jak wytrzymam rok, dwa, to się dowiem, że zdałem i od tego czasu będzie ok :) To mój pierwszy związek w ogóle i sam nie wiem jak to jest być z kimś nieDDA. Czy zastanawiam się jakby to było z dziewczyną bez tego problemu? Pewnie. Ale nie wiem czy byłbym się w stanie odnaleźć w takim “normalnym” związku. Mam nadzieję, że kiedyś “będę musiał” razem z moją obecną dziewczyną po terapii :) Ale boję się jak diabli przyszłości.

  • kaatii napisał(a) dnia 7 lutego, 2010, 13:19

    Arku, to pieknie jak piszesz ze ja kochasz, ze mimo tych trudnosci walczysz o was i pomagasz jej zmagac sie ze swoimi problemami, bo to sa jej problemy nie twoje. Ja fatalnie przeszłam rozstanie, byłam oderwana od rzeczywistosci, ciagle sie łudziłam ze on wróci do mnie, dodatkowo cała sytuacje zpotęgował fakt ze zwiazał sie odrazu z kims innym:( co zreszta dreczy mnie po dzień dzisiejeszy:( Zycze wytrwałosci i powodzenia, terapia niewatpliwie pomaga zrozumiec wiele rzeczy i problemów, i mysle ze twoja dziewczyna nauczy sie reagowac zupełnie inaczej, tylko ze to wszytsko jest trudne i wymaga duzo wysiłku, wiem to po sobie, ja cały czas walcze z negatywnym mysleniem o sobie, ze jest ze mna cos nie tak, ze zostawił mnie i jest z kims “normalnym”. DDA ciezko zaakceptowac odrzucenie, to ze byc moze ludzie do siebie poprostu nie pasuja, nie zaspokajaja swoich potrzeb, i poprostu sie rozstaja, albo poprostu przestaja kochac- albo nigdy nie kochali:( Podobno wszytsko z zyciu dzieje sie – po coś- moze po to zeby cos zrozumiec, moze po to zeby inaczej, pełniej patrzec na swiat, poznać siebie, nauczyc sie kochac, szanowac siebie i innych. Hmm ja ucze sie kochac i szananowac siebie, byc szczesliwa sama ze soba( tak pisza w poradnikach i tłumacza na terapii;)) tylko trudno to zrobic jesli sie kocha i teskni za kims….

  • Arek napisał(a) dnia 8 lutego, 2010, 9:18

    Witajcie,

    Tak sobie pomyślałem, że zamiast rozmawiać w komentarzach na stronie internetowej, można zrobić z tego coś co ma ręce i nogi. Założyłem takie forum -> http://www.partnerdda.fora.pl

    Pozdrawiam

  • Maciek napisał(a) dnia 9 lutego, 2010, 14:25

    @Arek

    Prawdopodobnie wpadłeś w błędne koło. Syndrom DDA jest wynikiem czerpania z kiepskich wzorców zachowań społecznych, czyli ewidentnie głaskanie po głowie, gdy druga osoba na to nie zasłużyła, nie przyniesienie dobrego rezultatu. W końcu wszyscy uczymy się od siebie, więc gdy następuje błędne zachowanie należy go wskazać. Jak inaczej wyobrażasz sobie “zbawienie świata” poprzez nauczanie?

    Zapewne zauważyłeś już, że w związku należy Ci się wzajemność pozytywnych relacji. Dlaczego masz znosić upokorzenia? Powiedz swojej partnerce wprost, co o tym myślisz. Jak długo można traktować człowieka jak jajko – robić wszystko, aby się nie stłukło? Życie z syndromem DDA, to odpowiedzialność za własne życie, a nie szukanie dzięki niemu wytłumaczeń własnych zachowań.

    Jeżeli nie zajmujesz się zawodowo zmianami wnętrza człowieka, a tak należy rozumieć dowolną terapię, to lepiej idź do psychologa, abyś zrozumiał, że Twoje ogromne zaangażowanie niczego nie zmieni. Tolerując nieodpowiednie zachowanie drugiej, nawet bliskiej Ci, osoby – wcale nie musi mieć syndromu DDA – utwierdzasz ją w przekonaniu, że to jest normalne.

    @Kaatii

    Wracając do tematu, czy wg Ciebie terapia w grupie DDA ma alternatywę? (Jakie widzisz różnice pomiędzy grupą DDA, a indywidualnymi spotkaniami – z psychologiem czy terepautą?)

  • kaatii napisał(a) dnia 10 lutego, 2010, 23:38

    Arku, nie moge powiedziec z własnego doswiadczenia jakie sa róznice midzy terapia w grupie a idywidualna, gdyz ja chodze tylko na indywidualna. Ostatnimi czasy poczuałam ze chciałabym chodzic na terapie grupowa, bo boje sie kontaktów z ludzmi, boje sie odzywac boje sie ze sie osmiesze ze nie zostane uznana za ciekawa osobe, mysle ze taki kontakt w grupie terapeutyczne pozwala zobaczyc ze ini maja podobne problemy, dowiedziec sie jak oni z nimi walcza i przezywaja. Niestety pracuje w takich goddzinach które nie pozwalaja mi na uczesniczenie w terapii grupowej:( chodze wiec na indywidualna, nie wiem czy sa jakies efekty czy nie, ale mysle ze bardziej zastanwiam sie co robie i w jaki sposób, zauwazam co wywołuje we mnie skrajne emocje, i chyba zrobiłam sie bardziej tolerancyjna i poswiecam wiecej czasu sobie. ciązy mi fakt ze jestem sama, ze mój osttani zwiazek zakończył sie fatalnie, ze boje sie jeszcze na tyle zeby zmienic cos w swoim zyciu, a mój eks świetnie sobie radzi i jest szczesliwy z inna, ale cóż nie pozostaje mi nic jak sie z tym zmierzac, sa dni ze czuje sie lepiej, ale sa i taki ze wpadam w otchłan rozpaczy ale podnosze sie i walcze dalej…
    odnoszac sie do twojego komentarza, to mam pytanie czy uwazasz ze zwiazek z dda nie ma przyszłosci i nie warto wspierac drugiej osoby? masz racie ze kazdy bierze odpowiedzialnosc za swoje szczescie, i własnie zastanawiam sie gdzie jest ta granica zrozumienia, miłosci, szacunku i kiedy sie ja przekracza w walce o bycie z druga osobą….. ???

  • kaatii napisał(a) dnia 10 lutego, 2010, 23:39

    Przepraszam poprzedni komentarz miał byc skierowany do Maćka:)

  • Maciej 31 napisał(a) dnia 16 lutego, 2010, 14:19

    Kaati gdy czytam Twoje posty to jakbym widział mnie i moję życie, sytuacja analogiczna tylko jestem facetem i cierpię po rozstaniu z kobietą juz 2 lata i podobnie jak Ty miewam bardzo rózne stany. Na terapię uczęszczam juz ponad rok i też zastanawiam się nad podjęciem terapii grupowej. Pozdrawiam Cię i życze sukcesów i wytrwałości w walce o samego siebie!!

  • kaatii napisał(a) dnia 16 lutego, 2010, 22:31

    Macieju 31, mam pytanie jakie emocje wzbudza w tobie myslenie o niej, o sobie, o waszym zwiazku, o sposobie rozstania??? jak odbierasz terapie, czy uwazasz ze radzisz sobie lepiej w niektórych sytuacjach??? Pozdrawiam

  • pablon napisał(a) dnia 27 lutego, 2010, 7:32

    Właśnie jestem w trakcie terapii i to co odkrywam jest dla mnie czymś tak odległym,tak osobistym,że jestem w szoku.Nigdy nie przypuszczałem ,że można przeżyć tak długi okres życia nie uświadamiając sobie wielu spraw…

  • Maciek napisał(a) dnia 2 marca, 2010, 1:06

    @Kaatii

    Zadałaś mi pytanie: “- Czy uwazasz ze zwiazek z dda nie ma przyszłosci i nie warto wspierac drugiej osoby?”

    Ależ nie napisałem tego. Myślę, że sama znalazłaś to między wierszami. Moja wypowiedź miała prawo Ciebie zaboleć, gdyż wzięłaś ją bardzo do siebie. Shoguwar opisał to, co czuje i co go boli w związku, że robił wiele i posiada potencjał do dawania siebie drugiej osobie.

    Zostawmy owe magiczne trzy literki (DDA) w spokoju i spróbujmy odpowiedzieć sobie na proste pytanie:

    Jeżeli ktokolwiek czuje się źle, w związku kimkolwiek, z jakiegokolwiek powodu, to dlaczego ma nadal w nim tkwić?

    Pomagajmy sobie NAWZAJEM, nauczmy się rozpoznawać ludzi, nie męczmy się z ludźmi, którzy widzą tylko czubek własnego nosa, i nie róbmy terapii w domu. Takim miejscem jest grupa wsparcia, terapia indywidualna i życzliwi ludzie, od których możemy nauczyć się radowania życiem, dając im W ZAMIAN uśmiech.

  • Maciek napisał(a) dnia 2 marca, 2010, 8:38

    #Maciej 31

    Czy trafiłeś już wcześniej do grupy DDA  i czego oczekujesz od tego rodzaju terapii?

    #Pablon

    Dzięki za wyjście przed szereg i pokazanie esencji terapii. Życzę Ci wytrwałości i dalszego odkrywania. :)

  • kaatii napisał(a) dnia 4 kwietnia, 2010, 17:46

    Naprawdę chciałabym również dostrzec esensje tearapii, bo mimo że zrozumienia juz wieleu rzeczy, nie potrafie sie wyrwac z bólu, poczucia odrzucenie, braku miłości, pogodzic z tym, ze ktos wybrał lepsza dla siebie opcje na życie-szczęscie z kims innym. A ja utknełam sama ze sobą:( pozdrawiam i życzę wytwałosci wszystkim w terapii.

  • Lilu napisał(a) dnia 8 kwietnia, 2010, 22:38

    Ja sama jestem DDA i wiem jakim koszmarem są związki. Moje związki to kilkumiesięczne relacje z mężczyznami na ogół starszymi o dość specyficznym portrecie: narkomani, schizofrenicy, żonaci, dzieciaci, rozwodnicy, aspołeczni. Nie wybieram ich celowo. Wchodząc w dana relację z mężczyzną i angazując sie w to dopiero po pewnym czasie dowiaduje się, jak wygląda rzeczywistość. A dalsza część scenariusza wygląda jak już tu opisano. Początki wspaniałe apóźniej piekło z mojej strony. Bo podobnie jak każde DDA jestem zaborcza, zazdrosna i żyję w ciągłym irracjonalnym lęku, że osoba, którą kocham zniknie. Nie robię awantur, nie szantażuję, ale ból jaki rozsadza mnie od środka, sprawia, że związki nie są przyjemnością tylko walką o przetrwanie. U mnie w domu było tak, że rodzice rozeszli sie. Przyszłam któregoś dnia ze szkoły i ojca alkoholika nie było. Po prostu znikł. Miałam wtedy lat 16, wychowałam się wiec bez ojca, ale to poczucie, że tak nagle odszedł odcisnęło piętno na dorosłym życiu i przełożyło się właśnie na związki z ludźmi. Kiedy mój partner wychodzi do pracy, ja się boję. Boję sie, ze z niej nie wróci. Że zniknie i że nigdy go już nie zobaczę. Zdaję sobię sprawę z irracjonalności takiego podejścia, ale to tkwi w psychice i bez dobrej terapii sama sobie nie pomoge, bo tłumaczenie nic nie daje. Lęk jest ogromny. Zapisałam się na terapię. Rok byłam po dopieką psychoterapeuty, który dużo mi uświadomił, ale nie do końca pomógł. Teraz z powodu studiów pod kontem pedagogicznym, które w wielu aspektach wiążą się z terapią, postanowiłam zrobić porządek z całym swoim dotychczasowym życiem i przyjść na spotkania grupy wsparcia dla DDA mam to szczęście, że działa w moim mieście, no i zobaczymy jak to będzie…

  • BYŁA DDA napisał(a) dnia 15 kwietnia, 2010, 18:03

    Kochani, jestem byłą DDA, po długoletniej terapii i wiem, że naprawdę można z tego wyjść, szczególnie, gdy jest dla kogo. Warunkiem jest jednak to, żeby DDA tego chciało samo, żeby zrozumiało, że nie ma innej drogi. To DDA musi wykonać całą pracę, otoczenie może tylko pomóc. Ale zaręczam wam, że warto być z takim wyleczonym DDA :) Jesteśmy dobrzy, czuli, bardzo wyrozumiali, w 100% wierni, wspierający i nieskończenie wdzięczni za każdy dobry gest. Nigdy nie zapomnę ludzi, którzy mi pomogli na mojej drodze, a jest ich wielu… Ale terapia jest niezbędna. Inaczej dom z DDA to koszmarek… Pozdrawiam wszystkich. Aga:):):)

  • Maciek napisał(a) dnia 23 kwietnia, 2010, 22:24

    @Kaatii

    Bycie samemu ze sobą, to bardzo fajna sprawa. Jeżeli jest ktoś obok, z kim będziemy mogli dzielić się szczęściem, to jeszcze lepiej.

    @BYŁA DDA

    Napisałaś: “wiem, że naprawdę można z tego wyjść, szczególnie, gdy jest dla kogo”.

    Jak to, dla kogo? Dla siebie. :)
    Jeżeli możesz napisać, to poproszę o więcej szczegółów, dotyczących pracy w grupie, aby uświadomić niezdecydowanym, że ten rodzaj terapii ma swój urok.

  • kaatii napisał(a) dnia 1 maja, 2010, 19:42

    Hmm narazie nie potrafię spojrzeć na bycie samej jak na COŚ FAJNEGO, bo póki co czuje sie niefajnie:( ale najwidoczniej tak musi być, ale boje sie bo zaczyna brakowac mi siły i wiary, że to ma jakis głebszy sens, ze musze jeszcze zrozumiec wiele rzeczy i pogodzic sie z tym co jest, pożegnać przeszłość bo ciągle nią zyje i rozpamietuje i obwiniam sie o rozpad zwiazku, mineło 2 lata a we mnie wszystko jest żywe:( jak sie z tym pożegnać………. i wybaczyc sobie?????? Terapia niewatpliwe pomaga wiele zrozumiec, ale przeraza mnie tkwiacy we mnie ból i wina że popsułam cos waznego dla siebie:(:(:( i to ze te uczucia utrzmuja sie we mnie tak długo:(:(:(

  • MataHari napisał(a) dnia 4 maja, 2010, 13:59

    Nie wiem dlaczego dopiero teraz znalazlam ta strone, ale szykam pomocy, aczkolwiek chyba jestem DDA, dopiero moj partner otworzyl mi oczy i taraz bede robic wszysko w mojej mocy aby z tym sobie poradzic, mamy 2,5 letnigo synka razem a ja zachowuje sie okropnie, wieczne klotnie zamykanie sie samej w pokoju, brak komunikacji z partnerem a nawet ucieczka w kieliszek wina, mam 29 lat i nigdy sie tak nie zachowywalam, jeszcze przed urodzeniem dziecka bylam ulozona mialam kierownicze stanowisko w pracy i glowe pelna pomyslow i marzen ktore chcialam realizowac, na dzien dzisiejszy nie jestem w stanie zaplanowac co bede robic w weekend,
    Czytajac wasze wypowiedzi chcialam zamknac ta strone i zapomniec o niej, uciaczka od prawdy na ile tym razem i to pomoze na tydzien? Potrzebuje pomocy i niewiem z kim o tym porozmawiac czy udac sie do lekarza czy psychologa?

  • Maciek napisał(a) dnia 5 maja, 2010, 13:56

    Ha! “Prawda subiektywna” została wtłoczona do głowy jakiś czas temu. Teraz należy ją zmienić, biorąc pod uwagę przyszłość – własną, swojego dziecka i partnera życiowego.

    Od własnych problemów nie można uciec – trzeba się z nimi zmierzyć na terapii. Na początku najlepszy jest psycholog. Jeżeli potwierdzi fakty, pozostaje jeszcze przyznanie przed sobą, że ma się problem. Potem także przed innymi – to kolejny etap wtajemniczenia.

    Uwierzyć w siebie – w zmianę siebie – dla siebie, i zacząć działać. Wielu myślało, szukało, próbowało. Jednak innej, lepszej drogi, jeszcze nikt nie odkrył.

    Powodzenia!

  • Agnies.R napisał(a) dnia 12 czerwca, 2010, 12:51

    Pozdrawiam wszystkich czytających te historie!Od niedawna mogę korzystać z dostępu do internetu.Jestem DDA.Dodatkowo jestem osobą niebywale uwrażliwioną,związaną z działalnością artystyczną.Długo dojrzewałam,by uwierzyć w swoje siły,by iść do ludzi.Zdarzyło mi się parę razy uczestniczyć w spotkaniach DDA,jednak nie czułam ze to mi pomoże.Ciągła samotność w problemie,gorycz że to ja muszę się leczyć a nie sprawca cierpienia.Efektem tego jest to,że sama walczę ciągle z tymi ciężarami.Jednak dziś odkryłam tę stronę,wcześniej targana kompleksami na temat swojej niezaradności,wycofania.Postanowiłam zająć się poważniej moim okaleczeniem i dziś pragnę spotkać ludzi,którzy także świadomie chcą terapii.Jest mi za trudno tak jak jest teraz,Chcę być wolna,szczęśliwa.Będę szukać odpowiedniego miejsca.Nawet dziś.Jestem już bardzo dorosła 

  • lenka napisał(a) dnia 30 czerwca, 2010, 11:46

    Cześć:) to mój pierwszy post na tego typu stronie. Jestem dda. Mój ojciec pił zawsze. Nie żyje od trzech lat. nadal pamiętam okropne wrzaski, przerażenie, wstyd. Nie jestem otwarta, pewna siebie. Jestem ciągle zestresowana, czuję się nieprzystosowana, nienormalna. Chciałabym być inną osobą. Brakuje mi siły, odwagi, nadziei. Skończyłam studia, mam pracę, niedługo wychodzę za mąż. Moj chłopak jest wspaniałym człowiekiem, który bardzo mi pomaga. Za kilka dni idę na spotkanie z psychologiem w ośrodku. Chcę zacząć terapię i nareszcie czuć się dobrze sama ze sobą. Będę walczyć o siebie i o swoje życie!!!!!!Trzymajcie kciuki!!!

  • lenka napisał(a) dnia 30 czerwca, 2010, 12:55

    to oczywiście nie jest forum…

  • bk napisał(a) dnia 5 lipca, 2010, 12:36

    Kochani,
    ja też jestem DDA, uświadomiłam to sobie, kiedy się naprawdę zakochałam. Mam podobne objawy, tyle że zauważyłam, że moja zazdrość jest chorobliwa. Zaczęłam więc szukać różnych publikacji na ten temat, by zrozumieć swój problem. Nasz problem, to głęboka pustka emocjonalna i bardzo duży ubytek miłości. Dlatego potrzebujemy jej więcej niż inni. Jesteśmy zaborczy i ciągle nam mało. Ogarnięci przekonaniem, że nikt nas nie kocha prowokujemy bliskie osoby, by naprawdę przestały nas kochać. A przecież, wystarczy to zrozumieć. Dać bliskiej osobie dużo czułości, miłości. Ona nam to odwzajemni. Ból nie minie, kiedy kochana osoba będzie się cieszyć życiem, a szczególnie gdy koło niej będą inne kobiety. Należy pamiętać, że ma do tego prawo, ale przecież potem do nas wróci, szczególnie wtedy gdy będziemy się o to starać. W takich chwilach należy to sobie uzmysłowić i starać się odnajdywać pozytywne aspekty życia. Być miłym tez dla innych. Przecież to nie oznacza, że kochamy wszystkich, albo że nasz partner kocha wszystkie. Warto też swój czas zająć jakąś pasją, żyć własnym życiem. Zamiast kontrolować partnera, poświęcić ten czas na swoje pasje i oderwać obsesyjne myśli. Dobrze działa pamiętnik, w którym możemy opisać sytuację, która nas zabolała, zapisując wszystkie alternatywy partnera i nasze myśli. To lepsze niż kłótnia z partnerem. Naszym problemem jest nie kończąca się nienawiść do ojca lub matki alkoholika, którą przenosimy na partnera. Nie zdajemy sobie sprawy, że to właśnie jego karzemy za wszystkie grzechy naszych rodziców.
    Ja to już wiem i jest mi łatwiej. W chwilach słabości zamiast krzyczeć na partnera lub go oskarżać daję sobie dzień lub dwa samotności, w której staram się uświadomić i przeanalizować swoją sytuację.
    Psychoterapeuta też nie pomoże, jeśli to my nie będziemy chcieli zmienić swojej sytuacji. Nie jest to łatwe, ale możliwe i wymaga czasu na przejście na nowy system myślenia i działania.

  • leonik napisał(a) dnia 13 lipca, 2010, 11:20

    Zgadzam się…Ja co prawda pochodzę z rodziny gdzie nie było alkoholu, ale był rozwód i to też ma na mnie wpływ. W tym roku skończę 21 lat i panicznie boje się odrzucenia. I wszystko kompensuje sobie bycia ważnym, szczególnymi osiągnięciami itp. Ale to nic nie daje, nadal mam lęki z tym związane, wpadam w zależności emocjonalne. Nie miałem jeszcze dziewczyny, ale wiem że gdybym miał to bym się jeszcze bardziej bał.
    Od 2 lat chodzę na terapię, chodziłem na grupową. Co prawda nie mam już hipochondrii, ale przełamać ten lęk i osiągnąć wewnętrzny spokój jest BARDZO trudno.

  • osl napisał(a) dnia 9 sierpnia, 2010, 17:21

    witam Was…mam problem z samym soba.pochodze z rodziny gdzie byl rozwod i mnostwo alkoholu….pare lat temu zakochalem sie w pewnej dziewczynie lecz nie dane nam bylo byc razem ,jej rodzice zabraniali tego zwiazku oni sa bogaci a ja pochodze z rodziny patologicznej,dziewczyna byla bita przez ojca z mojego powodu:( miala zakazy wychodzenia z domu itp. znalazla sobie kogos innego…chociaz ciagle mamy kontakt i ciagle ja ja kocham i ona tez twierdzi ze mnie kocha ze wkoncu wruci do mnie ale ja widze ze ona sie boi,boi sie rodzicow.nie potrafie sobie ulozyc zycia,tak bardzo chcialbym zaplanowac sobie przyszlosc lecz nie potrafie,nie potrafie spojrzec na inna kobiete,i ciagle czekam na swoja ukochana…jestem strasznie zazdrosny i ciagle sa klotnie z mojego powodu,ciagle ja je stwarzam…powiedzcie gdzie jest problem i co mam zrobic z tym wszystkim???!!! dodam ze wiem o tym ze cos mi jest i gdzies we mnie lezy problem ale nie potrafie tego zmienic…..czy ciagle powinienem czekac,czy isc na jakas terapie….po malu popadam w depresje …prosze o rady… pozdrawiam Osl.

  • Maciek napisał(a) dnia 12 sierpnia, 2010, 9:19

    Witaj Osl,

    Od dobrych porad są wykwalifikowani specjaliści i grupy wsparcia. Jedyne, co można Ci poradzić, to udanie się do specjalisty diagnostyka, który pomoże w określeniu istoty problemu i wskaże odpowiednią drogę terapeutyczną.

    Nie wiem ile macie lat, ale banie się rodziców, bicie przez ojca – z jakiegokolwiek powodu – nie świadczy dobrze o rodzinie. Bogactwo finansowe – także istotne – nie oznacza bogactwa życia wewnętrznego.

    Terapia umożliwia odblokowanie człowieka i jego własny rozwój. To możliwość poznania ciekawych ludzi, z którymi wspólnie można DZIAŁAĆ.

  • Misiek napisał(a) dnia 26 sierpnia, 2010, 22:54

    Nie potrafię znaleźć pomocy w grupach DDA…nie umiem już zaufać ludziom:( Ani zakochać się…czy wspólna terapia to jedyny sposób, aby wygrać z DDA?

  • Jusia napisał(a) dnia 28 sierpnia, 2010, 21:06

    Witam
    Ja tez jestem DDA, wiem o tym od dawna ale nic do tej pory z tym nie zrobiłam. Po t ym co przeczytałam czuję ogromny strach…….. Chce mi się płakać….. Myślałam że problem tkwi w moim partnerze ( jesteśmy na etapie rozstania- któregoś z kolei)…. Jestem przerażona…..

  • anna napisał(a) dnia 2 września, 2010, 13:19

    jestem z domu dziecka w domu rodzinnym był alkohol mam pytanie czy to ma jakiś wpływ na dorosłe zycie moje

  • kasia napisał(a) dnia 3 września, 2010, 8:52

    Witam. Zacytuję wpis z początku wypowiedzi, ktory idealnie pasuje do mojego mężą(DDA):

    “mój mąż jest DDA, są trudności i to ogromne, ja jako osoba powiedzmy z rodziny bezproblemowej widzę to , a dla niego chyba wydaje się to być normalne, chciałabym go gdzieś wysłać , pomóc mu , ale nie sądzę żeby się zgodził. Podstawowy problem-małe poczucie własnej wartości, chyba denerwuje go kiedy ja płacze-brak takiego ludzkiego współczucia, na najmniejsze nieszkodliwe słowo krytyki reaguje zaraz złością jakbym chciała go tym skrzywdzić to takie chyba najbardziej odczuwalne dla mnie, zamiast pokłócić się ze mną czasami, wyrzucić to co leży na sercu, obraża się i mówi że nie ma ochoty ze mną rozmawiać zamiast problem rozwiązać”

    - wszystko sie zgadza oprócz tego, że ja sama jestem z trudnej rodziny – ojciec choleryk, matka histeryczka-pociągnęło to u mnie za sobą problemy z emocjami (jasna sprawa). Ale chcę napisać co innego. Mój mąż poszedł na terapię DDA – poznał tam kobietę i się z nią związał – jak sami twierdzili był to silny emocjonalny związek. Okłamywał mnie chociaż pytałam niejednokrotnie wprost. Prosiłam, żeby uważał z bliższymi kontaktami z ludźmi z grupy. Długa historia..Złamał wszelkie zasady – i te panujące na grupie i te, którymi wydawało mi się, że się wspólnie w życiu kierujemy. Wiem, że okłamywał też i siebie samego i terapeutkę i tę panią również bo w domu ze mną sypiał i rozmawiał i zapewniał, że jest ok a tam z nią prowadził intymne rozmowy. Bardzo łatwo wszystko tłumaczy, że to moja wina bo ja nerwowa, bo ja za silna, bo ja nie lubię jego rodziny, bo ja nie lubię jego znajomych..itd itp. Na koniec powiem, że jesteśmy razem i powiem więcej – kochamy się. Ale zabijamy sie nawzajem. Mamy dwoje dzieci cudnych w wieku przedszkolnym. Ale ja nie wiem z kim teraz jestem. Nie wiem gdzie jest ten człowiek z którym się kiedyś związałam. Czy po dwóch latach terapii jeszcze nie wie, że zwalanie na mnie swojego nieszczęścia nic nie da? Zemścił się na mnie? jestem totalnie rozwalona psychicznie..Nie polecam związków z DDA – to trudne i wychodzi niestety najbardziej w sytuacjach kryzysowych, kiedy druga osoba potrzebuje wsparcia i zrozumienia a DDA ciągle wymaga uwagi i troski. Jak moge zajmować się dziećmi, pracą, domem, sobą i mężem, który najchętniej widziałby mnie tylko usmiechniętą zadowoloną i skaczącą kolo niego. Pojade na mnóstwo warsztatów, bedę chodzic na terapię i wiem, że zmierza to do tego, że nie musze go dźwigać na barach, nie muszę za niego decydować, nie muszę go odciągać od chorych związków terapeutycznych z chorymi kobietami. Mam prawo żyć swoim życiem. Poza tym jestem zmęczona..bardzo zmęczona..uważajcie na związki z DDA – każdy wcześniej czy później sie przekona co to znaczy..albo od razu p[rzed ślubem na terapię, żeby przynajmniej mieć świadomość w jaki okropne poczucie winy wrzucają swoich partnerów dorosli DDA

  • mz27 napisał(a) dnia 7 września, 2010, 13:05

    Witajcie…

  • mz27 napisał(a) dnia 7 września, 2010, 13:05

    Witajcie…

  • mz27 napisał(a) dnia 7 września, 2010, 13:09

    Witajcie…jestem DDA, uświadomiłam to sobie całkiem niedawno, a dzisiaj po przeczytaniu paru artkułów na ten temat jeszcze bardziej się w tym utwierdziłam, byłam nie pierwszym spotkaniu z psychologiem, który postawił diagnoze, czekam na kolejne spotkanie…zastanawiam się dlaczego moje DDA `wychodzi` na wierzch dopiero w momencie gdy się z kimś wiążę, gdy jestem sama jestem zadowolona z siebie, pewna, czuję się piękna, atrakcyjna…w momencie gdy na kimś zaczyna mi zależeć zmieniam zdanie o sobie diametralnie?

  • Wiola napisał(a) dnia 8 września, 2010, 13:18

    Uczestniczyłam w terapii grupowej dda niecałe 9 miesięcy. Nie chcę mówić o sobie „jestem DDA”, wolę powiedzieć, że jestem zwykłą, przeciętną i niestety prymitywną osobą. Moja ocena wynika z tego, że nie radzę sobie w swoich życiowych rolach. Spowodowane jest to zapewne trudnym dzieciństwem. Ograniczeniom, które doprowadziły do zahamowania rozwoju i niskiego poczucia wartości. Oczywiście mogę użalić się nad sobą, opowiedzieć o przeraźliwej samotności i paraliżującym strachu, tylko co to daje? Wciąż nie zmienia faktu, że w bliskich relacjach wypadam marnie. Terapia pozwoliła odkryć mi własną, całkiem nową historię. Dotarłam do korzeni, pierwotnych zranień, które bolą niestety wciąż tak samo. Jest niezwykle ciężko wyzwolić się z mechanizmów obronnych i przekonań, które stanowią mnie całą. Jestem jak więzień, który w swej niewoli przystosował się najlepiej jak umiał by przetrwać. Teraz kiedy więzień jest wolny kompletnie nie umie się odnaleźć. To tak, jak uczenie się życia od nowa. Uczenie się czucia od nowa. Wciąż tkwi we mnie bardzo silne pragnienie miłości, czułości i dbałości , tęsknota za bezgranicznym zaufaniu do moich bogów. Jeszcze mocniej jednak tkwi strach , niepewność i ogromne poczucie bezradności.
    PS Do wypowiedzi na forum zainspirował mnie Maciek, dziękuję i pozdrawiam.

  • Maciek napisał(a) dnia 8 września, 2010, 23:47

    @Misiek

    Jeżeli masz na myśli wspólną terapię, jako pracę w grupie, to pomaga inaczej, niż terapia indywidualna. Taka praca, wśród wielu fajnych ludzi, to ciekawe wyzwanie i doskonały sposób na rozwój swojego wnętrza.

    @Jusia

    Problem nie tkwi w Tobie, lecz w sposobie odbierania siebie samej. A kto ma Ci pomóc, jak nie ludzie, którzy przez to przeszli? Terapia to zmienia, ale tylko wówczas, gdy będziesz tego chciała. Wszystko zależy od Ciebie, naprawdę.

    @Anna

    Alkohol w domu ma wpływ na rodzinę, partnerów, dzieci. Jednak to, jaki miał wpływ na Ciebie, dobrze jest skonsultować ze specjalistą.

    @Kasia

    “Okłamywał mnie chociaż pytałam niejednokrotnie wprost. Prosiłam, żeby uważał z bliższymi kontaktami z ludźmi z grupy.”

    Czytałaś książkę “Zbrodnia i Kara”? Kwestię kłamstw Partnera dobrze jest skonsultować ze specjalistą. Człowiek może ukrywać prawdę, gdy wie, że za zły uczynek grozi mu wysoka kara. Tu nie chodzi o notoryczne przyznawanie się do winy i jej wieczne rozgrzeszanie, lecz o uczciwość partnerską. Osobiście wolę złe wiadomości, niż błogi, fałszywy spokój. Oczywiście, że dbanie o siebie jest bardzo ważną sprawą. Dlatego szanuj siebie i nie daj wchodzić sobie na głowę.

    @mz27

    Tego nikt nie wie, dlaczego tak jest. Zapytaj siebie i zastanów się, co z tym dalej zrobić. Bo nikt więcej, oprócz Ciebie, nie może mieć takiej motywacji – do działania w swojej sprawie..

    @Wiola

    Dzięki za Twoją opowieść. Jak widać, trzeba pracować nad sobą i to daje rezultaty.

    Ciężko jest zapomnieć o przeszłości. A może nie trzeba o niej zapominać, lecz inaczej, optymistyczniej patrzeć w przyszłość, przez pryzmat własnej osoby?

    ### Uwaga do jeszcze niezdecydowanych do pójścia na terapię ###

    Naprawdę nie ma znaczenia, jakie kto miał problemy w dzieciństwie, bo DDA to jeszcze nie koniec świata. Istotna jest przyszłość, która – koniec końców – jest uzależniona od pojścia na terapię i wytrwaniu w niej.

    To jest bardzo ciekawy blog, ale udzielajcie także na forach specjalistycznych DDA – jest tego trochę w sieci. Zachęcam do opisywania swoich wrażeń z terapii, co na pewno pomoże wielu osobom.

    Powodzenia!

Do tego wpisy linkują

  1. Dorosłe dzieci alkoholików – doświadczenie odrzucenia | Psychika.eu

Dodaj swój komentarz

Copyright © 2010 Psychika.eu. All rights reserved. stat
Theme by Fitobochka and ComFi.com Phone Cards Company.