Kiedy pozbędę się lęku/depresji/nieśmiałości?
- poniedziałek, Czerwiec 1, 2009, 9:00
- Leczenie
- 2 960 odwiedzin
- Komentarze (4)
czyli o terapii jako akceptowaniu
Do psychologa czy psychoterapeuty zgłaszają się osoby z różnymi trudnościami i potrzebami. Znacznie więcej jest jednak tych osób, które chcą sobie pomóc w związku z dyskomfortem jaki odczuwają, niż w związku z rozwojem jakiego pragną. Innymi słowy, większe jest prawdopodobieństwo, że do psychoterapeuty zgłosi się para mówiąc „od dwóch lat nie możemy się porozumieć, ciągle się kłócimy, chcemy się znów dogadywać” niż para która powie „jest nam ze sobą dobrze, doskonale się rozumiemy, chcemy jednak rozumieć się jeszcze lepiej i rozwinąć się w naszym związku”.
W związku z tym, że pacjenci przychodzą do terapeuty bo coś im w ich życiu przeszkadza, terapeuta często słyszy od klienta „a kiedy się tego pozbędę?”. Takie pytanie można też spotkać na wielu forach internetowych poświęconych różnym problemom. Ludzie pytają „kiedy pozbędę się erytrofobii, kiedy przedzie mi osobowość unikająca … itd. Przy tak zadanym pytaniu rozpoczyna się praca z akceptowaniem swoich trudności i przygotowywaniem pacjenta na to, aby uświadomił sobie, że jego problemy i trudności nie są czymś co przechodzi, lecz czymś nad czym się pracuje.
Im bardzie trzymasz się myślenia że chcesz pozbyć się czegoś ze swojego „ja” tym rzecz ta bardziej kurczowo się Ciebie trzyma. To tak samo jak nie myślenie o różowym słoniu. Spróbuj nie myśleć o różowym słoniu czy niebieskich krowach. Udało się? No właśnie, słoń zniknie dopiero wtedy, kiedy przestaniemy o nim myśleć, a nie wtedy kiedy rozpaczliwie będziemy chcieli by sobie poszedł. Praca terapeutyczna ma ci pomóc zaakceptować swoje problemy, nauczyć cię radzić sobie z nimi i pomimo ich. Szukać nowych dróg i metod na funkcjonowanie z twoim problemem. A kiedy znajdziesz ich już wystarczająco dużo okaże się, że problem sam zniknął. Zmiany nie doświadcza się w trakcie, lecz doświadcza się wtedy, kiedy już się dokonała.
Podsumowując – pytanie „kiedy się czegoś pozbędę” powoduje, że twoja praca nad sobą, twoja zmiana, jest wolniejsza – zamiast bowiem poświęcać energię na rozwój, ty poświęcasz ją na uciekanie od części swojego ja. To trochę tak, jakby próbować uciec przed własną ręką. A zamiast uciekać, można zarówno nauczyć się wykonywać tą ręką nowe czynności, jak i nauczyć drugą rękę, by przejęła funkcje tej, która z zadaniami sobie nie radzi.

MĄDRE ALE ZAPEWNE PISZE O TYM OSOBA KTÓRA NIE MA Z TYM PROBLEMU, WEDŁUG TEJ PSEUDOTEORII NAJWAŻNIEJSZA JEST AKCEPTACJA, TO PROSZĘ ZAAKCEPTOWAĆ BÓL ZĘBA LUB CZEGOŚ RÓWNIE BOLESNEGO. ŻYCZĘ POWODZENIA BO JA NIE POTRAFIĘ. ERYTROFOBIA ZABIJA WE MNIE RESZTKĘ CZŁOWIECZEŃSTWA…
Naprawde niezle,ale jak juz “TOMCIO” napisal :” wedlug tej pseudoteorii najwazniejsza jest akceptacja” i w tym problem!!! Ja tez mam objawy erytrofobii i wiem,ze jakos nie da sie siebie tak po prostu zaakceptowac gdy sie ciagle buracze!! >< To jest okropne.Chcialabym przeczytac chetnie o innej metodzie by sie tego pozbyc..
Tu nie chodzi konkretnie o zaakceptowanie choroby. Ja ma jasność, że to jest niezwykle trudne. Chodzi bardziej o nieskupianie się na procesie leczenia. Nie trzymanie kurczowo tego czy już widać postępy czy jeszcze nie. Chodzi o to, że im bardziej będziecie myśleć o tym aby się nie czerwienić / nie być nieśmiałymi / przestać się bać – tym mocniej objawy będą się nasilać. Między stałym myśleniem o problemie, a jego akceptacją jest jeszcze ogromna przestrzeń “mam trudność, ale nie pozwolę na to by dominowała ona całe moje życie” . Ok, może się buraczysz i to jest super przeszkadzające, ale pomyśl o tym co robisz dobrze, w czym jesteś super, za co inni mogą cię lubieć, POZA tym że się buraczysz.
wszystko to bez sensu, mi tez mowili ze sie pozbede erytrofobii jak podrosne, tymczasem mam juz 41 lat i dalej czerwienie sie jak sztubak w najprostszych sytuacjach, ludzie na to nie ma lekarstwa, mozna powiedziec ze przez to g…no zmarnowalem swoje zycie, czuje sie kompletnie wyniszczony psychicznie, wlasciwie juz ledwo ciagne ten cholerny wozek zwany zyciem, bo czy mozna czuc sie prawdziwym mezczyzna strzelajac publicznie buraka kika razy dziennie, to jedno z najwiekszych upokorzen jakiego moze doznac facet, mecze sie tak juz grubo ponad 20 lat , na szczescie koniec meki coraz blizej, mysle ze tak okolo 80-ki nie bede sie juz czerwienil,pewnie poprostu ktoregos dnia zapomne ze powinienem wlasnie strzelic kolejnego buraka