Klient czy pacjent? Psychoterapeuta w relacji psychoterapeutycznej
- środa, Wrzesień 2, 2009, 9:00
- Kierunki psychologiczne
- 5 256 odwiedzin
- Komentarze (4)
Słuchając wypowiedzi psychoterapeutów, czy czytając artykuły na temat psychoterapii widać wyraźnie, że niekiedy o osobie korzystającej z psychoterapii mówi się per „pacjent” a niekiedy per „klient”. Od czego zależy nomenklatura w psychoterapii? Czy to w jaki sposób psychoterapeuta odnosi się do pacjenta ma znaczenie dla jego rozwoju i procesu zdrowienia?
Z reguły, dla starszych szkół psychoterapeutycznych – głównie zaś dla psychoanalizy, osoba zgłaszająca się na psychoanalizę staje się „pacjentem”. Podejście to wywodzi się z czasów, kiedy psychoterapią zajmowali się głównie lekarze psychiatrzy i kiedy psychoterapia czy psychoanaliza zarezerwowana była dla osób, które po pomoc zgłaszały się w związku z istniejącym zaburzeniem psychicznym typu nerwica, depresja czy stany lękowe.
Teraz, psychoterapia staje się coraz bardziej popularna, bardziej dostępna. Nadal wiele osób ma opory przed skorzystaniem z pomocy psychoterapeuty, nadal też (jak pisze Sophers na swoim blogu) wiele osób oczekuje od psychoterapeuty wszechwiedzy – podania na tacy rozwiązania jego problemów. Nowoczesne nurty terapeutyczne nie roszczą sobie jednak praw do posiadania klucza do umysłu pacjenta, do ich psychiki. Psychoterapeuta nie jest mechanikiem, który za pomocą kilku technik „naprawi” pacjenta. Nie każda też osoba korzystająca z psychoterapii zgłasza się do terapeuty bo czuje się chora. Coraz częściej, osobami korzystającymi z psychoterapii są osoby, które chcą się rozwinąć, bardziej poznać siebie, swoje emocje, swój sposób działania i chcą wypracować sobie – przy pomocy psychoterapeuty – bardziej efektywne sposoby radzenia sobie w codziennym życiu. Czy takie osoby powinny być nazywane pacjentami? Wydaje się, że nie, słowo „pacjent” zakłada bowiem chorobę. Stygmatyzuję osobę jako człowieka z defektem. To dodatkowe obciążenie, które funduje osobie korzystającej z psychoterapii sam terapeuta.
Stąd właśnie, wielu psychoterapeutów wywodzących się ze szkół poznawczych, konstrukcjonistycznych, narracyjnych czy systemowych stosuje wobec osób korzystających z ich usług słowo „klient”. Nie jest ono jednakże również całkiem neutralne. Okazuje się bowiem, że korzystająca z pomocy psychoterapii osoba, jak „klient” może czuć się uprzedmiotowiona – sprowadzona do roli „kupującego towar”, który w tym przypadku jest czasem i zainteresowaniem psychoterapeuty. W niektórych przypadkach, „bycie klientem” może powodować dodatkowy opór osoby korzystającej z psychoterapii – jako „pacjenci” uznajemy bowiem autorytet „lekarza” (również tego od duszy), jako „klienci” żądamy najlepszego wykonania usługo za którą płacimy. W efekcie, „klient” może trudniej przyjmować to, co mówi do niego psychoterapeuta a relacja psychoterapeutyczna, może być trudniejsza lub może nie nawiązać się wcale.
Wydaje mi się, że ważne jest, dla zwiększenie skuteczności psychoterapii, wytłumaczenie każdej osobie która zamierza skorzystać z usług psychoterapeuty różnicy pomiędzy podejściem do „pacjenta” i do „klienta”.
Na koniec pozostawiam dwa pytania – jeśli wśród naszych czytelników są psychoterapeuci – jaką nomenklaturę stosujecie. Tych, którym zdarzyło się koryzstać z psychoterapii – jak uważacie – czy istnieje różnica miedzy „pacjentem psychoterapeutycznym” a „klientem psychoterapii”?
fot.: Sigmund Freud Museum

Pracuję w dwóch różnych kontekstach: szpitalnym oraz prywatno gabinetowym. W tym pierwszym przyjęło się używanie określenia “pacjent”, z racji tego iż trafiają do nas ludzie w bardzo różnym stanie, często wbrew swej woli, mający większe czy mniejsze problemy w funkcjonowaniu. Z drugiej strony, pracując już sam na sam z takim człowiekiem, użyteczniejsze jest dla mnie myślenie o nim jako “kliencie”, gdyż pozwala to na lepsze dostrzeganie jego zasobów i podkreślenie funkcjonalnych obszarów życia.
Natomiast w prywatnym gabinecie przychodzą do mnie oczywiście “klienci” Ciekawe jest to, że w wielu przypadkach sami wolą się w ten sposób określać, co uważam za wartościowe z przyczyn opisanych w powyższym tekście. Zdarzają się również osoby przychodzące z pozycji “pacjenta”, wtedy robię wszystko aby zaprosić ich jednak do przyjęcia roli “klienta”, co wiąże się z większą samodzielnością, pewnością siebie i dostrzeganiem własnych zasobów.
Zarówno termin “pacjent” jak i “klient” mają słabe strony. “Pacjent” – wiadomo, kojarzy się z osobą chorą, chociaż źródłosłów to tyle, co “cierpiący”. “Klient” kojarzy się z usługobiorcą, a to daje wrażenie spłycenia psychoterapii. Co ciekawe, nawet w artykułach wybitnie humanistycznych psychoterapeutów jak Perls czy Yalom funkcjonuje termin “pacjent”. I z drugiej strony: mój znajomy jest ordynatorem znanego polskiego szpitala psychiatrycznego, gdzie przyjęło się nazywać podopiecznych “klientami”. Ciekawe, prawda? Mnie bliższy jest jednak termin “klient” właśnie ze względu na podkreślenie autonomii i odpowiedzialności za własną terapię. Zaś jeden z moim nauczycieli zaproponował zabawny kompromis: “klacjent”.