Poronienie i Zespół Utraty
- piątek, Kwiecień 3, 2009, 11:43
- Zaburzenia i choroby
- 5 457 odwiedzin
- Komentarze (35)
Strata wyczekiwanego dziecka to dla całej rodziny, a szczególnie kobiety niezwykle trudne doświadczenie którego efekty będą obecne przez całą resztę życia kobiety. Po poronieniu kobieta przeżywa tzw. Zespół Utraty Dziecka , który objawiać może się na wiele sposobów – w każdym jednak przypadku kobieta potrzebuje wsparcia i pomocy a nierzadko również pomocy profesjonalnej – opieki psychologicznej. Poronienie jest niestety otoczone swoistą tabuizacją i choć zdarza się często o poronieniach się nie mówi – tym bardziej o ich psychologicznych konsekwencjach. O konieczności pomocy kobiecie po poronieniu od strony psychologicznej zapominają także lekarze, a sama kobieta nie zawsze wie gdzie i dlaczego powinna szukać pomocy.
Statystyki mówią, że poronienie zdarza się raz na sześć ciąż w pierwszych 14 tygodniach ciąży i raz na 50 w następnych 14 tygodniach – jest to więc całkiem spora liczba kobiet, które przeżywają trudności i traumę. Dodatkową trudnością psychologiczną jest fakt iż 50% poronień ma nieznaną etiologię, co tym bardziej skutkuje obwinianiem się matki i prawdopodobieństwem wystąpienia depresji reaktywnej.
Izabela Barton-Smoczyńska, psycholog który od wielu lat bada wpływ poronienia na psychikę kobiety podaje, że aż w 90% przypadkach po poronieniu pojawia się u kobiety depresja reaktywna, która trwa około 2 miesięcy. 40% kobiet z tych kobiet przeżywa silną traumę i można u nich zdiagnozować PTSD (zespół stresu pourazowego).
Jakie jeszcze skutki psychologiczne, poza depresją mogą pojawić się po poronieniu?
- żal - żal jest naturalnym skutkiem poronienia. Wchodzi w skład etapów żałoby przeżywanych przez matkę. Brak przejścia przez pełny proces żałoby może jednak doprowadzić do wykształcenia się żalu patologicznego, czyli obwiniania siebie i innych i niemożności pogodzenia się ze stratą, co w efekcie wpłynie na możliwość wystąpienia depresji i innych opisanych niżej skutków.
- wina- wysokie poczucie winy przeżywają głównie te kobiety, które nie znają przyczyn poronienia. Nadmierne poczucie winy może doprowadzić do trudności w relacjach społecznych, tendencji do karania siebie w dalszym życiu, nadawania innym prawa do znęcania się nad matką pod względem psychicznym i fizycznym.
- nadmierne oczekiwania – po stracie dziecka matki często chcą jak najszybciej ponownie zajść w ciąże aby „zmazać” przykre doświadczenie czy poczucie winy. Taka motywacja do posiadania dziecka może doprowadzić do poważnych trudności i głębokiej depresji jeśli pojawi się kolejne poronienie. Dodatkowo, w trakcie kolejnej ciąży nadmierne oczekiwania wobec dziecka, które ma matce zastąpić utraconą ciąże doprowadzić mogą do nadmiernej opiekuńczości matki wobec dziecka a w dalszej perspektywie do problemów psychologicznych u dziecka.
- nadopiekuńczość wobec żyjącego dziecka – jeśli poronienie zdarzy się w momencie kiedy matka ma już dzieci, mogą u niej pojawić się tendencje do bycia nadmiernie kontrolującą i opiekuńczą matką. Dzieci starsze mogą na to zareagować odrzuceniem matki, co pogłębi jej poczucie winy i stres pourazowy.
- choroby psychosomatyczne – nie przepracowanie żałoby i tłumienie żalu może doprowadzić do pojawienia się chorób somatycznych takich jak bóle i nerwobóle, zapalenie stawów, kłopoty z sercem, migreny, trudności z zasypianiem, problemy z układem rozrodczym. Sytuacja jest o tyle trudna, że matka nie ma świadomości pochodzenia przyczyn choroby a ukrywając przed lekarzami fakt poronienia, trudno lekarzowi postawić właściwą diagnozę.
- zaburzenia sfery seksualnej – kobieta podświadomie obawiając się kolejnego poronienia może unikać kontaktów seksualnych, przestać odczuwać przyjemność podczas stosunków, wykazywać lęk przed zbliżeniami – niosą one bowiem ze sobą ryzyko ponownego zajścia w ciąże, którego kobieta się obawia. To prowadzi z kolei nie tylko do pogorszenia jakości życia ale może również spowodować rozpad relacji z partnerem.
Pamiętaj, jeśli straciłaś dziecko masz prawo czuć się źle i masz prawo do uzyskania profesjonalnej pomocy, która pozwoli Ci przejść ten trudny okres i pogodzić się ze stratą dziecka.
Oceń tekst:


(Głosów: 6, średnia: 3,67 z 5)

Straciłam dziecko w sierpniu w 12 tygodniu ciąży i nie mogę się z tym pogodzić
Mąż i rodzina szybko zapomnieli o stracie mojej istotki. Nikt nie rozumie mojego smutku. Mam o to żal
Jedyną chyba osobą która może mi pomóc to osoba , która przeżyła to co ja…
Marta!!!Witam Cie serdecznie!!!Rozumiem Cie doskonale,poniewaz sama znalazłam sie w takiej sytuacji.Umnie nastapiły 3 poronienia i swiat sie juz nie raz dosłownie zawalił……..
Masz racje,rodzinka to przezywa w inny sposób i szybko zapomina o wszystkim.
Sam czlowiek musi brnac dalej i potrzebne czasami naprawde sporo wysilku ,zeby sie nie poddac i psychicznie sie nie załamac!!!
Najwazniejsze to myslec pozytywnie i wierzyc,ze i nam sie wreszcie uda zostac szczesliwymi mamusiami!!!Czego Ci z calego serca zycze!!!!
Witam Cię.Dziękuję Oliwio że odpisałaś. Staram się myśleć pozytywnie. Lekarz wczoraj powiedział że mam dobre wyniki i mogę się starać jeszcze raz. Problem polega na tym ,że cały czas myślę że się to powtórzy. Przez poronienie dowiedziałam się co to jest cytomegalia i inne choroby o których się nie mówi. Na szczęście u mnie je wykluczyli, z drugiej strony nie znaleźli przyczyny poronienia. Czy zauważyłaś u siebie większą nerwowość i np. nadmierne wypadanie włosów? Kiedy możesz ponownie próbować zajść w ciążę?
Ja jestem z Wrocławia , jeśli mieszkasz w miarę blisko możemy razem się powspierać. pozdrawiam:)
Witam Cie Marto!!!Bardzo chetnie nawiaze kontakt z Toba!!!Szukam bratniej duszy!!!!
Zostawiam Ci mojego e-maila oliviabeck@wp.pl
Pozdrawiam i czekam na wiadomosc!!!!
witajcie dziewczyny! Jezeli jeszcze tu zaglądacie to chętnie bym się spotkałą. również mieszkam we Wrocłąwiu i jestem po dwóch stratach dzieciaczków. Obie wydarzyły się w tym roku. Pozdrawiam was serdecznie i czekam na kontakt
Hej Paulino! Witamy Cię.
W których tygodniach straciłaś dzieciaczki? Ja znów jestem w ciąży. W czwatek mam wizyte, ale juz raz wylądowałam w szpitalu bo miałam na szczęście niegroźny krwotok, ale okazało się że jest ok. Ale nie ma dnia i godziny zebym nie pomyślała że może coś jest nie tak
Do jakiego lekarza chodziłaś we wrocławiu? Odradzam dr Jankiewicza, który nierozpoznał się na martwej ciąży, którą nosiłam aż miesiąc w sobie, a moja data porodu 3 razy się u niego zmieniła jakbym miała być w 11 miesięcznej ciąży, i wpierał że pózniej poczeło się dziecko , szkoda słów…
Witajcie kochane. Przepraszam, że zmieniam lekko kierunek rozmowy, ale mam przyjaciółkę która tak właśnie straciła swojego dzidziusia, to był chyba 10 tydzień. Tak bardzo chciałabym jej pomóc, wesprzeć, ale nie wiem jak z nią o tym rozmawiać, nie zostawie jej choćby nie wiem co, ale proszę Was możecie powiedzieć czego teraz najbardziej potrzebujecie? Jest mi bardzo przykro, że Was to spotkało, nie wyobrażam sobie jak wielki to ból… a zachowanie lekarzy jest czasem tragiczne…w kosmos z nimi wszystkimi. Przytulam Was cieplutko słoneczka i życzę jak najszybszego powrotu do zdrówka fizycznego i psychicznego.
Witam ws serdecznie dziewczyny, jestem w podobnej sytuacji starciłam ciążę w 13 tyg. pod koniec grudnia 2009r. do dzisiaj nie umiem się z tym pogodzić. W dodatku moj ukochany nie rozumie czemu wiecznie wspominam nazą dzidzię. Powiedzcie co roić . Pozdrawiam
A ja dzisiaj dowiedziałam się na pewno, że moja ciąża jest obumarła. Tydzień temu jeszcze zostawiono mi nadzieję, że może się rozwinie. Lub że się pomyliłam w sprawie daty ostatniej miesiączki. Jestem po lekturze wielu stron, wielu postów, wielu dramatów ludzkich. Nie mogę pozbierać myśli. I nie wiem, czego teraz potrzebuję. Mam koleżankę, której się wygadałam przed chwilą. Łatwiej mi było rozmawiać z nią, niż z najbliższymi ludźmi. Nie wiem dlaczego. Mam 1000 myśli na minutę. Ale trudno mi o tym mówić. Wypowiedziane robi się jakieś płytkie, infantylne, czasem okrutne. Szukam winy w sobie. Analizuję w kółko, co mogłam zrobić źle. Może zaszkodziło farbowanie włosów. Martwiłam się jakimiś bzdurami związanymi z terminami w pracy, żeby jeszcze nie było widać, może to stres coś popsuł. Martwiłam się wielkimi piersiami i bałam się rozstępów (skoro na początku tak urosły), więc może podświadomie nie chciałam tego dziecka… Moja koleżanka nie przerywała mi, gdy mówiłam to wszystko, mówiła, że każda kobieta miewa takie myśli. Że widać było, że się cieszę, że w pracy zdystansowałam się ostatnio, że przecież zmieniłam nawyki i styl życia na bardziej higieniczny – zero kawy, więcej snu, śniadanka z serkiem, spacerki. Zero tabletek na ból głowy. To nie zmienia faktu, że się obwiniam, że szukam przyczyny, ale ta rozmowa na tę chwilę mi bardzo pomogła. Myślę, Monia, że powinnaś być obok, żeby wiedziała, że może pogadać, jeśli będzie chciała.
Eliza bardzo mi przykro, wiem co czujesz, trzymaj się…..jeśli bedziesz chciała pogadać…..
Dziękuje Eliza, kochana bardzo mi przykro, że straciłaś dzidziusia… ;( tak bardzo jesteście zagubione teraz, a ja nie wiem jak pomóc…, będę przy niej, powiem, że gdy będzie chciała to z nią porozmawiam, wysłucham, przytulę. Może postaram się jakoś pomóc jej zrozumieć, że to nie jej wina, tak bardzo nie chce jej zranić niepotrzebny słowem… Dziewczyny przepraszam, że zaproponuje ale może chciałybyście porozmawiać też z psychologiem? http://www.gaduzaufania.pl w zakładce ,,Dyżury” są numery gg, gdybyście chciały… Przytulam Was bardzo mocno i mam nadzieje, że dacie rade pozbierać myśli słoneczka.
Dziękuję za słowa otuchy. Monia, dzięki za namiar. Może kiedyś spróbuję. Jakoś sobie to w głowie układam. A raczej próbuję, bo nie potrafię znaleźć sensu tego, co się stało. Nie miałam pojęcia, jak często to się zdarza. Nie mówi się o tym i słusznie, bo i po co. Ale byłam zupełnie nieprzygotowana na taką opcję. Dziś wyczytałam, że statystycznie każda kobieta, która współżyje, przynajmniej raz w życiu ma wczesne poronienie albo obumarłą ciążę, a 95% z nich nigdy się o tym nie dowiaduje.
Justynko, mam pytanie praktyczne. Rozumiem, że miałaś łyżeczkowanie. To jeszcze przede mną, bo chciałam kilka dni poczekać. Nie wiem na co, ale jakoś tamtego dnia nie potrafiłam podjąć decyzji z dnia na dzień. A teraz się zastanawiam, czy nie popełniłam błędu. Po pierwsze psychicznie źle się z tym czuję. Po drugie obawiam się, czy nie grozi mi jakiś stan zapalny. Moja ciąża była maleńka 6-7 tydzień. Jeszcze nie mógł mi urosnąć brzuch, a ciągle mam jakiś nabrzmiały. Jak przed okresem, tylko trochę większy. Czy to normalne? Pytam, bo podobne pytania Wy pewnie też komuś zadawałyście. Jest weekend, więc nie mam kontaktu z lekarzem.
Przepraszam za techniczne pytania, ale o innych sprawach ciężko się pisze. Rozmawia też. Zwłaszcza, że dziecko jeszcze w jakimś sensie jest tutaj. Nie potrafię tego wytłumaczyć komuś, kto tego nie czuł.
Eliza przepraszam że tak późno odpisuję
miałam łyżeczkownie ale nie miałam zbyt dużo czasu na zastanowienie i rozmyślanie. Wiem co czujesz moja psychika też mocno ucierpiła i nie radzę sobie dalej. Jak bedziesz chiała się spotkać i pogadać to daj znać ja jestem z Wrocławia.Pozdrawiam głowa do góry
Monia psycholog to bardzo dobry pomysła w takiej sytuacji, ale i kosztowny
Tak wiem, kosztowny, ja miałam szczęście i mi akurat udało się dostać na terapię za darmo, z innym problem. Ale przez internet nie trzeba płacić, dałam namiary, kochana gdybyś chciała to wiesz, napisz jeśli jesteś gotowa komuś obcemu powiedzieć, co masz w sobie, choć zakładam, że ciężko jest takie emocje, uczucia ubrać w słowa… Przytulam mocno Słonko i wierze, że dasz rade się podnieść
Serdeczne dzięki Monia:), dziekuje za namiary napewno skorzystam, . Nieraz łatwiej rozmawiać o swoich prolemach z kimś obcym.Pozdrawiam
Dzięki za odpowiedź. Ja nie mieszkam we Wrocławiu. Pisząc, że ciężko się tłumaczy komuś, kto tego nie czuł, miałam na myśli ludzi obok. Każdy chce pocieszyć, ludzie obok mnie są w porządku, ale jak im wytłumaczyć, że ja jeszcze chcę trochę o tym pomyśleć, że gdy o tym zapominam, to czuję się winna. I takie tam. To, oczywiście, tylko moi bliscy. Na szczęście, nie zdążyłam jeszcze powiedzieć o tym wielu osobom. Więc trochę robię dobra minę do złej gry. Właśnie moja koleżanka ujawniła się z ciążą. I dzisiaj ja wzięło na zwierzenia. Przegadałyśmy kawał czasu, tylko, że ja nie powiedziałam o sobie. I cieszę się razem z nią, naprawdę. Tylko każde słowo ma dla mnie jakby podwójne znaczenie. Jest jej sytuacja i obok, w cieniu, moja.
A psycholog to fajna sprawa, ale trzeba dobrze trafić.
Pozdrawiam
Eliza jak bedziesz chciała pogadac to możemy się wymienić nr gg albo telefonami. Ja też kilka dni temu dowiedziałam się o ciązy znajomej… i wtedy wszystko wróciło nie przespane noce, łzy i smutek. Ale wierzę że już niedługo bede miała małą fasolkę:)Pozdrawiam
Właśnie, Eliza, ja się boję, że jak będę tak chciała rozmawiać z tą moją przyjaciółką, to ona może mi powiedzieć, że nie pozwalam jej zapomnieć, a znów, jak nie będę rozmawiać, to pomyśli, że nie obchodzi mnie co ona przeżywa… wybaczcie, że ja tak ciągle o swoim… Wierzę w Was i przytulam mocno poraz kolejny
Straciłam dzidziusia w 11 tyg. ciąży i świat runął mi na głowe; w poniedziałek byłam u lekarza, usg wykazało brak akcji serca u maluszka, diagnoza- ciąża obumarła
We wtorek wieczorem już byłam po łyżeczkowaniu, teraz jestem w domu i moja psychika upada; zadręczam się myślami, dlaczego to sie stało, co było przyczyną, co źle zrobiłam, czuje ogromną pustkę, ciągle płaczę, zabrano mi moją małą istotkę…
Iza bardzo mi przykro, trzymaj się wiem że żadne słowa nie są w stanie pomoc. Musisz być dzielna…. nie ma w tym co się stało twojej winy….
Dziewczyny, z okazji Świąt życzę Wam dużo nadziei.
Drogie dziewczyny ! Jestem facetem i nie wiem co Wy czujecie . Jestem z kobietą ,która była w ciąży i poroniła . W chwili obecnej myśli o tym cały czas ,oprócz pracy ,płacze ,obwinia się ,nie daje sobie pomóc .Nie wiem jak jej dopomóc skoro ona tego nie bardzo chce,jak do niej dotrzeć ,wspomóc . Kobieta odbiera to inaczej , a facet też inaczej .Jeden pomyśli było minęło inny będzie rozpaczał, a jeszcze inny będzie chciał pomóc partnerce .Tylko jak ? Nie wiem .Podpowiedzcie proszę .
Hej Witam wszystkich.. Chcialabym sie zapytac was dziewczyny czy po tym wszystkim co sie stalo bylyscie u psychologa lub u kogos kto wam w jakims stopniu Pomogl ??
Ja poronilam w Listopadzie ale jeszcze nie moge sie z tym pogodzic…
WITAM CIĘ ANDRZEJU.POLECAM CI STRONĘ http://WWW.PORONIENIE.PL ZNAJDZIESZ TAM WIELE INFORMACJI KTÓRE POMOGĄ CI W ODPOWIEDZI NA TWOJE PYTANIA.JA PORADZĘ CI Z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA BO SAMA STRACIŁAM MOJE MALEŃSTWO MIESIĄC TEMU.DLA KOBIETY NIE MA NIC GORSZEGO NIŻ MILCZENIE O TYM CO SIĘ STAŁO.ZAPYTAJ CZY CHCE O TYM POROZMAWIAĆ,MOŻE TYLKO WYPŁAKAĆ ALE NIE W SAMOTNOŚCI TYLKO W TWOICH RAMIONACH.BRAK ROZMOWY Z BLISKĄ OSOBĄ TO COŚ STRASZNEGO.A NAJWAŻNIEJSZE JEST TO ŻEBY WIEDZIAŁA ŻE TO DZIECIĄTKO BYŁO DLA CIEBIE RÓWNIE WAŻNE JAK DLA NIEJ.PORONIENIE TO DLA KOBIETY ŚMIERĆ JAJ DZIECKA I NIE MA ZNACZENIA JAK DŁUGO TRWAŁA TA CIĄŻA,BO TO BYŁO JEJ DZIECKO KTÓRE POKOCHAŁA OD MOMENTU KIEDY DOWIEDZIAŁA SIĘ ŻE JEST W CIĄŻ.JASZCZE RAZ POLECAM CI TĄ STRONĘ TAM WSZYSTKIEGO SIĘ DOWIESZ.BĄDŹ PRZY NIEJ BLISKO,PO PROSTU STARAJ SIĘ JEJ SŁUCHAĆ ,NIECH CZUJE ŻE MA W TOBIE WSPARCIE.TRZYMAJ SIĘ MOCNO.POZDRAWIAM.
Niedawno straciłam dziecko w 11 tygodniu ciąży. Przez 10 dni czekałam na zbieg ze świadomością, że mam w sobie martwe dziecko (bo badania, bo długi weekend, bo kolejka w szpitalu). Nie wszyscy wiedzieli o mojej ciąży. Jesteśmy już 2 lata po ślubie i na rodzinnych spotkaniach słyszę teraz od życzliwych cioć i wujków: Kiedy dziecko? Kiedy twoja mama zostanie wreszcie babcią? Macie dom i pracę, czegoś wam jeszcze potrzeba… Czuję się fatalnie, mam ochotę uciekać…
Kuzynki i koleżanki rodzą dzieci, a ja nie chcę się nawet z nimi spotykać – na widok szczęśliwego macierzyństwa nie tylko chce mi się płakać, ale wyć po prostu….
W szpitalu przed zabiegiem długo przebywałam wśród kobiet, które były przyjmowane do porodu. Kiedy przyjechałam na trzeci dzień, bo były ze mną komplikacje, widziałam, jak te same kobiety wynoszą ze szpitala nowonarodzone dzieci. Widziałam szczęśliwych ojców, młode mamy, kolorowe foteliki z dziećmi. A ze szpitalnych ścian patrzyły na mnie ze zdjęć roześmiane bobasy.
15. lipca 2010 stracilam synka będąc w 19 tygodniu ciąży.
Razem z mężem przyjechaliśmy na urlop do Zakopanego, to miejsce pokochaliśmy jako nastolatki i tam przed 15 laty zostawilismy nasze serducha.
Dzien po przyjeżdzie odeszły mi wody, natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Tam usłyszeliśmy wyrok: ciąży nie da się uratować, trzeba czekać na zgon dziecka. Nic więcej nie można zrobić.
Dwie i pół doby żyłam ze świadomością ,że moje dziecko umiera … we mnie… a ja nie moge mu pomóc, nie moge go uratować, mogę sie z nim jedynie pożegnac i czekać na jego śmierć.
Przyszedł na świat wczesnym rankiem. Maleńki, martwy, wptost na moje ręce… to było nasz pożegnanie. Pochował go mój mąż, sam samiutki, ja musiałam zostać w szpitalu. Nie mogłam byc przy nich w tej ostatniej drodze.
Do dzisiaj wyje po nocach. Ból nie maleje, wręcz przeciwnie, z dnia na dzień jest mi coraz trudniej. I to okrutne poczucie winy i żalu i setki pytań naktóre nikt mi juz nie odpowie. Gdyby nie przedwczesne odejście wód,byłby zdrowym dzieckiem. czuje tak straszną pustke i ból gdzies tam w środku, chyba nic już tego nie wypełni…
Martusiu… bardzo ci współczuję… tak, to JEST straszne, nikt tego nie zrozumie poza nami: osieroconymi matkami. Współczuję Ci podwójnie, bo ja też niestety zobaczyłam swojego synka po poronieniu. Zazdroszczę matkom, którym tego oszczędzono, które poprostu dostały zastrzyk i obudziły się po zabiegu. Nie uciekaj przed bólem i łzami, niech płyną, tak jest łatwiej. Nie słuchaj ludzi którzy mówią żebys była silna, bo nie wiedzą co mówią dając ci klejne zadanie do wykonania zmiast pomocy. Dużo się przytulaj do kogoś bliskiego. Ból w końcu minie, jesli pozwolisz mu “wyboleć się” do końca. Nie skrywaj go, nie zakopuj w sobie. I jeszcze jedno: i dla Ciebie nastaną w końcu dobre dni. Twój Aniołek już na zawsze będzie z Tobą , tylko z Tobą. Nikt Ci go już po raz drugi nie zabierze. On na ciebie patrzy, więc czasem się do niego usmiechnij, nawet przez łzy.
Witajcie dziewczyny, cieszę się że znalazłam tą stronę bo w końcu mogę się podzielić swoim żalem z kimś kto mnie zrozumie, 16 kwietnia tego roku miałam łyżeczkowanie macicy w 8 tyg. ciąży okazało się że nie ma akcji serca, przeżyłam koszmar, teraz upłynęło 4 miesiące od zabiegu zaczynamy z mężem znowu się starać o dziecko, ale pojawiły się wątpliwości czy znowu nie powtórzy sie to samo, iznowu jak bumerang powróciło pytanie “dlaczego ja”, “dlaczego mnie to właśnie spotkało”. Rodzina mnie pociesza i mówi że będzie na pewno dobrze, staram się w to wierzyć ale wciąż mam wątpliwości. Powiedzcie proszę jak starałyście sobie radzić ze stratą
Cześć,
Ja moje dzieciątko straciłam w 9 tyg, a było to w grudniu:( Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, staram się o kolejne dziecko, ale nie ma i nie ma…. Coraz ciężej mi z tym, wiem, że chce w ten sposób zapomnieć o moim maleństwie:(
Mój przypadek był trochę dziwny, bo nie dostawałam okresu więc zrobiłam test ciążowy( pamiętam dobrze był to poniedziałek, wyszedł pozytywny, byłam taka szczęśliwa, już nic nie było ważne tylko to dziecko, umówiłam się do lekarza, (środa) i pytał kiedy miałam ost miesiączkę i wyszło, że 5 tygodni, a on, że za wcześnie, żeby coś zobaczy: przepisał tylko kwas foliowy, w sobotę zaczęłam plamic, nie wiedziałam co się dzieje, wcześniej tylko słyszałam, że jak jest plamienie, to znaczy, że to początek poronienia lub miesiączka, zrobiłam kolejny test również pozytywny, stwierdziliśmy z mężem, że lepiej jeżeli pojadę na izbę przyjęć, tam mnie zostawili, dopiero we wtorek zrobili mi badanie dopochwowe( bo w poniedziałek o mnie zapomnieli:/0, wcześniej tylko zwykłe, które było stwierdzone, że to krew miesiączkowa, wynik HCG stwierdzał ciąże wyszło tam oś ponad tego, w dopochwowym dziecka nie widzieli( już nie wspomnę, że to było najbardziej bolesne badanie jakie miałam, ten lekarz to chyba wyczucia nie miał:/ kolejne badanie HCG to samo tylko zwiększył się trzykrotnie poziom HCG, badanie dopochwowe- nic nie widzą tylko torbiel 6 cm kolejne badanie dopochwowe tez nic nie widzieli, uważali, że to wczesna ciąża i temu nie widać, a potem , że ciąży nie ma, wypuścili mnie do domu po ponad tygodniu, była to środa, byłam wykończona, już nic nie wiedziałam, jakiś głos mówił mi, ze to dziecko jest we mnie, żebym poszła do jakiegoś innego lekarza, ale teściowa i mąż twierdzili, że lekarze wiedzą co robią, że maja tytuły i takie tam.. uległam, w poniedziałek byłam w szkole od rana miałam bóle i jakoś mi tak dziwnie było, lekarz stwierdził, że dostane miesiączkę, to uwierzyłam i tak właśnie myślałam, wracając do domu bóle się nasiliły, ledwo doszłam do domu, (ciągle myślałam, że to ten głupi okres tylko jakoś się nasilił) próbowałam zjeść obiad ale każdy łyk sprawiał mi jeszcze większy bół nie umiałam się ruszać tak bolał(aha krwawiłam) Przyszła córka od szwagra i powiedziała, żeby dzwonić po pogotowie, bo nie wytrzymam z bólu tak zrobili, czekałam na karetkę chyba z godzinę, zadawali jakieś głupie pytania skoro uważam, że jestem w ciąży to czemu nie mam karty ciąży a na końcu stwierdzili, że nie są taksówką:/, zrobili mi badanie wzięli wyciągali jakaś błonę( potem uświadomiłam sobie, że to było moje maleństwo!!!) badanie HCG spadło i miałam zabieg, to wszystko stało się tak nagle, że byłam tak zdenerwowana tą sytuacją, że nie potrafili mnie uspać, aaa po zabiegu czułam taką straszną pustkę:(:( a lekarz na słowa mojej teściowe: skoro nie było ciąży, tak mówiliście, to czemu był zabieg odpowiedzieli, tak Bóg chciał, i że on nie chciał pracy stracić( bo o wszystkim decydował ordynator, i to on mnie wypościł do domu) poczułam się jak królik doświadczalny, i pomimo, że już minęło 8 miesięcy od tamtej sytuacji, i już nie pójdę nigdy do tamtego szpitala, to nie potrafię się z tym pogodzić, a najgorsze teraz w tym wszystkim jest to, że nie potrafię zajść w ciąże znów:(
wszyscy myślą, że powinnam zapomnieć, że niektórzy poronili kilka razy itd ale mnie to nie pociesza, tym bardziej, że może jakbym zrobiła jakiś krok wtedy to teraz bym się już cieszyła z przyjścia na świat mojego dziecka:(
Co wy o tym myślicie, czemu tego dziecka nie widzieli a dodam jeszcze, że przed zabiegiem stwierdzili, że torbiel się o połowę zmniejszył:(
cześć! ja też straciłam dzidziusia w 8tygodniu ciąży. Jest mi strasznie smutno i źle. Czuje taką straszną pustkę tak bardzo się cieszyliśmy z mężem a tu taka tragedia. Plamiłam od piątku. Od soboty brałam tabletki na podtrzymanie. To było lekkie plamienie dlatego Pani Doktor kazałą brać za wczasu tabletki i leżećm jeżeli się nasili mam zaraz prezyjechac do szpitala. Nie nasiliło się ale ja nie chciałam czekać umówiłam sie w poniedziałek na wizytę i właśnie wtedy zobaczyłam serduszko mojego maleństwa na USG. Pani doktor nie wiedziałą ską to plamienie skoro wszystko wygląda że jest ok. dała skierowanie do szpitala aby się upewnić. We wtorek na oddziale badanie krwi usg. serduszko wije hormon wzrasta. Lecz pojawiło sieę krwawienie,po wieczornej wizycie na USG ale wszystko ok serduszko bije. W środęw nocy bule brzuchai ciągle krwawiłąm w czwartek kolejne USG i tu serduszko słabo widoczne – wątpliwe. W piętek rano kolejne badanie HCG i niestety straszna wiadomość spada ciąża obumarła ;( to najgorszy dzień w moim życiu. Zabieg. Ten ból w sercu i strata. Kochałam już tą kruszynkę tak bardzo chciałam ją mieć …..
jestem załamana dlaczego tak jest????
Witajcie! Wszystkim Wam wspólczuję. Jesteście świeżo po utracie dziecka. Ja straciłam maleństwo 10 lat temu w 11 tygodniu. Ciąża była nisko zagnieżdżona, ale co tam ja dam radę, ja nie poronię pracuję z ginekologami oni mi pomogą. Udawałam twardą. Pracowałam wtedy na oddziale wcześniaków i miałam 25 lat. Od poronienia nie zaszłam już w ciążę. Leczę się i przechodzę coraz to nowsze zabiegi. Wtedy byłam twarda, a teraz nie umiem żyć. Obwiniam się, że nie leżałam wtedy, że nie walczyłam. Weszłam tu w poszukiwaniu psychologa, bo sobie nie radzę. Nie pozwalam sobie pomóc, odtrącam męża. Czytam książki psychologiczne, walczę z myślami i nic. Czuję się jakbym straciła dziecko miesiąc temu. Dlaczego?? Chyba jestem za stara. Pozdrawiam Was wszystkie.
Witam wszystkich bardzo serdecznie wiem co czujecie gdyż 21 czerwca takze stracilam mala istotke i kazdego dnia mysle kim by bylo to dziecko czy to by byl chlopiec czy dziewczynka itd. Przez miesiac unikalam kontaktow seksualnych a maz zamiast zapytac o przyczyne czepial sie ze jak chce miec dziecko znowu skoro nie chce sie kochac? Od wrzesnia moge znowu probowac zajsc w ciaze ale juz sie boje o jej konsekwencje. Fajnie ze tu jesteście przynajmniej mozna sie komus wyżalić.