Poronienie i Zespół Utraty
- piątek, Kwiecień 3, 2009, 11:43
- Zaburzenia i choroby
- 13 050 odwiedzin
- Komentarze (107)
Strata wyczekiwanego dziecka to dla całej rodziny, a szczególnie kobiety niezwykle trudne doświadczenie którego efekty będą obecne przez całą resztę życia kobiety. Po poronieniu kobieta przeżywa tzw. Zespół Utraty Dziecka , który objawiać może się na wiele sposobów – w każdym jednak przypadku kobieta potrzebuje wsparcia i pomocy a nierzadko również pomocy profesjonalnej – opieki psychologicznej. Poronienie jest niestety otoczone swoistą tabuizacją i choć zdarza się często o poronieniach się nie mówi – tym bardziej o ich psychologicznych konsekwencjach. O konieczności pomocy kobiecie po poronieniu od strony psychologicznej zapominają także lekarze, a sama kobieta nie zawsze wie gdzie i dlaczego powinna szukać pomocy.
Statystyki mówią, że poronienie zdarza się raz na sześć ciąż w pierwszych 14 tygodniach ciąży i raz na 50 w następnych 14 tygodniach – jest to więc całkiem spora liczba kobiet, które przeżywają trudności i traumę. Dodatkową trudnością psychologiczną jest fakt iż 50% poronień ma nieznaną etiologię, co tym bardziej skutkuje obwinianiem się matki i prawdopodobieństwem wystąpienia depresji reaktywnej.
Izabela Barton-Smoczyńska, psycholog który od wielu lat bada wpływ poronienia na psychikę kobiety podaje, że aż w 90% przypadkach po poronieniu pojawia się u kobiety depresja reaktywna, która trwa około 2 miesięcy. 40% kobiet z tych kobiet przeżywa silną traumę i można u nich zdiagnozować PTSD (zespół stresu pourazowego).
Jakie jeszcze skutki psychologiczne, poza depresją mogą pojawić się po poronieniu?
- żal - żal jest naturalnym skutkiem poronienia. Wchodzi w skład etapów żałoby przeżywanych przez matkę. Brak przejścia przez pełny proces żałoby może jednak doprowadzić do wykształcenia się żalu patologicznego, czyli obwiniania siebie i innych i niemożności pogodzenia się ze stratą, co w efekcie wpłynie na możliwość wystąpienia depresji i innych opisanych niżej skutków.
- wina- wysokie poczucie winy przeżywają głównie te kobiety, które nie znają przyczyn poronienia. Nadmierne poczucie winy może doprowadzić do trudności w relacjach społecznych, tendencji do karania siebie w dalszym życiu, nadawania innym prawa do znęcania się nad matką pod względem psychicznym i fizycznym.
- nadmierne oczekiwania – po stracie dziecka matki często chcą jak najszybciej ponownie zajść w ciąże aby „zmazać” przykre doświadczenie czy poczucie winy. Taka motywacja do posiadania dziecka może doprowadzić do poważnych trudności i głębokiej depresji jeśli pojawi się kolejne poronienie. Dodatkowo, w trakcie kolejnej ciąży nadmierne oczekiwania wobec dziecka, które ma matce zastąpić utraconą ciąże doprowadzić mogą do nadmiernej opiekuńczości matki wobec dziecka a w dalszej perspektywie do problemów psychologicznych u dziecka.
- nadopiekuńczość wobec żyjącego dziecka – jeśli poronienie zdarzy się w momencie kiedy matka ma już dzieci, mogą u niej pojawić się tendencje do bycia nadmiernie kontrolującą i opiekuńczą matką. Dzieci starsze mogą na to zareagować odrzuceniem matki, co pogłębi jej poczucie winy i stres pourazowy.
- choroby psychosomatyczne – nie przepracowanie żałoby i tłumienie żalu może doprowadzić do pojawienia się chorób somatycznych takich jak bóle i nerwobóle, zapalenie stawów, kłopoty z sercem, migreny, trudności z zasypianiem, problemy z układem rozrodczym. Sytuacja jest o tyle trudna, że matka nie ma świadomości pochodzenia przyczyn choroby a ukrywając przed lekarzami fakt poronienia, trudno lekarzowi postawić właściwą diagnozę.
- zaburzenia sfery seksualnej – kobieta podświadomie obawiając się kolejnego poronienia może unikać kontaktów seksualnych, przestać odczuwać przyjemność podczas stosunków, wykazywać lęk przed zbliżeniami – niosą one bowiem ze sobą ryzyko ponownego zajścia w ciąże, którego kobieta się obawia. To prowadzi z kolei nie tylko do pogorszenia jakości życia ale może również spowodować rozpad relacji z partnerem.
Pamiętaj, jeśli straciłaś dziecko masz prawo czuć się źle i masz prawo do uzyskania profesjonalnej pomocy, która pozwoli Ci przejść ten trudny okres i pogodzić się ze stratą dziecka.

(Głosów: 9, średnia: 4,11 z 5)
Straciłam dziecko w sierpniu w 12 tygodniu ciąży i nie mogę się z tym pogodzić
Mąż i rodzina szybko zapomnieli o stracie mojej istotki. Nikt nie rozumie mojego smutku. Mam o to żal
Jedyną chyba osobą która może mi pomóc to osoba , która przeżyła to co ja…
Marta!!!Witam Cie serdecznie!!!Rozumiem Cie doskonale,poniewaz sama znalazłam sie w takiej sytuacji.Umnie nastapiły 3 poronienia i swiat sie juz nie raz dosłownie zawalił……..
Masz racje,rodzinka to przezywa w inny sposób i szybko zapomina o wszystkim.
Sam czlowiek musi brnac dalej i potrzebne czasami naprawde sporo wysilku ,zeby sie nie poddac i psychicznie sie nie załamac!!!
Najwazniejsze to myslec pozytywnie i wierzyc,ze i nam sie wreszcie uda zostac szczesliwymi mamusiami!!!Czego Ci z calego serca zycze!!!!
Witam Cię.Dziękuję Oliwio że odpisałaś. Staram się myśleć pozytywnie. Lekarz wczoraj powiedział że mam dobre wyniki i mogę się starać jeszcze raz. Problem polega na tym ,że cały czas myślę że się to powtórzy. Przez poronienie dowiedziałam się co to jest cytomegalia i inne choroby o których się nie mówi. Na szczęście u mnie je wykluczyli, z drugiej strony nie znaleźli przyczyny poronienia. Czy zauważyłaś u siebie większą nerwowość i np. nadmierne wypadanie włosów? Kiedy możesz ponownie próbować zajść w ciążę?
Ja jestem z Wrocławia , jeśli mieszkasz w miarę blisko możemy razem się powspierać. pozdrawiam:)
Witam Cie Marto!!!Bardzo chetnie nawiaze kontakt z Toba!!!Szukam bratniej duszy!!!!
Zostawiam Ci mojego e-maila oliviabeck@wp.pl
Pozdrawiam i czekam na wiadomosc!!!!
witajcie dziewczyny! Jezeli jeszcze tu zaglądacie to chętnie bym się spotkałą. również mieszkam we Wrocłąwiu i jestem po dwóch stratach dzieciaczków. Obie wydarzyły się w tym roku. Pozdrawiam was serdecznie i czekam na kontakt
Hej Paulino! Witamy Cię.
W których tygodniach straciłaś dzieciaczki? Ja znów jestem w ciąży. W czwatek mam wizyte, ale juz raz wylądowałam w szpitalu bo miałam na szczęście niegroźny krwotok, ale okazało się że jest ok. Ale nie ma dnia i godziny zebym nie pomyślała że może coś jest nie tak
Do jakiego lekarza chodziłaś we wrocławiu? Odradzam dr Jankiewicza, który nierozpoznał się na martwej ciąży, którą nosiłam aż miesiąc w sobie, a moja data porodu 3 razy się u niego zmieniła jakbym miała być w 11 miesięcznej ciąży, i wpierał że pózniej poczeło się dziecko , szkoda słów…
Witajcie kochane. Przepraszam, że zmieniam lekko kierunek rozmowy, ale mam przyjaciółkę która tak właśnie straciła swojego dzidziusia, to był chyba 10 tydzień. Tak bardzo chciałabym jej pomóc, wesprzeć, ale nie wiem jak z nią o tym rozmawiać, nie zostawie jej choćby nie wiem co, ale proszę Was możecie powiedzieć czego teraz najbardziej potrzebujecie? Jest mi bardzo przykro, że Was to spotkało, nie wyobrażam sobie jak wielki to ból… a zachowanie lekarzy jest czasem tragiczne…w kosmos z nimi wszystkimi. Przytulam Was cieplutko słoneczka i życzę jak najszybszego powrotu do zdrówka fizycznego i psychicznego.
Witam ws serdecznie dziewczyny, jestem w podobnej sytuacji starciłam ciążę w 13 tyg. pod koniec grudnia 2009r. do dzisiaj nie umiem się z tym pogodzić. W dodatku moj ukochany nie rozumie czemu wiecznie wspominam nazą dzidzię. Powiedzcie co roić . Pozdrawiam
A ja dzisiaj dowiedziałam się na pewno, że moja ciąża jest obumarła. Tydzień temu jeszcze zostawiono mi nadzieję, że może się rozwinie. Lub że się pomyliłam w sprawie daty ostatniej miesiączki. Jestem po lekturze wielu stron, wielu postów, wielu dramatów ludzkich. Nie mogę pozbierać myśli. I nie wiem, czego teraz potrzebuję. Mam koleżankę, której się wygadałam przed chwilą. Łatwiej mi było rozmawiać z nią, niż z najbliższymi ludźmi. Nie wiem dlaczego. Mam 1000 myśli na minutę. Ale trudno mi o tym mówić. Wypowiedziane robi się jakieś płytkie, infantylne, czasem okrutne. Szukam winy w sobie. Analizuję w kółko, co mogłam zrobić źle. Może zaszkodziło farbowanie włosów. Martwiłam się jakimiś bzdurami związanymi z terminami w pracy, żeby jeszcze nie było widać, może to stres coś popsuł. Martwiłam się wielkimi piersiami i bałam się rozstępów (skoro na początku tak urosły), więc może podświadomie nie chciałam tego dziecka… Moja koleżanka nie przerywała mi, gdy mówiłam to wszystko, mówiła, że każda kobieta miewa takie myśli. Że widać było, że się cieszę, że w pracy zdystansowałam się ostatnio, że przecież zmieniłam nawyki i styl życia na bardziej higieniczny – zero kawy, więcej snu, śniadanka z serkiem, spacerki. Zero tabletek na ból głowy. To nie zmienia faktu, że się obwiniam, że szukam przyczyny, ale ta rozmowa na tę chwilę mi bardzo pomogła. Myślę, Monia, że powinnaś być obok, żeby wiedziała, że może pogadać, jeśli będzie chciała.
Eliza bardzo mi przykro, wiem co czujesz, trzymaj się…..jeśli bedziesz chciała pogadać…..
Dziękuje Eliza, kochana bardzo mi przykro, że straciłaś dzidziusia… ;( tak bardzo jesteście zagubione teraz, a ja nie wiem jak pomóc…, będę przy niej, powiem, że gdy będzie chciała to z nią porozmawiam, wysłucham, przytulę. Może postaram się jakoś pomóc jej zrozumieć, że to nie jej wina, tak bardzo nie chce jej zranić niepotrzebny słowem… Dziewczyny przepraszam, że zaproponuje ale może chciałybyście porozmawiać też z psychologiem? http://www.gaduzaufania.pl w zakładce ,,Dyżury” są numery gg, gdybyście chciały… Przytulam Was bardzo mocno i mam nadzieje, że dacie rade pozbierać myśli słoneczka.
Dziękuję za słowa otuchy. Monia, dzięki za namiar. Może kiedyś spróbuję. Jakoś sobie to w głowie układam. A raczej próbuję, bo nie potrafię znaleźć sensu tego, co się stało. Nie miałam pojęcia, jak często to się zdarza. Nie mówi się o tym i słusznie, bo i po co. Ale byłam zupełnie nieprzygotowana na taką opcję. Dziś wyczytałam, że statystycznie każda kobieta, która współżyje, przynajmniej raz w życiu ma wczesne poronienie albo obumarłą ciążę, a 95% z nich nigdy się o tym nie dowiaduje.
Justynko, mam pytanie praktyczne. Rozumiem, że miałaś łyżeczkowanie. To jeszcze przede mną, bo chciałam kilka dni poczekać. Nie wiem na co, ale jakoś tamtego dnia nie potrafiłam podjąć decyzji z dnia na dzień. A teraz się zastanawiam, czy nie popełniłam błędu. Po pierwsze psychicznie źle się z tym czuję. Po drugie obawiam się, czy nie grozi mi jakiś stan zapalny. Moja ciąża była maleńka 6-7 tydzień. Jeszcze nie mógł mi urosnąć brzuch, a ciągle mam jakiś nabrzmiały. Jak przed okresem, tylko trochę większy. Czy to normalne? Pytam, bo podobne pytania Wy pewnie też komuś zadawałyście. Jest weekend, więc nie mam kontaktu z lekarzem.
Przepraszam za techniczne pytania, ale o innych sprawach ciężko się pisze. Rozmawia też. Zwłaszcza, że dziecko jeszcze w jakimś sensie jest tutaj. Nie potrafię tego wytłumaczyć komuś, kto tego nie czuł.
Eliza przepraszam że tak późno odpisuję
miałam łyżeczkownie ale nie miałam zbyt dużo czasu na zastanowienie i rozmyślanie. Wiem co czujesz moja psychika też mocno ucierpiła i nie radzę sobie dalej. Jak bedziesz chiała się spotkać i pogadać to daj znać ja jestem z Wrocławia.Pozdrawiam głowa do góry
Monia psycholog to bardzo dobry pomysła w takiej sytuacji, ale i kosztowny
Tak wiem, kosztowny, ja miałam szczęście i mi akurat udało się dostać na terapię za darmo, z innym problem. Ale przez internet nie trzeba płacić, dałam namiary, kochana gdybyś chciała to wiesz, napisz jeśli jesteś gotowa komuś obcemu powiedzieć, co masz w sobie, choć zakładam, że ciężko jest takie emocje, uczucia ubrać w słowa… Przytulam mocno Słonko i wierze, że dasz rade się podnieść
Serdeczne dzięki Monia:), dziekuje za namiary napewno skorzystam, . Nieraz łatwiej rozmawiać o swoich prolemach z kimś obcym.Pozdrawiam
Dzięki za odpowiedź. Ja nie mieszkam we Wrocławiu. Pisząc, że ciężko się tłumaczy komuś, kto tego nie czuł, miałam na myśli ludzi obok. Każdy chce pocieszyć, ludzie obok mnie są w porządku, ale jak im wytłumaczyć, że ja jeszcze chcę trochę o tym pomyśleć, że gdy o tym zapominam, to czuję się winna. I takie tam. To, oczywiście, tylko moi bliscy. Na szczęście, nie zdążyłam jeszcze powiedzieć o tym wielu osobom. Więc trochę robię dobra minę do złej gry. Właśnie moja koleżanka ujawniła się z ciążą. I dzisiaj ja wzięło na zwierzenia. Przegadałyśmy kawał czasu, tylko, że ja nie powiedziałam o sobie. I cieszę się razem z nią, naprawdę. Tylko każde słowo ma dla mnie jakby podwójne znaczenie. Jest jej sytuacja i obok, w cieniu, moja.
A psycholog to fajna sprawa, ale trzeba dobrze trafić.
Pozdrawiam
Eliza jak bedziesz chciała pogadac to możemy się wymienić nr gg albo telefonami. Ja też kilka dni temu dowiedziałam się o ciązy znajomej… i wtedy wszystko wróciło nie przespane noce, łzy i smutek. Ale wierzę że już niedługo bede miała małą fasolkę:)Pozdrawiam
Właśnie, Eliza, ja się boję, że jak będę tak chciała rozmawiać z tą moją przyjaciółką, to ona może mi powiedzieć, że nie pozwalam jej zapomnieć, a znów, jak nie będę rozmawiać, to pomyśli, że nie obchodzi mnie co ona przeżywa… wybaczcie, że ja tak ciągle o swoim… Wierzę w Was i przytulam mocno poraz kolejny
Straciłam dzidziusia w 11 tyg. ciąży i świat runął mi na głowe; w poniedziałek byłam u lekarza, usg wykazało brak akcji serca u maluszka, diagnoza- ciąża obumarła
We wtorek wieczorem już byłam po łyżeczkowaniu, teraz jestem w domu i moja psychika upada; zadręczam się myślami, dlaczego to sie stało, co było przyczyną, co źle zrobiłam, czuje ogromną pustkę, ciągle płaczę, zabrano mi moją małą istotkę…
Iza bardzo mi przykro, trzymaj się wiem że żadne słowa nie są w stanie pomoc. Musisz być dzielna…. nie ma w tym co się stało twojej winy….
Dziewczyny, z okazji Świąt życzę Wam dużo nadziei.
Drogie dziewczyny ! Jestem facetem i nie wiem co Wy czujecie . Jestem z kobietą ,która była w ciąży i poroniła . W chwili obecnej myśli o tym cały czas ,oprócz pracy ,płacze ,obwinia się ,nie daje sobie pomóc .Nie wiem jak jej dopomóc skoro ona tego nie bardzo chce,jak do niej dotrzeć ,wspomóc . Kobieta odbiera to inaczej , a facet też inaczej .Jeden pomyśli było minęło inny będzie rozpaczał, a jeszcze inny będzie chciał pomóc partnerce .Tylko jak ? Nie wiem .Podpowiedzcie proszę .
Hej Witam wszystkich.. Chcialabym sie zapytac was dziewczyny czy po tym wszystkim co sie stalo bylyscie u psychologa lub u kogos kto wam w jakims stopniu Pomogl ??
Ja poronilam w Listopadzie ale jeszcze nie moge sie z tym pogodzic…
WITAM CIĘ ANDRZEJU.POLECAM CI STRONĘ http://WWW.PORONIENIE.PL ZNAJDZIESZ TAM WIELE INFORMACJI KTÓRE POMOGĄ CI W ODPOWIEDZI NA TWOJE PYTANIA.JA PORADZĘ CI Z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA BO SAMA STRACIŁAM MOJE MALEŃSTWO MIESIĄC TEMU.DLA KOBIETY NIE MA NIC GORSZEGO NIŻ MILCZENIE O TYM CO SIĘ STAŁO.ZAPYTAJ CZY CHCE O TYM POROZMAWIAĆ,MOŻE TYLKO WYPŁAKAĆ ALE NIE W SAMOTNOŚCI TYLKO W TWOICH RAMIONACH.BRAK ROZMOWY Z BLISKĄ OSOBĄ TO COŚ STRASZNEGO.A NAJWAŻNIEJSZE JEST TO ŻEBY WIEDZIAŁA ŻE TO DZIECIĄTKO BYŁO DLA CIEBIE RÓWNIE WAŻNE JAK DLA NIEJ.PORONIENIE TO DLA KOBIETY ŚMIERĆ JAJ DZIECKA I NIE MA ZNACZENIA JAK DŁUGO TRWAŁA TA CIĄŻA,BO TO BYŁO JEJ DZIECKO KTÓRE POKOCHAŁA OD MOMENTU KIEDY DOWIEDZIAŁA SIĘ ŻE JEST W CIĄŻ.JASZCZE RAZ POLECAM CI TĄ STRONĘ TAM WSZYSTKIEGO SIĘ DOWIESZ.BĄDŹ PRZY NIEJ BLISKO,PO PROSTU STARAJ SIĘ JEJ SŁUCHAĆ ,NIECH CZUJE ŻE MA W TOBIE WSPARCIE.TRZYMAJ SIĘ MOCNO.POZDRAWIAM.
Niedawno straciłam dziecko w 11 tygodniu ciąży. Przez 10 dni czekałam na zbieg ze świadomością, że mam w sobie martwe dziecko (bo badania, bo długi weekend, bo kolejka w szpitalu). Nie wszyscy wiedzieli o mojej ciąży. Jesteśmy już 2 lata po ślubie i na rodzinnych spotkaniach słyszę teraz od życzliwych cioć i wujków: Kiedy dziecko? Kiedy twoja mama zostanie wreszcie babcią? Macie dom i pracę, czegoś wam jeszcze potrzeba… Czuję się fatalnie, mam ochotę uciekać…
Kuzynki i koleżanki rodzą dzieci, a ja nie chcę się nawet z nimi spotykać – na widok szczęśliwego macierzyństwa nie tylko chce mi się płakać, ale wyć po prostu….
W szpitalu przed zabiegiem długo przebywałam wśród kobiet, które były przyjmowane do porodu. Kiedy przyjechałam na trzeci dzień, bo były ze mną komplikacje, widziałam, jak te same kobiety wynoszą ze szpitala nowonarodzone dzieci. Widziałam szczęśliwych ojców, młode mamy, kolorowe foteliki z dziećmi. A ze szpitalnych ścian patrzyły na mnie ze zdjęć roześmiane bobasy.
15. lipca 2010 stracilam synka będąc w 19 tygodniu ciąży.
Razem z mężem przyjechaliśmy na urlop do Zakopanego, to miejsce pokochaliśmy jako nastolatki i tam przed 15 laty zostawilismy nasze serducha.
Dzien po przyjeżdzie odeszły mi wody, natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Tam usłyszeliśmy wyrok: ciąży nie da się uratować, trzeba czekać na zgon dziecka. Nic więcej nie można zrobić.
Dwie i pół doby żyłam ze świadomością ,że moje dziecko umiera … we mnie… a ja nie moge mu pomóc, nie moge go uratować, mogę sie z nim jedynie pożegnac i czekać na jego śmierć.
Przyszedł na świat wczesnym rankiem. Maleńki, martwy, wptost na moje ręce… to było nasz pożegnanie. Pochował go mój mąż, sam samiutki, ja musiałam zostać w szpitalu. Nie mogłam byc przy nich w tej ostatniej drodze.
Do dzisiaj wyje po nocach. Ból nie maleje, wręcz przeciwnie, z dnia na dzień jest mi coraz trudniej. I to okrutne poczucie winy i żalu i setki pytań naktóre nikt mi juz nie odpowie. Gdyby nie przedwczesne odejście wód,byłby zdrowym dzieckiem. czuje tak straszną pustke i ból gdzies tam w środku, chyba nic już tego nie wypełni…
Martusiu… bardzo ci współczuję… tak, to JEST straszne, nikt tego nie zrozumie poza nami: osieroconymi matkami. Współczuję Ci podwójnie, bo ja też niestety zobaczyłam swojego synka po poronieniu. Zazdroszczę matkom, którym tego oszczędzono, które poprostu dostały zastrzyk i obudziły się po zabiegu. Nie uciekaj przed bólem i łzami, niech płyną, tak jest łatwiej. Nie słuchaj ludzi którzy mówią żebys była silna, bo nie wiedzą co mówią dając ci klejne zadanie do wykonania zmiast pomocy. Dużo się przytulaj do kogoś bliskiego. Ból w końcu minie, jesli pozwolisz mu “wyboleć się” do końca. Nie skrywaj go, nie zakopuj w sobie. I jeszcze jedno: i dla Ciebie nastaną w końcu dobre dni. Twój Aniołek już na zawsze będzie z Tobą , tylko z Tobą. Nikt Ci go już po raz drugi nie zabierze. On na ciebie patrzy, więc czasem się do niego usmiechnij, nawet przez łzy.
Witajcie dziewczyny, cieszę się że znalazłam tą stronę bo w końcu mogę się podzielić swoim żalem z kimś kto mnie zrozumie, 16 kwietnia tego roku miałam łyżeczkowanie macicy w 8 tyg. ciąży okazało się że nie ma akcji serca, przeżyłam koszmar, teraz upłynęło 4 miesiące od zabiegu zaczynamy z mężem znowu się starać o dziecko, ale pojawiły się wątpliwości czy znowu nie powtórzy sie to samo, iznowu jak bumerang powróciło pytanie “dlaczego ja”, “dlaczego mnie to właśnie spotkało”. Rodzina mnie pociesza i mówi że będzie na pewno dobrze, staram się w to wierzyć ale wciąż mam wątpliwości. Powiedzcie proszę jak starałyście sobie radzić ze stratą
Cześć,
Ja moje dzieciątko straciłam w 9 tyg, a było to w grudniu:( Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, staram się o kolejne dziecko, ale nie ma i nie ma…. Coraz ciężej mi z tym, wiem, że chce w ten sposób zapomnieć o moim maleństwie:(
Mój przypadek był trochę dziwny, bo nie dostawałam okresu więc zrobiłam test ciążowy( pamiętam dobrze był to poniedziałek, wyszedł pozytywny, byłam taka szczęśliwa, już nic nie było ważne tylko to dziecko, umówiłam się do lekarza, (środa) i pytał kiedy miałam ost miesiączkę i wyszło, że 5 tygodni, a on, że za wcześnie, żeby coś zobaczy: przepisał tylko kwas foliowy, w sobotę zaczęłam plamic, nie wiedziałam co się dzieje, wcześniej tylko słyszałam, że jak jest plamienie, to znaczy, że to początek poronienia lub miesiączka, zrobiłam kolejny test również pozytywny, stwierdziliśmy z mężem, że lepiej jeżeli pojadę na izbę przyjęć, tam mnie zostawili, dopiero we wtorek zrobili mi badanie dopochwowe( bo w poniedziałek o mnie zapomnieli:/0, wcześniej tylko zwykłe, które było stwierdzone, że to krew miesiączkowa, wynik HCG stwierdzał ciąże wyszło tam oś ponad tego, w dopochwowym dziecka nie widzieli( już nie wspomnę, że to było najbardziej bolesne badanie jakie miałam, ten lekarz to chyba wyczucia nie miał:/ kolejne badanie HCG to samo tylko zwiększył się trzykrotnie poziom HCG, badanie dopochwowe- nic nie widzą tylko torbiel 6 cm kolejne badanie dopochwowe tez nic nie widzieli, uważali, że to wczesna ciąża i temu nie widać, a potem , że ciąży nie ma, wypuścili mnie do domu po ponad tygodniu, była to środa, byłam wykończona, już nic nie wiedziałam, jakiś głos mówił mi, ze to dziecko jest we mnie, żebym poszła do jakiegoś innego lekarza, ale teściowa i mąż twierdzili, że lekarze wiedzą co robią, że maja tytuły i takie tam.. uległam, w poniedziałek byłam w szkole od rana miałam bóle i jakoś mi tak dziwnie było, lekarz stwierdził, że dostane miesiączkę, to uwierzyłam i tak właśnie myślałam, wracając do domu bóle się nasiliły, ledwo doszłam do domu, (ciągle myślałam, że to ten głupi okres tylko jakoś się nasilił) próbowałam zjeść obiad ale każdy łyk sprawiał mi jeszcze większy bół nie umiałam się ruszać tak bolał(aha krwawiłam) Przyszła córka od szwagra i powiedziała, żeby dzwonić po pogotowie, bo nie wytrzymam z bólu tak zrobili, czekałam na karetkę chyba z godzinę, zadawali jakieś głupie pytania skoro uważam, że jestem w ciąży to czemu nie mam karty ciąży a na końcu stwierdzili, że nie są taksówką:/, zrobili mi badanie wzięli wyciągali jakaś błonę( potem uświadomiłam sobie, że to było moje maleństwo!!!) badanie HCG spadło i miałam zabieg, to wszystko stało się tak nagle, że byłam tak zdenerwowana tą sytuacją, że nie potrafili mnie uspać, aaa po zabiegu czułam taką straszną pustkę:(:( a lekarz na słowa mojej teściowe: skoro nie było ciąży, tak mówiliście, to czemu był zabieg odpowiedzieli, tak Bóg chciał, i że on nie chciał pracy stracić( bo o wszystkim decydował ordynator, i to on mnie wypościł do domu) poczułam się jak królik doświadczalny, i pomimo, że już minęło 8 miesięcy od tamtej sytuacji, i już nie pójdę nigdy do tamtego szpitala, to nie potrafię się z tym pogodzić, a najgorsze teraz w tym wszystkim jest to, że nie potrafię zajść w ciąże znów:(
wszyscy myślą, że powinnam zapomnieć, że niektórzy poronili kilka razy itd ale mnie to nie pociesza, tym bardziej, że może jakbym zrobiła jakiś krok wtedy to teraz bym się już cieszyła z przyjścia na świat mojego dziecka:(
Co wy o tym myślicie, czemu tego dziecka nie widzieli a dodam jeszcze, że przed zabiegiem stwierdzili, że torbiel się o połowę zmniejszył:(
cześć! ja też straciłam dzidziusia w 8tygodniu ciąży. Jest mi strasznie smutno i źle. Czuje taką straszną pustkę tak bardzo się cieszyliśmy z mężem a tu taka tragedia. Plamiłam od piątku. Od soboty brałam tabletki na podtrzymanie. To było lekkie plamienie dlatego Pani Doktor kazałą brać za wczasu tabletki i leżećm jeżeli się nasili mam zaraz prezyjechac do szpitala. Nie nasiliło się ale ja nie chciałam czekać umówiłam sie w poniedziałek na wizytę i właśnie wtedy zobaczyłam serduszko mojego maleństwa na USG. Pani doktor nie wiedziałą ską to plamienie skoro wszystko wygląda że jest ok. dała skierowanie do szpitala aby się upewnić. We wtorek na oddziale badanie krwi usg. serduszko wije hormon wzrasta. Lecz pojawiło sieę krwawienie,po wieczornej wizycie na USG ale wszystko ok serduszko bije. W środęw nocy bule brzuchai ciągle krwawiłąm w czwartek kolejne USG i tu serduszko słabo widoczne – wątpliwe. W piętek rano kolejne badanie HCG i niestety straszna wiadomość spada ciąża obumarła ;( to najgorszy dzień w moim życiu. Zabieg. Ten ból w sercu i strata. Kochałam już tą kruszynkę tak bardzo chciałam ją mieć …..
jestem załamana dlaczego tak jest????
Witajcie! Wszystkim Wam wspólczuję. Jesteście świeżo po utracie dziecka. Ja straciłam maleństwo 10 lat temu w 11 tygodniu. Ciąża była nisko zagnieżdżona, ale co tam ja dam radę, ja nie poronię pracuję z ginekologami oni mi pomogą. Udawałam twardą. Pracowałam wtedy na oddziale wcześniaków i miałam 25 lat. Od poronienia nie zaszłam już w ciążę. Leczę się i przechodzę coraz to nowsze zabiegi. Wtedy byłam twarda, a teraz nie umiem żyć. Obwiniam się, że nie leżałam wtedy, że nie walczyłam. Weszłam tu w poszukiwaniu psychologa, bo sobie nie radzę. Nie pozwalam sobie pomóc, odtrącam męża. Czytam książki psychologiczne, walczę z myślami i nic. Czuję się jakbym straciła dziecko miesiąc temu. Dlaczego?? Chyba jestem za stara. Pozdrawiam Was wszystkie.
Witam wszystkich bardzo serdecznie wiem co czujecie gdyż 21 czerwca takze stracilam mala istotke i kazdego dnia mysle kim by bylo to dziecko czy to by byl chlopiec czy dziewczynka itd. Przez miesiac unikalam kontaktow seksualnych a maz zamiast zapytac o przyczyne czepial sie ze jak chce miec dziecko znowu skoro nie chce sie kochac? Od wrzesnia moge znowu probowac zajsc w ciaze ale juz sie boje o jej konsekwencje. Fajnie ze tu jesteście przynajmniej mozna sie komus wyżalić.
Witam wszystkich
W 64 urodziny mojej mamy mąż musiał zawieść mnie do szpitala dzień wcześniej Pani gin która prowadziła moja ciąże stwierdziła że serduszko przestało bić w 0 tygodniu.
Strach i ból po utracie maleńkiej wyczekiwanej istotki……..
Stwierdzono ciąże obumarłą czekałam na pojawienie się plamienia po 2 dniach lekarz tabletkę dopochwową i w nocy pojawiło się krwawienie co oznaczało ze rano mógł być wykonany zabieg….
R
Rano pielęgniarka zaprowadziła mnie do pokoju gdzie już był lekarz anastazjolog i pielęgniarki
nogi zapięto mi pasami podano zaszczyki maskę na buzie i obudziłam się dopiero na sali gdzie mąż cały czas mówił do mnie abym nie zasnęła przez godzinę…
następnego dnia wyszłam do domu. dowiedziałam się przypadkiem że mogę starać się w ubezpieczeniu o pieniążki za urodzenie martwego dziecka potrzebne by było zaświadczenie ze szpitala o urodzeniu martwego dziecka i tam się przeraziłam oddziałowa powiedizała mi że żadnego zaświadczenia mi nie wypisze bo mi się nic nie należy że każdy by tak chciał i kobiety specjalnie zachodziły by w ciązę aby poronić odpowiedziałam kobiecie że chyba nie wie co mówi bo nikt dla własnej satysfkacji nie chciał by przejść przez to wszystko , żrodziny patologiczne co 2 miesięcę były7 by na zabiegu nie mogłam zrozumieć przecież to kobieta powinna wiedzieć co się czuje w takiej sytuacji… powiedziała mi żebym sobie szła do ordynatora jeśli on jej każe to wypisze to zaświadczenie ale w to wątpi. Ordynator zdziwił się co ja chcę od niego i mnie wyprosił a sam udał się do oddziałowej wyjaśnić sytuację okazało się że zaśwIadczenie po wielkich bólach dostanę ale za kilka dni a ja musiałam mieć w ten sam dzień aby iśĆ do usc po akt urodzenia…. udało się wszystko załatwiłam.
Ale nadziwić się nie mogę dlaczego w szpitalu nie daja odrazu takiego zaświadczenia skoro kobiecie należy się 2 miesiące macieżyńskiego DLACZEGO TO TAKI WIELKI PROBLEM???
Uważam że w szpitalu powinni informować że można się starać o urlop macieżyński….
wielki bóli rozpacz o dzidzię możemy starać się za kilka miesięcy i nie znamy odpowiedzi na pytanie dlaczego naszemu synkowi przestało bić serduszko…..
przepraszam za pomyłkę ciązę obumarłą stwierdzono w 9 tygoniu
pozdrawiam
Witajcie.. Nie wiem jak wy przezywacie poronienie ale ja naprawde wykanczam sie psychicznie… Stracilam moje dziecko w 14 tyg.. I do tego dostalam zalamania gdy lekarz zaczol mnie wyzywac bo nie mialam ukonczonych 18 lat… Minol rok a ja nadal nie umiem sie z tym pogodzic… Nie rozumiem i chyba nie chce czemu mi sie to zdarzylo gdzie inne matki potrafia zrobic wszystko by poronic..
Nie mam takich sytuacji jak wy ze jetescie po lyzeczkowaniu obecnie mieszkam w Norwegii i dostalam tabletke na poronienie..
Najgorsze jest to ze poronilam w mojej lazience.. Nie umiem rozmawiac z psychologiem ani z nikim bo wiem ze oni nie czuja tego co ja…
moja rodzina tez o tym zapomniala ale ja nie potrafie boli mnie nawet gdy widze reklamy z malymi dziecmi … bo wiem ze moje powinno byc juz kolo mnie a go nie ma…
hej! poroniłam 12 sierpnia 2010r mam 19 lat byla to wpadka ale oboje sie cieszylismy z tego malenstwa juz powoli planowalismy co i jak… niestety pod koniec lipca bylam u lekarza i niby wszystko ok a 10 sierpnia mowi mi ze nie widzi akcji seca….. to bylo straszne dalsze jej slowa zbedne bo nie sluchalam…. tego samego dnia trafilam do szpitala skoro nie plamilam kazali mi przyjechac dopier 12 sierpnia i trafilam na oddziel… tam po przyjeciu tabletek meczylam sie z bolami i krwotokiem prawie 4 godz….. po zabiegu to tylko pustka i rozpacz dlaczego ja?? przeciez wizyty u lekarza mialam co 2 lub 3 tyg a tu cos takiego… jestem po ślubie ale nadal boje sie zajsc w ciaze…..
a stracilam dzidziusi w 15 tyg….
Witam, Ja mam za sobą 3 poronienia. Pierwsze w 26 tyg – córeczka była chora, drugie w 10 – ciąża obumarła, a teraz wszystko oki niby – poroniłam w 21 tyg. – synek. Już z mężusiem myśleliśmy że tym razem się uda. Niestety nie daliśmy rady. Tym razem jest najgorzej. Dopada mnie depresja, pomimo iż mój mąż mnie cały czas wspiera. Spać nie mogę a jak się uda zasnąć to wstać mi się nie chce. Nie wiem co dalej będzie. Życzę wszystkim w tych chwilach wytrwałości.
Witam!!! Ja na szczęście mam już sześcioletnią córkę,ale poroniłam też 2 razy. Pierwszy raz 23 kwietnia 2008 r. w 10 tyg., ciąża obumarła, nie było serduszka. Byłam strasznie załamana!!! Niemogłam się pozbierać. Tak jak pisałyście mąż i rodzina szybko zapomnieli. Po tym wszystkim daliśmy sobie spokój na jakiś czas żeby odpocząć myślami. Od lipca 2009 r. zaczęliśmy z mężem staraniai myślałam , że już nie zajdę w ciążę bo strasznie długo to trwało. No i udało sie w pażdzierniku b.r. nie dostałam miesiaczki. Strasznie sie cieszyłam, ale zaraz pojawiły się tamte wspomnienia. W 8 tyg. trafiłam do szpitala z krwawieniem i na USG znów nie było serduszka. Pan doktor spisał mnie już na straty i nie oszczędzał mnie przy badaniu, wieczorem 16 pażdziernika poroniłam. w obu przypadkach miałam zabieg. Teraz czekaja mnie badania. Najchętniej juz bym się starała, ale wiem ,że może się to skończyć tak samo a tego nie chcę. Cały czas o tym myślę. Nie mogę się ztym pogodzić. Jaka jest tego przyczyna? Mam jedno zdrowiutkie dziecko. To jest straszne…..
Dzień dobry.
Ja poroniłam 30 lipca w 8 tygodniu. Potem były “wesołe” wakacje ….. I teraz zaczyna boleć najbardziej. Mój partner milczy. Nie umie ze mną porozmawiać, ja tez zaczynam się zamykać. Czuję się zupełnie sama. Nie mówiliśmy o ciąży nikomu z wyjątkiem mojej przyjaciółki, podobnie o poronieniu. Nie radzę sobie z tą samotnością. Jakoś nie umiem myśleć pozytywnie. Choć próbuję…. Jestem nerwowa. Kłócę się z Partnerem. Obwiniam siebie i jego. Pogubiłam się. Nie znajduję radości kompletnie w niczym.
Witam. pisze bo chciałam się z kimś podzielić moim bólem.Właśnie poroniłam w 5tc w niedziele nad ranem zaczełam plamic wiec pojechałam do szpitala ale niestety usłyszałam na izbie przyjec w dodatku przez telefon od lekarza” no wie pani z plamieniem nie muszę pani przyjać” musi pani się udać do swojego lekarza.Tak wiec zrobiłam nie czekając na nic.Niestety mój aniołek już nie żył.W poniedziałek miałam mieć pierwsza wizytę u gina-miałam ale nie taka jakiej sie spodziewałam.Teraz patrze na mój test na moje dwie kreseczki ktore sa juz tylko jedynym dowodem na to że mój aniołek był w moim brzuszku .Tydzień szczescia po ktorym pozostał koszmar nie mam siły juz na nic to tak boli wszyscy mowia nie płacz ale ja chce płakac przeciez czuje taki bol dlaczego moj ANIOŁEK odszedł nie umiem sie z tym pogodzic współczuje wszystkim mamusiom które przezyły to co ja [*]- dla naszych aniołkow
Witam! Ja właśnie w ten wtorek dowiedziałam się, że mam poronienie z zatrzymaniem. Byłam w 8 tygodniu. Z mężem trzy lata staraliśmy się o tą kruszynkę, jak się dowiedzieliśmy że będzie dzidzia tak bardzo się cieszyliśmy, mój mąż z tego szczęścia, aż się popłakał. A tu taka wiadomość. Teraz wszyscy mnie pocieszają, mówią żebym się nie przejmowała, że jeszcze będzie nie jedna ciąża. Ale nawet sobie nie wyobrażają jak to bardzo boli…. tak długo na nią czekałam. Teraz cały czas się zastanawiam co źle zrobiłam? Czy to moja wina? Czemu to właśnie mnie spotkało? Nie życzę nikomu tego cierpienia.
witam. 2 tygodnie temu tez poronilam w 9 tyg. Nie miałam zabiegu bylo to poronienie farmakologiczne. A teraz nawet sama ze soba nie moge wytrzymac. Jestem strasznie nerwowa, nikt nie może ze mna porozomawiac bo zaraz krzycze i sie unosze. Powiedzcie mi czy to sa jakies zmiany hormonalne? czy ten stan powinien przejsc za jakis czas?
Ja poroniłam 2 razy w 8 i 6 tygodniu. w tej chwili czekam na wyniki badania kariotypu. Po 2 poronieniach należą się z kasy chorych. Lekarze o tym nie mówią. Pierwsze poronienie zakończyło się zabiegiem, drugie zakończyło się naturalnie. Na szczęście w trakcie zabiegu jest się uśpionym, obudziłam się na sali i nie wiedziałam co sie stało. Za drugim razem wypuścili mnie do domu jak zaczęłam krwawić. To było chyba gorsze. Po poronieniu samoistnym dłużej dochodziłam do siebie. Wolniej się goiłam. Mam nadzieje że niedługo usłysze bicie serduszka swojej dzidzi.
Witam Was.
Widzę ze jest nas tu duzo….niestety. Poroniłam w kwietniu tego roku. To był 10 tydzien, od 8 plamilam;, odklejała mi sie kosmówka. dostałam dufaston. niestety na kontrolnej wizycie okazalo sie , ze serduszko nie bije. potem miałam wybór czekać albo zabieg- na drugi dzien po odstawieniu leków zaczełam plamic, pojechałam na zabieg. w szpitalu lekarze zachowali sie naprawde w porządku- miałam szczescie w nieszczesciu. nie zrazili mnie. czulam jakis dziwny przypływ energii. plakalam, ale byłam pełna nadziei- wkoncu zaszłam po roku staran- myslałam ze teraz to pójdzie szybko i zajde bez problemu. ale zaczeły sie schody- jakies bakterie, wyleczyłam, potem plamienia- lecze do dziś zażywam luteine- ale ciązy brak. I pojawiła sie pustka- po pół roku od poronienia, smutek, bezsens i wogóle- a wczesniej miałam dziwną energie. poszłam więc do psychologa- wyjasnił mi że nie przeżyłam żałoby- stłumiłam ją w sobie. a ona do mnie wróciła. wiec dziewczyny płaczcie ile wejdzie, pozwólcie sobie na to macie do tego prawo i obowiązek- bo potem bedziecie całe życie żyć w żałobie- w smutku, pustce- i nie bedziecie nawet wiedzieć czemu. A PRZECIEŻ MUSICIE BYĆ SILNE- MAMY PRZECIEŻ ZOSTAĆ MAMAMI:)))) żałoba po poronieniu to coś normalnego. nie można ot tak przejsc do życia codziennego- jak tak zrobiłam i to był duży błąd.
to wkońcu był człowiek…..
Poronilam w 13 tyg. ciazy. Dziecko bylo martwe od 8 tygodnia. Jedyna nadzieja dla mnie jest taka ze kiedys bede mama i musze o siebie dbac, jesc dobrze, wysypiac sie, no i zrobic wszystkie mozliwe badania. Mieszkam w USA, ale mam bardzo duze wsparcie od lekarzy ( dzwonia,zeby pytac jak sie czuje), przyjaciol i osob w pracy ( moja szefowa tez poronila i menedzerke biura tez to spotkalo, takze wiem ,ze nie jestem sama). Jestem w zalobie i mowie o tym ludziom ktorych znam. Za dwa miesiace bedziemy wiedzieli czemu poronilam ( beda badac tkanke dziudziusia). Zycie toczy sie dalej a ja musze dbac o ludzi ktorzy sa kolo mnie szczegolnie o mojego meza z ktorym bede miala kiedys duzo dzieci:)
ja poroniłam zaraz po świętach,8 tydzień i serduszko nie biło już..dostałam skierowanie na zabieg,cały sylwester,nowy rok czekałam,bo lekarz powiedział żeby iść po nowym roku dopiero do szpitala.to był najgorszy sylwester w moim życiu,nie mogłam patrzyć jak inni bawią się,śmieją,nawet w tv.całą noc płakałam…mam żal do samej siebie,do męża,do całego świata.I nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się mieć dziecko.Mimo,że mam już córeczkę to nie umiem się pozbierać,nie umiem się do niej uśmiechnąć.Mówiła,że chce braciszka.nie potrafię o niczym innym myśleć a nikt nie potrafi mi pomóc
Ja poroniłam pod koniec lipca będąc w 7 tygodniu ciąży. Nie wiadomo co się stało. Lekarz mówił, że po 3 miesiącach można się starać ponownie o dziecko ale niestety do tej pory się nie udało. Im mija więcej czasu tym jestem bardziej przygnębiona nie potrafie się z tym pogodzić. Już za kilka tygodni trzymała bym moje maleństwo w ramionach a tak… Nie potrafie sobie znaleźć nigdzie miejsca, na widok malutkich dzieci i kobiet w ciąży łzy kręcą mi się w oczach. Najgorsze jest to, że nie mam z kim o tym porozmawiać.
Witam Was.
W maju 2010 roku bralam slub. Miesiac pozniej dowiedzielismy sie ze jestem w ciazy, skakalismy z radosci. Wizyty kontrolne mialam co miesiac, wyniki badan idealne, dzidzius rozwijal sie ksiazkowo. 10 listopada 2010 roku mialam wizyte kontrolna. Tego dnia mialam posluchac bicia serduszka naszego synka. Gdy lekarz spojrzal na mnie oczami pelnymi lez wiedzialam co sie stalo. Swiat mi sie zawalil. Polozyli mnie do szpitala. Mialam wywolywany porod. Bole mialam 24godz. NAszego martwego synka urodzilam w 26 tyg ciazy. Wazyl 600gram i mial 33 cm.Pierwsza moja mysla po porodzie bylo to ze tego nie wytrzymam i chce byc razem z moim Synkiem(myslalam ze sie zabije). Gdyby nie moj maz pewnie tak by sie stalo. Byl przy mnie 24godz na dobe, Plakal razem ze mna. W dniu przyjecia mnie do szpitala przyszla do mnie jakas pani i powiedziala ze musze podpisac papiery dotyczace zabrania cialka do kostnicy. Zgodzilam sie pomimo tego ze nie bylam swiadoma tego co podpisuje. Pozniej zapytalam sie czy po porodzie bede mogla zobaczyc dziecko. Nie chcieli sie zgodzic, powiedzieli ze to tylko pogorszy sytuacje. Wtedy wstapil we mnie diabel, zaczelam krzyczec ze tego nie moga mi zabronic, ze tego potrzebuje. Wygralam i nie zaluje. Po porodzie dali mi zastrzyk, nie bylam calkowicie swiadoma co sie przed chwila stalo. Przyniesli nam naszego Synka,pozegnalismy sie z nim. Patrzac na niego pekalo mi serce, mial wszystko na swoim miejscu, byl piekny, podobny do mojego meza… Do tej pory nie wiem co sie stalo. Robilismy badania wszystko w porzadku. Przebadali dziecko i to samo powiedzieli. Na koniec dodali tak Bog chcial. Minelo 2,5 miesiaca, wyjechalam z kraju. Nie moglam juz sluchac ze musicie sie dalej badac, zebysmy byli silni. Nikt nie mogl nas zrozumiec. Znajomi boja sie nas, nikt nie wiedzial co powiedziec. Od 10.11.2010 roku nie przespalam zadnej calej nocy. W ciagu dnia pracuje ile moge ale gdy zgaszam swiatlo przezywam to tak jakby stalo sie to wczoraj… Naszego Aniolka nazwalismy Jasio. 5 dni po porodzie byl pogrzeb. Wiem ze Jasio gdzies tam jest i na nas patrzy. Czasami sie nawet do niego usmiecham przez lzy… Kocham Cie Synku…
Doskonale wiem co czujesz pomimo tego, że ja aż tak długo nie miałam w sobie mojego kochanego aniołka. Również w maju brałam ślub i dwa miesiące później cieszylam się z mężem jak nigdy wcześniej. Niestety, nie wiem i nigdy się nie dowiem czy to był chłopiec czy dziewczynka. Dzień w którym trafiłam do szpitala pamiętam jak dzisiaj lekarz wziął mnie na badanie USG miałam jeszcze wtedy malutką nadzieję że wszystko będzie dobrze widziałam zdenerwowanie kiedy nie mógł znaleźć mojego dzidziusia nie musiał mówić co się stało już wiedziałam. Dał mi jakieś papiery w rękę i kazał zapisać się na oddział jak wyszłam na korytarz nie mogłam wydusić z siebie słowa żeby powiedzieć mężowi co się stało tylko się rozpłakałam i nie potrafiłam się uspokoić. Po jakimś czasie udało mi się zapisać na oddział poszłam się przebrać w koszulę i poczułam że coś się ze mnie wysuneło. To było moje maleństwo miało może 5 cm. Coś na kształt główki i małe kreseczki z krórych rozwinelyby się oczka i usta. Byłam przerażona nie wiedziałam co zrobić. Tak mnie wmurowało że nie mogłam się ruszyć. Reszty pobytu w szpitalu nie pamętam z wyjątkiem tego jak mąż mi mówił żebym już nie płakała, że jak wróce do domu to razem będziemy płakać. Byłam w takim stanie, że nawet nie poznałam mamy jak przyjechała do mnie do szpitala…
Witam was serdecznie, ja tez “przezylam” poronienie 19grudnia 2010 tuz przed swietami , to byl poczatek 14tyg ciazy, lekkie krwawienie a wczesniej czulam tylko lekkie klucie w dole brzucha myslalam ze tak musi byc bo 2 dni wczesniej bylam u swojego ginekologa i powiedzial mi ze czasem jak mnie cos zakluje (…) to tak musi byc i to jest normalne;( … z chłopakiem bardzo sie cieszylismy, na wiesc ze bedziemy rodzicami;) ale niestety…w toalecie w domu polecialo ;/ ojej bylo to straszne , bo czulam jak mi sie ‘usówa” plod, razem z chlopakiem plakalismy , on trzymal mnie za reke i sie modlil zebysmy to przetrwali, mysli nasze byly takie ze to sie nie dzieje naprawde…pojechalismy do szpitala to tez bylo najgorsze bo caly czas ze mnie lecialo i zanim mnie przyjeli w szpitalu to (przepraszam ze o tym pisze bo az nie milo) ale mialam to w majteczkach…;( te resztki krwi i pielegniarka do mnie mowi zebym jej pokazala bo ona musi to zobaczyc i stwierdzic po swojemu, IDIOTKA zero wspolczucia, jeszcze po tym polozyli mnie na lozku i niestety musialam tak lezec i czekac az rano przyjdzie lekarz i mnie zbada…no i przyszedl…zbadal i stwierdzil:
Nie ma juz sladu plodu i ze zdarza sie to czesto…samoistne poronienie jesli plod byl slaby albo dziecko mialoby sie urodzic chore to lepiej jak tak sie stalo…te slowa ktore zapamietam na zawsze… nastepnego dnia wypiska, i bol, zal , przykrosc, czemu mnie to spotkalo i ze to moja wina bo mimo ze w zyciu jestem silna i potrafie przetrwac duzo to z mysla i wspomnieniami ze moglam miec czastke siebie, istotke ktora kochalabym nad zycie , ktorej nie moglam odratowac jestem bezsilna! Dziewczyny trzymam za was kciuki i zycze…zebysmy juz wiecej tego nie doswiadczyly.
dodam jeszcze ze lekarz badajac mnie w gabinecie zabiegowym wczesniej stwierdzil ze to moze byc normalne i nie oznacza to poronienia, ale gdy na sali czekalam na usg ok 4godzi potem o wlasnych silach z mala pomoca pielegniarki znow mialam przejsc do zabiegowego,…zostawiala mnie na korytarzu pod gabinatem (musialam poczekac bo lekarz byl zajety ) siostra pielegniarka w tym czasie poszla, prawie zemdlalam , nie mialam sily by zawolac :pomocy! i na moje szczesie wyszedl za chwile z gabinatu zaskoczony moim stanem,,, uf kto wie co by bylo gdyby wyszedl kilka minut pozniej:( masakra, a potem juz tylko pytania, jak sie czuje itp , przyszedl anestezjolog i potem juz obudzilam sie na sali, nie chcialam widziec nikogo, wszyscy byli mi obojetni…procz w myslach jej juz nie ma;(
Jest mi bardzo cięzko. 13.02. poroniłam 6tc. Czy ten ból minie? czy dam rade? pustka i ból ….to moi przyjaciele na najbliższe dni, miesiące , lata?
Bol nie minie. Ale podobno mozna nauczyc sie z tym zyc… Pamietam jak dzis dzien pogrzebu mojego Aniolka. Rano pojechalam z ubrankami do zakladu pogrzeboweo. Jak zobaczylam ta malenka biala trumienke myslalam ze serce mi peknie. W parafi meza trafilismy na ksiedza ktory zaproponowal nam ze poprowadzi rozaniec w kaplicy a po pogrzebie odprawi msze. Plakalam dziekujac mu. W miescie w ktorym mieszkam ksieza nie chca zajmowac sie pogrzebami tak malych dzieci. Wchodzac do kaplicy zobaczylam wszystkich moich bliskich. Sa ze mna caly czas, wspieraja mnie. Moge przy nich plakac nie slyszac slow w stylu musisz byc silna i zapomniec o tym. Po pogrzebie ulzylo mi ze nasz Jasio juz jest spokojny. Juz go nie badaja. Moze zasnac w spokoju. Pozniej przyszedl czas na zajecie sie wyprawka naszego synka. Bedac w 6 miesiacu ciazy, kupilismy wozek, troche ubranek, kolyske, fotelik do samochodu. Lezac w szpitalu wykrzyczalam ze nie chcem juz tych rzeczy. Zeby je oddali komus kto potrzebuje. Maz wtedy plakal. Prosilam go zeby to oddal, nie zrobil tego i teraz mu za to dziekuje. Popakowalismy wszystko w kartony i wynieslismy na strych. Z mezem coraz czesciej rozmawiamy o ponownym zajsciu w ciaze. Bardzo sie boje tego ze stanie sie znowu to samo…
Tego co przezylysmy nikt nam nie zabierze. Ale to co spotkalo niektore z nas w szpitalu (chodzi mi o personel) to nie ludzkie. Jak mozna tak traktowac kogokolwiek. W takiej sytuacji zero zrozumienia i wspolczucia. Ja mialam lepsza sytuacje w szpitalu, wszyscy sie starali, dostalam oddzielna sale. pielegniarki byly bardzo mile. Tylko dlatego ze moja mam pracuje w tym szpitalu, jest pielegniarka. Dziewczyny trzymam za Was kciuki, oby w naszym zyciu pokazalo sie kiedys sloneczko…
Julitko najwazniejsze jest to zebys miala przy sobie osobe przy ktorej mozesz plakac. Ktora nie bedzie probowala Cie pocieszac. Nie rob nic na sile. Jesli pracujesz wez sobie kilka dnia wolnego. Wiem po sobie ze praca to nie ucieczka….
widzę, że nadal nas tu przybywa…. ale dobrze mieć wsparcie. jak już pisałam- odwiedzałam psychologa. on polecił mi w jakiś sposób pożegnać się z dzidziusiem- to dla tych z nas które poroniły i nie pozostał ślad po dziecku. ja napisałam list- list do mojego dziecka, żegnając się z nim. myślę, że każda z Was w jakiś sposób powinna sie z nim pożegnać- kupić malutkie buciki, albo misia, włożyć do pudełka i zakopać gdzieś w pięknym miejscu. Te symbole są bardzo ważne. Spróbujcie. ja już lepiej się czuję. Prawie pogodziłam się. Ale staramy się od nowa- i cóż im dłużej to trwa tym większą złość odczuwam, że tamtym razem się nie udało. Myśle o naszym Anielskim Dzidziusiu…
Do KASI: BÓL MINIE! spotkało Was cieżkie i trudne doświadczenie. Pozwólcie sobie przeżyć ten ból. Nie mamy na wszystko wpływu i niewiele zależy od nas. To wielka tajemnica życia. Uwierz, choć teraz wydaje Ci się to niemożliwe, odnajdziesz spokój. I przyjdzie noc kiedy prześpisz ją w całości. Piszę Ci o tym bo jestem tego przykładem. Znajomi nie wiedzą co mają powiedzieć, bo dla nich to też jest jakiś szok. Ale ból minie. trzeba go tylko wypłakać, wypowiedzieć. Znajdź sobie miejsce, w którym będziesz mogła to robić- płakać, krzyczeć, żalić się, kiedy będziesz tego potrzebować. Po jakimś czasie oczyszczenie przyjdzie samo. pozdrawiam Was
Hej dziewczyny.
Ja poroniłam w 14 tyg. minęło już pół roku a ja nadal nie umiem się z tym pogodzić.
Miesiąc po ślubie zaszłam w ciążę ,byliśmy z mężem prze szczęśliwi, nigdy nie miałam tak dobrych wyników jak w ciąży, dbałam o siebie jak nigdy. Ale tego dnia nie da się zapomnieć, rano byłam na wizycie u ginekologa, wszystko było w porządku, a wieczorem byłam na usg,ciąża obumarła, widok dziecka z niebijącym serduszkiem jest straszny, nie wspominając o płaczącym facecie. Następnego dnia byłam umówiona na łyżeczkowanie, cała noc wmawiałam sobie ze mam guza w brzuchu a nie dziecko, myślałam że w ten sposób będzie mi łatwiej.(nie chciałam się rozstawać z dzieckiem)To co odbyło się w szpitalu było czymś czego nie życzę najgorszemu wrogowi, chociaż obsługa szpitala była w porządku,tam okazało się ze nosiłam martwe dziecko przez 2 tyg w brzuchu.
Jeśli chodzi o wsparcie przyjaciół, jest ono bezcenne, ale większość z moich ma niemowlaki, czułam cholerną zazdrość ,nie umiałam patrzeć na ich rączki i więzi jaka nawiązuje się miedzy matką a dzieckiem. Ale mimo wszystko ciesze się ze są szczęśliwi.
Staram się myśleć pozytywnie, z zawodu jestem dziecięcym ilustratorem, cięzko mi wrócić do zawodu bo wracają wtedy jakieś głupoty do głowy.
Ciesze się że Was tu znalazłam, bo wiem ze nie jestem sama.
Trzymam za Was wszystkie kciuki.
witam Was dziewczyny.
Przeczytałąm wszystkie Wasze listy i widzę, że nie jestem osamotniona w tych okropnych przeżyciach. Straciłam dzidziusia tydzień temu – 12 tydzień ciąży. Zaczełam plamić i lekarz stwierdził brak akcji serca dziecka-szpital na drugi dzień. Po dokładnym badaniu USG Pani doktor potwierdziła diagnozę-zatrzymanie serduszka w 9 tc. Poroniłam po ośmiu godzinach po podaniu leku. Gdyby nie mój najukochańszy mąż, który był przy mnie cały czas chyba bym tego nie przeżyła. Ból psychiczny,żal,poczucie pustki i największej straty w moim życiu, powracające pytania “dlaczego” od tamtego momentu wypełniają moje życie. Rodzina i mąż bardzo mnie wspierają i przeżywają to ze mną i chyba tylko dzięki nim jakoś sie trzymam. Mam nadzieję, że ten okropny ból i żal kiedyś minie….
ja poroniłam w 8 tyg ciąży. najpierw bardzo lekko pobolewał mnie brzuch ale przeszło. potem nagle krwawienie i szpital. nie zrobili mi usg tylko podali leki . lekarz jeszcze mnie pocieszył że krwawienie nie jest duże. ale póżniej wieksze krwawienie i ból i już wiedziałam że to koniec mojej ciąży. całą noc mnie bolało i całą noc przepłakałam. rano stwierdzili poronienie , zrobili usg. nie miałam zabiegu. naszczęście. było to pół roku temu. najbardziej mnie bolało jak niektórzy mi mówili że tam jeszcze nic nie było , że to tylko zarodek. sama starałam sie pocieszczać że jak miało sie urodzic chore to lepiej ze tak sie stało . potem sie obwiniałam. teraz wydaje mi sie ze sie już z tym pogodziłam. ale jak dowiaduje sie że któraś z koleżanek jest w ciaży albo że urodziła dzidziusia to to wszystko wraca, smutek , żal i zazdrośc że im sie udało a mi nie. chociaż sie ciesze że im sie udało. ten ból po stracie to chyba zostanie we mnie do końca zycia. teraz chce zajsc w kolejna ciąze ale sie boje , jeżeli stanie sie to drugi raz to jak ja to przezyje. cąły czas mam wizje że znowu ląduje w szpitalu. strasznie sie boje ale musze znależc w sobie sile i z tym walczyc i odwazyc sie ponownie zajsc w ciąże. musze teraz wierzyc że wszystko bedzie dobrze. tylko to jest trudne jak cholera.
ja z mężem staram się już pół roku o dziecko i niestety nie wychodzi, okazało się, że mam podwyższoną prolaktynę i dopuki jej nie zbiję to się nie uda ;( nie potafie pogodzić się z tym co się stało nie moge patrzeć na kobiety w ciąży i przeszkadzają mi małe dzieci … nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić zastanawiam się tylko czy wizyta u psychologa ma jakiś sens
Ciężko o tym mówić,a nawet pisać, chociaż jestem już ponad 4 miesiące po mojej stracie. Czytając Wasze wypowiedzi jest mi raźniej, bo już zaczęłam rozmyślać, że może wariuję. Wszyscy myślą, że już tak nie przeżywam, ale nie potrafię o tym nie myśleć. Niby jest już lepiej, ale za każdym razem, gdy widzę małe dziecko,lub dowiaduję się o ciąży którejś ze znajomych, serce mi pęka. Mamy z mężem 3,5 letnią córeczkę. Ta ciąża miała być niespodzianką dla naszych bliskich, więc poza nami, wiedział o niej tylko mój lekarz. W 14 tc widziałam na USG jak moje dziecko bezwładnie się we mnie przewróciło, gdy lekarz próbował pobudzić jego ruchy.Widziałam, jak czerwona krew płynie przez pępowinę, ale do serduszka już nie dociera…Zabieg po tabletkach miałam w 16 tc, która wtedy była już obumarła od 7 tygodni!
W szpitalu byłam jak automat. Nie czułam nic, dopóki w łazience nie zobaczyłam mojego dziecka. Do dziś ten obraz wraca bardzo często. Krwotok był tak silny, że gdyby nie pielęgniarka, straciłabym tam przytomność. Doprowadziła mnie prosto do zabiegowego.
Wszystko działo się w listopadzie. Prawdziwy horror w mojej głowie i sercu miał jednak miejsce w styczniu. Myślałam, ze tego nie zniosę. Nic mnie nie cieszyło, wszystko przeszkadzało i przypominało o tragedii. Podnosiłam się i upadałam. Nie chciałam o tym rozmawiać z mężem, bo widziałam jak bardzo przeżywa moje ataki deprechy i rozpaczy.
Myślę o kolejnej ciąży, ale strach przed kolejną stratą jest niemal paraliżujący.
Wybaczcie, ale ten wpis traktuję jako element mojej własnej terapii. Czuję, że muszę się z tym uporać dla mojej córki,dla męża, ale i dla siebie samej. Próbuję różnych rzeczy. Zapomnieć się nie da. Ale jak już któraś z Was napisała – muszę nauczyć się z tym żyć.
Trzymajcie się dziewczyny.
Ja w ramach terapii po mojej stracie dostałam od męża psa, małego i ślicznego lablaora może to troche głupie ale mam teraz kogo kochać z kim się bawić i wstawać w nocy, Wiem, że nikt nigdy nie wypełni luki w moim sercu po moim kochanym aniołku ale jestr troche łatwiej jestem troche spokojniejsza i nie myśle już tak dużo o tych przykrych wydarzniach sprzed kilku miesięcy. Mam nadzieję że w końcu wszystko się ułoży, każda z nas zasługuje na bycie szczęśliwą mamą.
Straciłam swoją dzidzie w 9 tyg 16 marca 2011 roku. To się stało 3 tyg temu
ktos kto przechodzi obok mnie nawet nie zorientuję się co przeżywam. Nawet rodzina ( chyba było im tak łatwiej) oszukuję siebie , że już nie cierpię. A jak w każdej minucie myślę co się stało…Mam tyle pytań do Was- czy Wy też nie boicie się już tak śmierci?jestem osobą wierzącą, ale jak mijam kościół z mojego serca wydobywa się “dlaczego?!” macie tak samo?czy Wam też nie chce iść sie na rodzinne święta gdzie będą dzieci kuzynów? jeśli ktoś chcę pogadać zapraszam na gg 13247257, chcę Was słuchać, chcę Tobie coś opowiedzieć
aha…mąż też chce mi kupić pieska labradora, czy to mi pomoże?
Są kobiety, które aby uporać się ze stratą dziecka muszą o tym rozmawiać, są też i takie, które duszą to w sobie i nie potrafią poprosić o pomoc. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych drugich. Wiem co teraz przeżywasz. Czarna dziura smutku,rozpaczy, ogromnego żalu wciąga Cię i pochłania. Ja również jako katoliczka, próbowałam wytłumaczyć sobie “tak miało być, Bóg tak chciał, to dziecko widocznie miało się pojawić i zniknąć aby dać mi coś do zrozumienia”.Ciężko jest tak zwyczajnie to przyjąć. Dużo czytałam w internecie, bo próbowałam sama sobie pomóc i podobno żałobę trzeba przeżyć, aby się z tym uporać. Może ona trwać krótko lub długo. To wszystko zależy od kobiety.
Ja od listopada do stycznia żyłam jakby w szoku. Trochę płakałam po cichu i jakoś mijały dni. Dopiero w styczniu spadł na mnie deszcz kamieni. Myślałam, że już się nie podniosę. Wyżywałam się na wszystkich, miałam ataki histerii, płakałam całymi nocami, nie dbałam o dziecko ani o dom, wszystko miałam głęboko w d…. Liczyła się tylko moja tragedia. Jakby dopiero wtedy wszystko do mnie doszło.Przeżywałam obrazy ze szpitala itd…Trwało to dwa tygodnie. Potem poczułam ulgę i ogarnął mnie spokój na kilka dni, po czym kolejne dwa tygodnie koszmaru powtórzyły się. Luty to było powolne wyciszanie się, ale już bez gwałtownych reakcji. Teraz jest już zdecydowanie inaczej. Jeszcze boli i chyba już zawsze będzie, bo tego się nie zapomni. Ale zaczęłam akceptować obecny stan rzeczy.
Tym przydługim opisem chciałam dać Ci Zamyślona do zrozumienia, że być może jeszcze trochę czasu upłynie zanim twój żal stanie się cichutki, zanim poczujesz ukojenie, ale to nastąpi. Czytałam wiele wypowiedzi kobiet na różnych forach, słuchałam dziewczyn, które przeżyły to samo co my. Teraz trudno Ci to uwierzyć, ale odzyskach wiarę i spokój. Ja jeszcze też jestem “na świeżo”, ale w porównaniu ze stanem mojej psyche jakiś czas temu, jestem stanowczo bardziej zrównoważona. całe życie kierowałam się mottem “co mnie nie zniszczy, to mnie wzmocni ” i tym razem również pomogło.
Nie wiem czy piesek pomoże, ale jeśli nie masz nikogo z kim możesz porozmawiać, to może rzeczywiście taki powiernik i kulka do przytulania sprawią, że szybciej poczujesz się lepiej.
Pozdrawiam i jestem z Tobą myślami
dziękuję Wuniu, dziś po raz pierwszy odważyłam się wogóle o tym napisać. twoja wypowiedz sprawiła, że zaakceptowałam moje zachowanie. Tak Ty pisałaś. Przez długi okres po ja też byłam w szoku, nawet pocieszałam męża, mamę, nie płakałam. Ale przyszedł moment gdy się rozsypałam, raz wielki smutek, raz wielka złość. Taka nie pohamowana złość. Doradzcie mi, mieszkam z mężem i na jednym podwórku jest męża bratowa z małym synkiem, chodzi wciąż po podwórku, a ja siedzę w domu. Nie mogę wyjsc, wciąż płaczę na ich widok. Mam możliwośc na jakiś okres wyprowadzić się stad, czy mam tak zrobić? Czy Wy też płaczecie na widok matek z dziećmi?
Zamyslona moja sytuacja byla bardzo podobna… Na widok kobiet z dziecmi odwracalam glowe, nie moglam pojac dlaczego one moga miec a mi zabrano mojego synka… Po miesiacu od tego co sie stalo, spakowalam sie i poprostu ucieklam. Nie moglam juz zniesc tego. Wyjechalam do niemiec i nie zaluje tego kroku. Bardzo mi to pomoglo. Maz byl i jest caly czas przy mnie. Decyzje o wyjezdzie podjelismy razem… Zupelnie obcy ludzie sprawili ze jakos sie odnalazlam w calej tej sytuacji…
Ja siedzę u rodziców, młode małżeństwo a już się dzielimy.Mój mąż tam ma swoja pracę i na noc przyjeżdza do mnie do rodziców. A mnie nawet to boli , że on pracując widzi tego małego synka brata i jest wujkiem… wolałabym , żeby nie miał kontaktów z dziećmi
To może być dobry pomysł z tym wyjazdem. Też chciałam to zrobić, ale niestety nie mogłam. Praca, chore dziecko…. Długo unikałam rodzinnych spotkań, na których mój mąż zachwycał się małym synkiem swojego brata (horror – myślałam, ze znęca się nade mną specjalnie).
Zmiana otoczenia na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc Ci zdystansować się do wszystkiego i odpocząć od tego, co przypomina smutne chwile.
A czy coś wiecie na temat drugiej ciąży, czy po zabiegu trudniej będzie mi utrzymać drugą ciąże? Mam uraz do szpitala, przyjechałam i od razu lekarz mi mówi, zrobimy zabieg ale każdy kto ma zabieg ma trudności z utrzymaniem dziecka…jak wypisywano mnie ze szpitala inny lekarz zaprzeczył temu, kto ma rację? jak Wam lekarze mówili?Proszę o szczerość, nie chce bezwartościowej nadzieji
Podobno nie ma takiej reguły. Ja też się bardzo boję, ale w szpitalu spotkałam dziewczynę, która tak jak ja miała już córeczkę, straciła drugie dziecko i właśnie była w siódmym miesiącu kolejnej ciąży. Była przerażona, bo po kilku dniach okazało się, że prawdopodobnie musi zostać w szpitalu aż do porodu, ponieważ miała spore rozwarcie i mogła urodzić w każdej chwili. Znam jednak osobiście dziewczynę (podziwiam jej wytrzymałość), która kilkukrotnie straciła dziecko aż wreszcie urodziła zdrową córeczkę. Ciąża podobno przebiegła bez problemów.
Sama rozumiesz, że to trochę ruletka, ale nie można się nakręcać i nastawiać, że będzie coś nie tak, bo stan psychiczny matki z pewnością ma wpływ na przebieg ciąży.
ja cały czas wieżę, że każdej z nas się uda i będziemy miały dzieci nie możemy się poddawać mówią, że jak się czegoś bardzo mocno pragnie to się to w końcu dostaje
Dziś mam gorszy dzień, bezsens życia…ktoś odpowie, że czekaj na kolejne dziecko, ale ja nie chce następnego, chcę to które straciłam, ono było moim dzidziusiem ;( dziewczyny naprawdę jest mi dziś bardzo ciężko, gdybym wiedziała, że nikt nie będzie za mną płakał skończyłabym ze sobą. Jestem tu tylko bo wiem, że mąż, rodzice, rodzeństwo nie poradziliby sobie z moim odejsściem i że nie zauważyli, że tak się stoczyłam
Chciała bym ci zamyślona napisać, że wszystko będzie dobrze ale wiem że w ciąku najbliższych tygodni nie będzie. Samo spojrzenie na siebie na brzuch piersi będzie cię doprowadzało do płaczu. Wiem co czujesz kiedy ktoś ci mówi, że będziesz miała jeszcze niejdno dziecko a każda z nas chce swojego aniolka, którego straciła. Mogę ci jedynie napisać żebyś się nie poddawała, spróbuj sobie znaleźć jakieś zajęcie, które pomoże ci oderwać się od myślenia i rozpamietyania tego co się stało. To na pewno nie pomaga.
Karola ma rację. Trzymaj się Zamyślona – wszystkie jesteśmy z Tobą!
Dziewczęta, u mnie minął rok od tego fatalnego dnia. I można odnaleźć radość w życiu, już o tym pisałam:)) W ciążę coprawda nie zaszłam, ale wierze że wkońcu się uda. Ważne że te przykre wspomnienia odeszły w przeszłość. Moje życie na pewno uległo przewartościowaniu- teraz wiem że trzeba się cieszyć małymi rzeczami, ale da się żyć nawet jeszcze pełniej, piękniej i świadomie. Trzymajcie sie i pozwólcie sobie na smutek, on
Was uleczy.
Wszystkiego Dobrego:)))
Byłam dzis po wynik HP, musiałam je odebrać na oddziale położniczym, widziałam kobiety z wielkimi brzuchami, malenkie dzieci, kobiety narzekała na ból, a ja… a ja tylko myslałam”Boże jak ja bym chciała czuć ten ból, jakie te kobiety są egoistyczne”
Ja dostałam 2 ciosy od życia…W 11 tyg straciłam dzidzie (puste jajo płodowe) na dodatek zostawił mnie chłopak chyba przerosła go ta sytuacja. Jestem załamana.Cały czas zadaję pytanie Bogu “DLACZEGO”???;(((((
Kochana jestem z Tobą, nie umiem odpowiedzieć “dlaczego” ani sobie ani Tobie, ale kiedyd gdy przyjdzie czas umierać my nie będziemy bać się smierci, bo to dla nas będzie piękny powód by spotkac się z naszymi maleństwami. Jesli będziesz chciała pogadać pisz
Moja historia: straciłam bliźniaki. Nie mogłam zajść w ciążę naturalnie więc się leczyliśmy, właściwie ja się leczyłam. Z mężem wszystko ok. Udało się za 2 razem.Każdy komu po długich staraniach udaje się zajść w ciążę wie jak byliśmy szczęśliwi. W 5 tygodniu dostałam krwawienia. Po USG okazało się, że są bliźniaki. Tego samego dnia trafiłam do szpitala i cały miesiąc leżałam, miałam krwiaka. Wyszłam ze szpitala, po tygodniu dowiedziałam się, że jeden zarodek obumarł ze względu na wadę jaja płodowego, ale nie mogłam się rozkleić, przecież był jeszcze jeden…Po tygodniu przy kolejnej kontroli okazało się, że serce mojego 2 dziecka już nie bije, powodem ustania akcji serca był krwiak. Skierowano mnie na łyżeczkowanie. Teraz jestem w domu. Mam jeszcze tydzień zwolnienia, ale nie odnajduję się wśród ludzi. Bardzo dużo kosztuje mnie nawet zwykła rozmowa. Oparcie mam przede wszystkim w mężu. Wszyscy mi mówili, jak się udało to już musi być dobrze…I nie było. Odbieram to,co mnie spotkało jako karę, tylko nie wiem za co. Sądzę, że już nic dobrego mnie nie spotka. Jak żyję? Nie mogę sobie znaleźć miejsca, boję się zasypiać, w domu nic nie robię.Jedynie przy mężu funkcjonuję w miarę sprawnie.Zawsze byłam silna, ale rozsypałam się.
Własnie jak to się dzieje, że o ciązy słyszy sie tylko dobre rzeczy.Oglądasz film i jak kobieta ujrzy 2 paski na teście ciążowym to do końca akcji jest w ciąży i rodzi dziecko. Kto porania w ogóle nie jest obyty , że takie rzeczy się zdarzają. W naszym społeczeństwie jest tylko szczęśliwa ciąża. Jestem z Tobą całym serduchem, od mojego poronienia minęło 1,5 miesiąca. Zależy co na kogo działa, mi mówili bym podniosła się z łóżka i coś robiła. A moje wyjście z łóżka zawsze kończyło się płaczem i żalem. Jeśli nie masz na razie sił coś robić , nic nie rób, siedź całkowicie rozsypana( zaskoczona że nie prawie Ci morałów”wyjdź , przestań o tym myśleć” a jak można o tym nie myśleć?! Jestem z Ciebie dumna , że tak walczysz o swoje macierzyństwo i los dla Ciebie nie był sprawiedliwy, wręcz okrutny. powiem Ci co Cię kiedyś dobrego na pewno spotka- kiedyś zobaczysz się ze swoimi aniołkami. Ja już powoli ruszam się w tym świecie, już nie mam łez, płacze jeszcze w środku. Słucham E.Górniak “List”. Pamiętaj jak będziesz chciała się wygadać pisz
Od mojego poronienia mineły ponad 2 m-ce (pisałam wcześniej). W tamtych chwilach nie wyobrażałam sobie dalszego życia, świat mi się zawalił.Jednak obecność najbliższych, rozmowy i wspólne przeżywanie tej ogromnej straty pomogły mi pogodzić się z tym. Zrozumiałam, że tak po prostu musiało być, że jest w tym jakiś głębszy sens, że Bóg miał jakiś plan w tym,że wziął do siebie nasze maleństwo, że nas tak bardzo doświadcza. Dziś już nie patrzę na to jak na potworną tragedię. Z nadzieją patrzę w przyszłość, bo już wkrótce będziemy znów starać się o dzidzię. Na pewno wszystko będzie dobrze, przecież musi być. Jestem pełna nadziei…
Saro w podobnym czasie poroniliśmy, mam pytanie do Ciebie, kiedy Ty planujesz znów starac się o dzidzi?
Wiesz, ja się jeszcze zdecydowałam na usunięcie nadżerki laserem w poniedz.23 maja. Zrobiłam to bo moja pani ginekolog stwierdziła, że tak będzie najlepiej przed kolejną ciążą. Nadżerka to rana stwarzająca nie tylko problem infekcji (co w ciąży nie jest wskazane) ale również może utrudniać zajście w ciążę. Dlatego zaufałam jej i ją usunęłam.Poza tym przepisała mi hormon femoston który wzmacnia i uelastycznia śluzówkę szyjki macicy.Teraz muszę odczekać 6 tygodni i będziemy próbować…. A jeśli chodzi o ciążę po poronieniu, to lekarze mówili mi jeszcze w szpitalu, że powinno się odczekać dwa-trzy miesiące z następną ciążą, aby organizm się zregenerował. Tak czy inaczej ja nie będę zwlekać bo bardzo chcemy z mężem zostać rodzicami. Mam tylko nadzieję,że tym razem będzie ok, bo kolejnego poronienia chyba bym nie przeżyła…
Ja już rozpoczęłam starania o dzidzię, a Wy?
a mi się już udało. to już 9 tydzień (ten sam, który ostatnio okazał się być pechowym), ale niestety przy pierwszej wizycie lekarz rozpoznał również dość dużą torbiel jajnika. Dostałam nospę, luteinę, ale dość często mnie pobolewa. bardzo się boję kolejnej straty…to wszystko przesłania mi całą radość, choć staram się o tym nie myśleć…
modlę się, bo tylko to może uratować moje dziecko
Trzymam kciuki Wuniu , dziś pomodlę się za Ciebie i Twoja dzidzię ( ja mam ten dar , że moje modlitwy za kogoś wysłuchuje BÓG( wymodliłam życie dla chłopaka który miała 20 % szans przeżycia) ale jak proszę coś dla siebie to mnie każe, kiedyś jak będę w ciąży to poproszę WAS o modlitwę) Wuniu jak przebrniesz przez tyen trudny okres to nie zapomnij o ten stronie ja kiedyś też napiszę, że proszę o modlitwę. JA dziś za Ciebie się modle.
Ja miałam w lipcu się starać jak na złość okresu nie mam, po prostu zatrzymał się i już. Bez przyczyny, nikt tego nie może wyjaśnić. Mi po prostu w tym roku nic nie wychodzi.
Dla mnie ten rok też jest okropnie pechowy-strata dzidzi,choroba mojego męża-również szpital,śmierć paru bliskich osób.Mam nadzieję, że limit pecha już wyczerpałam, a teraz czeka mnie tylko samo szczęście. Myślę, że Bóg mi je ześle w postaci zdrowego maluszka….
A za Ciebie Wunia i twoje maleństwo trzymam kciuki. Wiem, że nie łatwo w twojej sytuacji o spokój i opanowanie,ale musisz być dzielna i nie denerwować się tak bardzo ze względu na dzidzię. Jej to na pewno nie służy. Zobaczysz,wszystko będzie dobrze, musisz tylko w to uwierzyć…
mi się też udało bobas ma już 10 tyg, poprzednio poroniłam w 7 tygodniu odkąd dowiedziałam się że jestem w ciąży uważam na siebie ale nie obyło się bez strachu od samego początku bolał mnie brzuch ale gin dał mi luteinę i kazal brać nospę i jest dużo lepiej nie moge się doczekać wizyty na której zobaczę bobasa i usłyszę że jest wszystko dobrze 13 lipiec nie może być pechowy
Dziewczyny dziękuję Wam za pamięć i modlitwę. Działa:) Poza przebojami ze strony wspomnianej już torbieli, maluch rozwija się prawidłowo. Codziennie boję się o niego, ale muszę wierzyć, że będzie dobrze. Zamyślona – ja też będę się modlić za Ciebie. Dziękuję…i nie zapomnę.
Jak to dobrze, że maluszek się rozwija. Obiecuje Ci , że codziennie wieczorem aż do urodzenia maluszka “oddam” za niego jedną modlitwę. Po poronieniu zachwiała się moja wiara w Boga, o cokolwiek prosiłam Boga dla siebie dostawałam na odwrót. Więc szczególnie mocno cieszy mnie, że moja modlitwa za Twojego skarba skutkuje.
Wunia cieszę się razem z tobą! Najważniejsze, że z dzidzią wszystko ok….A czy zażywasz jakieś leki na podtrzymanie ciąży, czy coś uspokajającego? bo ja obawiam się, że będąc znów w ciąży będę się strasznie denerwować o dzidzię, żeby jej znów nie stracić.
Saro, od początku ciąży biorę luteinę i lekarz zapowiedział, że prędko się z nią nie rozstanę. To jest syntetyczny progesteron, czyli hormon podtrzymujący ciążę. Biorę też witaminy, kwas foliowy i nospę. Ciągle się boję, choć już zaczęłam wyczuwać ruchy dziecka. Nie wymyślamy imienia, nie podejmujemy z mężem żadnych przygotowań, bo oboje ciągle się obawiamy o życie maluszka. Tak już zostanie, bo jak sama wiesz, nie da się zapomnieć o tym, co nas spotkało. Dla dobra dziecka staram się myśleć pozytywnie, choć najmniejszy ból, czy dziwne samopoczucie wywołują we mnie w panikę.
Na szczęście ze względu na torbiel, co miesiąc, przy każdej wizycie mam USG, więc widzę bijące serduszko, choć na każdą wizytę idę z ogromnym strachem.
Dzięki za odpowiedź, teraz przynajmniej wiem, że istnieją jakieś środki minimalizujące możliwość kolejnego poronienia…
Cześć dziewczyny, proszę Was o poradę. Zrobiłam dziś rano test ciążowy i wyszedł pozytywny, dziś mam również termin miesiączki i nie wiem kiedy pójść do lekarza. Boję się, że znów poronię dlatego chciałabym pójść już jutro, ale z drugiej strony to chyba trochę za wcześnie-sama nie wiem….Wunia, Ty piszesz, że od początku ciąży bierzesz luteinę, więc pewnie byłaś na pierwszej wizycie dość wcześnie?
Saro, ja odczekałam jakieś 2 tygodnie. Z jednej strony nie mogłam się doczekać wizyty, ale z drugiej strony panicznie się jej bałam, bo w momencie gdy dowiedziałam się o ciąży, byłam w trakcie ostrego zapalenia uszu i właśnie dostałam antybiotyk. Poszłam więc do gina po jego skończeniu. Bałam się, ze usłyszę coś złego, a poza tym podobno na początku ciąży jest możliwość, że nie będzie ona jeszcze widoczna na usg. Podobno najlepiej udać się na potwierdzenie w 5-6 tyg. Gdy przy poprzedniej ciąży byłam przed 5. tyg., to lekarz mi powiedział “jest pani prawie w ciąży”, bo jak wyjaśnił jest jeszcze za wcześnie.
Trzymam kciuki!!!!! daj znać, jak już coś będziesz wiedziała.
Wielkie dzięki, dziś pójdę sie zapisać na przyszły tydzień. Może mój gin już mi coś powie, może zapisze jakieś leki na podtrzymanie, wiem jedno-bardzo się boję kolejnego poronienia…
Myślę o Tobie Saro. Strach nas chyba nigdy nie opuści. U mnie to już 23. tydzień i ciągle się boję. Drżę o każdy dzień. Trzymam za nas wszystkie kciuki i będę się modliła. podobno “…strach czyni więźniem, a nadzieja daje wolność…”
No więc byłam dziś u gina, potwierdził ciążę (pojedynczą)-5 tydzień,ale jeszcze nie był w stanie wyłapać bicia serca-podobno jest jeszcze za wcześnie, mam przyjść za dwa tyg. Mam zażywać luteinę dwa razy dziennie pod język dla podtrzymania ciąży choć, jak stwierdził, z medycznego punktu widzenia nie ma takiej potrzeby, bo nie plamię,nie mam żadnych bóli brzucha. Przepisał mi ją dlatego, żebym czuła sie spokojniej….Trochę mnie ta wizyta uspokoiła, jestem dobrej myśli-będzie dobrze…
Cieszę się Saro razem z Tobą. Postaraj się odsuwać od siebie złe myśli, choć wiem, że to nie łatwe. Tak jak napisałaś – będzie dobrze:) Odezwij się czasem i podziel się radością i nadzieją.
Witam, wczoraj byłam na kolejnej wizycie u gina – na szczęście jest wszystko w porządku,zaczął się 15 tydzień i dzidziuś rozwija się prawidłowo. W końcu zaczęłam wierzyć,że za pół roku przytule moje maleństwo. Co prawda nadal trochę się niepokoję,ale z tygodnia na tydzień coraz mniej. Życzę Wam wszystkim nadziei i wiary…
A co u Ciebie Wunia??Ty już pewnie szykujesz sie do porodu?
Jak dobrze, że się odezwałaś Saro:) Ta cisza była trochę niepokojąca, ale Cię rozumiem… Cieszę się, że wszystko OK. Trzymam kciuki i nadal będę się modliła za nas wszystkie, dziewczyny.
U mnie też dobrze. 33 tydzień i choć po drodze miałam już jakieś skurcze, jadę na nospie, dopiero w zeszłym tyg. odstawiłam luteinę, to ciągle się boję o mojego synka. Strach już zostanie do samego końca, ale na szczęście są jeszcze banalnie brzmiące, ale jakże potrzebne wiara i nadzieja.
Przesyłam tylko pozytywne myśli i pozdrawiam mocno!!!