Samobójstwo i syndrom presuicydalny
- wtorek, Październik 14, 2008, 11:13
- Zaburzenia i choroby
- 13 393 odwiedzin
- Komentarze (39)
Syndrom presuicydalny to termin ukuty przez austriackiego suicydologa, który stwierdził, że przeważająca większość samobójstw (około 80%) jest poprzedzona wystąpieniem szczególnych zachowań i sygnałów.
Ringel swoją koncepcję oparł o wnikliwe badania 475 przypadków samobójstw usiłowanych. Analiza zachowania pacjentów przed podjęciem próby samobójczej lub samobójstwa dokonanego doprowadziła go do stworzenia koncepcji syndromu, który opisuje to, co dzieje się z osobą, która dokonuje zamachu na własne życie.
Ringel wyabstrahował trzy czynniki składające się na syndrom presuicydalny:
- zawężenie świadomości
- zahamowanie agresji i jej ukierunkowanie na siebie
- myśli i wyobrażenia samobójcze
Zawężenie świadomości polega na tym, że człowiek nie dostrzega alternatywnych form rozwiązania problemu (widzenie tunelowe). Nawet najgłębsza depresja, w której chory zachowuje nawet nikłą nadzieję na poprawę, może zapobiec podjęciu próby samobójczej. Niestety w cięższych przypadkach depresji zawężenie świadomości jest bardzo silne. Jak pisał Kępiński – “samobójstwo jest brutalnym sposobem przerwania depresji”.
Zwężenie świadomości objawiać może się na wielu płaszczyznach – odcięciu się od kontaktów z innymi, usztywnieniu procesów poznawczych, poczuciu ciągłej beznadziei, zawężeniu świata wartości (to co kiedyś było ważne, przestaje się całkowicie liczyć dla człowieka).
Dla osób, które znajdują się w otoczeniu chorego, najważniejszym elementem syndromu presuicydalnego jest wystąpienie fantazji samobójczych. O ile bliscy mogą nie zauważyć wystąpienia zawężenia procesów poznawczych czy narastającego poczucia beznadziei , to o tyle wystąpienie fantazji i myśli samobójczych zauważyć już mogą. Nie wolno ich bagatelizować, choć warto je umieć odróżnić od zwykłego szantażu emocjonalnego. W obu przypadkach, dla pewności i bezpieczeństwa chorego warto udać się do psychoterapeuty bądź psychiatry, który będzie umiał zdiagnozować ryzyko wystąpienia próby samobójczej. Również u chorego w depresji, warto aby rodzina wiedziała na jakie aspekty zachowania, które mogą objawiać syndrom presuicydalny, powinna zwrócić uwagę.
♦
Tekst poniżej jest fragmentem artykułu: SAMOBÓJSTWO INTERWENCJA I PROFILAKTYKA . Źródło: http://www.terapia.rubikon.net.pl/html/samobojstwo_int_kryzys.htm
Opisując osobę z syndromem presuicydalnym (według E.Ringel’a) należy zwrócić uwagę na cechy, które występują w większości przypadków tj.:
- zawężenie sytuacyjne,
- zawężenie dynamiczne,
- zawężenie stosunków społecznych,
- zawężenie świata wartości,
- napięcie i agresja,
- fantazje samobójcze.
- Zawężenie sytuacyjne.
Osoba, która znajduje się w sytuacji presuicydalnej nie widzi rozwiązania swojego trudnego położenia. Nie widzi innych, dopuszczalnych alternatyw rozwiązań. Nie jest w stanie przyjrzeć się swemu położeniu z metapoziomu. Nie jest w stanie nic zmienić. Przeżywa poczucie osamotnienia, osaczenia, bezradności. Takie zawężenie może nastąpić na skutek:- uwarunkowania sytuacyjnego (np. nieuleczalna choroba)
- wyników własnego postępowania (np. Hitler w okrążonym Reichstagu)
- własnych wyobrażeń na temat potencjalnego zagrożenia (np. lęk przed nawrotem choroby nowotworowej)
- Zawężenie dynamiczne.
Osoba w sytuacji presuicydalnej doświadcza działania sił, które pchają ją do samobójstwa. Jej nastrój, wyobrażenia, uczucia pogrążone są w pesymizmie (widzenie świata przez czarne okulary). Zawężone są możliwości fantazji człowieka i nadwerężone jego siły napędowe. Osoba ta przeżywa silny lęk. Boi się siebie, boi się życia, boi się innych, boi się działania. Zawężenie dynamiczne można porównać do sił pokonujących grawitację. Siły te pokonują instynkt samozachowawczy człowieka. Sama osoba w tej sytuacji nie jest w stanie tej siły przezwyciężyć. - Zawężenie stosunków międzyludzkich.
Osoba w sytuacji presuicudalnej izoluje się od starych przyjaciół, od znajomych (czasami śmierć starego człowieka spostrzegana jest po kilku dniach). Zmniejsza ilościowo kontakty z ludźmi. Stopniowo w jej najbliższym otoczeniu jest coraz mniej bliskich osób. W krańcowej sytuacji często “czepia się” jednej osoby jak ostatniej deski ratunku. Kontakty z ludźmi jeśli są, są zdewaluowane. Relacje są powierzchowne, nie dotyczą rzeczy ważnych, osobistych. Ograniczają się do zdawkowego pozdrowienia i rozmowy o nieistotnych sprawach. Osoba taka nie jest zdolna do kształtowania nowych, prawdziwych powiązań. - Zawężenie świata wartości.
Osoba w sytuacji presuicydalnej przeżywa brak poczucia wartości w niektórych dziedzinach życia. Brak jej zainteresowań, hobby. Brak jej ustalenia hierarchii ważności spraw, którymi się jeszcze zajmuje. Wartości przez nią wyznawane ulegają dewaluacji. Spłycają się. Nie jest w stanie bronić ich. Wpływa to znacząco na jej własny obraz siebie, na poczucie własnej wartości. Osoba w takiej sytuacji kieruje się często subiektywnymi ocenami. Są one różne od ogólnie przyjętych wartości w społeczeństwie. Przez to następuje jeszcze większa jej izolacja od społeczności w której żyje. Często osoba taka wchodzi w rolę niepełno wartościowego outsidera, dziwaka. - Napięcie.
Osoba w sytuacji presuicydalnej przeżywa bardzo silne na pięcie, które często prowadzi do agresji. Jest ona kierowana początkowo na najbliższe osoby następnie na siebie. Zwrot agresji przeciwko sobie wiąże się z następującymi warunkami:- w człowieku muszą powstać pokłady bardzo silnej agresji,
- odreagowanie jej na zewnątrz musi być uniemożliwione przez czynniki wewnętrzne (zahamowanie tej osoby) lub czynniki zewnętrzne (stosunki kulturowe, normy cywilizacyjne).
- Fantazje samobójcze.
Osoba w sytuacji presuicydalnej zaczyna fantazjować na temat swojej śmierci. Myślenie to ma charakter przekształcający cel w rzeczywistość. Celem staje się samobójstwo. Początkowo niewinne myśli o samobójstwie, dające możliwość rozładowania napięcia w trudnej sytuacji, nabierają charakteru samodzielnych bytów. Stają się natrętnym, obezwładniającym myśleniem. Fantazje samobójcze przechodzą przez trzy etapy:- pierwszy to wyobrażenia bycia martwym (fantazje nie dotyczą samej śmierci, ale bycia martwym, który czuje smak zemsty nad tymi, co go opłakują) na tym etapie śmierć jest zjawiskiem odwracalnym,
- drugi to wyobrażenia podniesieniana siebie ręki bez konkretnych planów samobójstwa,
- trzeci to faza najwyższego zagrożenia gdzie samobójstwo bywa bardzo szczegółowo zaplanowane.
Te detale wzmacniają tendencje samobójcze.
Oceń tekst:

(Głosów: 12, średnia: 4,67 z 5)

Mój komentarz kieruję przede wszystkim do osób, które czują, że znajdują się w sytuacji bez wyjścia. Proszę, aby rozwiązali Państwo sprawę najważniejszą dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich kondycji psychicznej. Jest to osobiste nawrócenie do Jezusa Chrystusa.
Niestety Kościół Katolicki nie przekazuje prawdy, o której świadczy Biblia.
Wg Biblii śmierć Jezusa na krzyżu jest dla Boga wystarczającą odpłatą za grzech. Człowiek musi jedynie uwierzyć w to, że Chrystus umarł za wszystkie jego grzechy i uznać Go za Pana swojego życia. To jest właśnie Dobra Nowina, czyli Ewangelia. Ci, którzy poznali i przyjęli ją są już zbawieni. Ci, którzy po jej poznaniu nie nawrócą się zostaną potępieni (ewangelia wg św. Jana rozdział 3, werset 18). Zbawienie jest łaską, Bóg udziela jej za darmo, a nie pod warunkiem przyjmowania sakramentów czy moralnego postępowania. Dobre uczynki są wynikiem tego, że jest się zbawionym, a nie odwrotnie (list do Efezjan rozdz. 2, w. 8-10). Człowiek, który się nie nawrócił nie ma po prostu siły, aby dobrze postępować. To, że zbawienie jest łaską nie oznacza, że Bóg daje ją tylko niektórym – On pragnie, aby wszyscy znaleźli się w niebie (list do Rzymian rozdz. 7, w. 14 – rozdz. 8, w. 6; pierwszy list do Tymoteusza rozdz. 2, w. 4; drugi list św. Piotra rozdz. 3, w.9).
Nie twierdzę, że nawrócenie automatycznie uleczy depresję, ale na pewno powstrzyma przed samobójstwem. Wiem, że niektórym z Państwa może wydawać się, że po prostu nie są w stanie myśleć o czymś innym niż śmierć, ale proszę mi uwierzyć – jest nadzieja.
Pozdrawiam serdecznie.
Podaję mój mail: arvum@vp.pl
Tekst ciekawy, aczkolwiek troszkę za krótki. Wg mnie nie wyczerpuje zainteresowania problemem.
Nota do Renaty: a co jeśli ktoś jest agnostykiem, czy ateistą? Wówczas wydaje mi się, że jest o wiele łatwiej zrezygnować z życia, mając świadomość, że nie czeka na nas nic złego (piekło, czyściec), a jedynie nieodczuwalna nicość. W takich przypadkach najlepszym lekiem jest rodzina, przyjaciele, empatia, otoczenie uczuciem.
Pozdrawiam.
Dobry tekst. Wiem już czym jest samobójstwo, poniekąd skąd się bierze i nadal wiem ze chce je popelnic.
Nie mam 13 lat, nie mam problemów w szkole, ani z rodzicami. Nie noszę grubych szkieł i drutów na zębach, dzieci nie śmieją się ze mnie.
Mam na imię Marysia, mam 23 lata i niezłą pracę. Mieszkam w wynajętym mieszkaniu z chłopakiem alkoholikiem. Kocham go i trzymam się go kurczowo z bardzo dziwnego powodu…. boję sięciemności i boję się sama spać. Nie potrafię zakończyć tego związku, wiem że jeśli to zrobię to on mnie zniszczy, poza tym jak już wspomniałam-boję się sama spać.
Zawsze myślałam, że moje życie jest niestabilne i od wielu lat myślałam o tym, żeby się zabić. Dopiero niedawno odkryłam, że moim problemem nie jestem JA a ŚWIAT. Jetem totalnie nieprzystosowana do funkcjonowania w takim burdelu. Nie wiem czy to wina moich rodziców, czy mojej psychiki czy wad genetycznych mozgu… Nie rozumien pojęcia ZŁO. Jest ono dla mnie obce i trudne. Boję się ludzi i cierpień jakie mogą mi zadac. Boję się wszystkiego. Mój lęk jest oswojony i dla mnie zrozumiały a jednak paraliżuje mnie. Boję się życia i profilaktycznie chciałabym umrzeć.
Jezus wam nic nie da jeśli nie ma się wsparcia rodziny i przyjaciół to nie ma szans wyjść
z depresji a modlenie to strata czasu ślepi ludzie mają gdzieś swoich bliskich a potem się dziwią i płaczą ze nic nie zrobili a mogli
Piszę do 23letniej kolezanki dwa posty wyzej…mam nadzieję,że zyjesz i dajesz radę…Jestem kilka lat starsza…Trzy lata temu chcialam zakonczyc swoje życie. Dokładnie wszystko zaplanowałam. Najintensywniej myślałam o tym przez ostatni miesiąc prze dcałym palnem…W końcu 31 grudnia późnym popołudniem wróciłam do domu i w czasie gdy już połowa sie bawiła a reszta dopiero szykowała na powitanie nowego roku, ja to zrobiłam…Wyłączylam telefony i odciełam się…Miałam nadzieję, że na zawsze…Jakimś cudem mnie uratowano…Aż dziw, że miałam to szczeście…W tegorocznego Sylwestra miną trzy lata a ja cały czas nie jestem na tyle silna by powiedziec, że nigdy tego nie zrobię, bo jestem słaba…Ale wspominając to płaczę i ceiszę się, że zyję… Rozejrzyj się za jaką specjalistyczną poradnią. Są takie, które udzielają pomocy darmowo. Jedno Ci moge napisac…choc jestem dalej slaba to żałuję jak cholera, że wtedy chcialam się zabic…W końcu będziesz silniejsza i otrzesz łzy. Trzymam za Ciebie kciuki Kochana!
rozumiem Ciebie Marysiu nawet nie wiesz jak bardzo ………………u mnie tez juz decyzje podjete …. WESOŁYCH ŚWIĄT
http://www.youtube.com/watch?v=uGPjNxcn9lg banalne ale po nieudanej probie samobojczej jeden z takich filmikow wyslany przez osobe mi bliska dodal sily i juz nigdy nie probowalam odebrac sobie zycia…
3majcie sie ciepło w te smutne jak dla mnie świeta. Też wieloktonie myślałem o tym, pare razy nawet juz planowałem i podejmowałem próby. Na dzień dzisiejszy już 8 lat lecze sie na nerwice połączoną z depresją, Dużo mnie kosztuje życie na codzień i udawanie że jest ok. Pomimo że czasem mam okopne lęki i boje sie wyjśc z domu to jednak nie wiedzieć czemu zaciskam zęby i próbuje, chociaż często brakuje sensu w tym moim wysiłku. Przez te jebane 8 lat choroby skończyłem prawo, robiłem o notariusza 1,5 roku i 4 miechy u komornika, teraz dostałem sie na aplikacje. Po drodze stwierdzili u mnie wrzody dwunastnicy, raz nawet ledwo przeżyłem bo pękł mi jeden i krwotoku dostałem. Pomimo tego wszytskiego cały czas staram sie ogarnąc swoje życie, ale na prawde chyba nie umiem. Szukałem pomocy wszędzie ale w dalszym ciągu nie wiem jak żyć, bez tego ciągłego niepokoju, leku i stresu.
Ja już chyba nie potrafie. Od kilku lat zmagam się z wizja smobójstwa, raz próbowałam jednak nie udało się. Żyje zupełnie w poczuciu bezsensu i celu, oczywiście nie ma się co oszukiwać to wszystko nie zaprzeczalnie nie ma sensu, chciałabym mieć taką odwage.. Czasem myśle że potrzebuje pomocy, czasem. Coraz mniej czuje, mniej mnie intresuje to wszystko, żyje w swoim świecie zupełnie sama. Czy mi dobrze, mi wszystko jedno,tylko tej odwagi… Chciałabym chyba pierwszy raz od nie wiem czy kiedykolwiek miałam takie pragnienia- żeby coś mi się udało, żebym była szczęślia, wtedy może by było inaczej. Nie mam siły..
W zasadzie nie wiem dlaczego pisze… chyba po to zeby wam usiwadomic ze to nie pomaga – probowalam i u psychologa, rodziny, przyjaciela… oni nie rozumieja!!! glupie kometarze w stylu ‘dlaczego myslisz ze akurat ty masz gorzej w zyciu’ tylko powiekszaja agresje, a psycholog … no coz ‘ustalmy spotkanie za 2 tygodnie’… glupia baba, nie ma pojecia ze za 2 tygodnie ktos glupi moze mnie przygniesc tak ze juz nie wstane. nie pisze zeby prosic o pomoc (do redakcji-nie zycze sobie zadnego kontaktu!) – w koncu podeszlam do tego jak do choroby, calkiem rozsadnie, bylam u lekarza. ta kretynka doszla do wniosku ze nie sa mi potrzebne lekarstwa – ciekawe jaki ma w tym interes. w kazdym razie jestem przygotowana, mam testament, dzisiaj jest ok, ale jesli mi odbije jutro, wiekszosc rzeczy mam juz pozamykane, reszta jest mi obojetna.
Takze – rozmowa o tym co w nas siedzi nie zawsze pomaga, bo nie rozwiazuje problemu, tylko ktos inny o tym wie – wiec jesli chcecie zyc, rozwiazcie problem, a jesli to niemozliwe (jak u mnie) … no coz, ja dalej walcze i jakas czesc mnie ma nadzieje. to uczucie skonczenia ze soba przychodzi falami i bywa tak intensywne, tak pociagajace, tak jakbym nagle MUSIALA napic sie wody, potwornie trudno sie temu oprzec. wy pewnie tez tak sie czujecie…
Polecam fajny artykuł pt: “Samobójstwo – ucieczka przed światem czy wołanie o pomoc?” jest to rozmowa z prof Brunonem Hołystem – polskim prawnik, prof. zw. dr hab. nauk prawnych o specjalności kryminalistyka, kryminologia, profilaktyka społeczna, suicydologia, wiktymologia i terroryzm.
http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/samobojstwo-ucieczka-przed-swiatem-czy-wolanie-o-pomoc/
Wątpliwości mogą miec osoby młode.. a co dalej zrobić, jeśli się okazuje w wieku lat 48,że całe życie nie ma sensu. Sory, nie całe życie – dalsze życie.Wewnętrznie czuje się młoda- noga na nogę i blues, ale na pysku znamię lat. Jednak nie o to chodzi., ważne,że bilans jest ujemny. Żadnych, kurczę, dokonań, marzenia na śmietnik, sukcesy zawodowe – diabła warte, wszystkie decyzje – błędne. Czy jest ktoś/coś co może mnie przekonać, że warto dalej……..? Aha,proszę bez modlitwy, nie wierzę.
http://www.chcesiezabic.pl strona osoby, ktora pomaga nie popełnic samobojsywo, ale zyc. pozdrawiam
Faktycznie czasem życie tak doskwiera że sie ma dosyć.Nie powoduje takich myśli jedno niepowodzenie ale ich kumulacja trwajaca latami.Ja jestem samotna z dwojgiem dzieci ale już nie wyrabiam.Straciłam właśnie prace,rozstałam sie z mężem, teraz zostawił mnie człowiek którego kochałam ,wiele poświęciłam dla niego.Nie mam już siły walczyć z całym swiatem.Do tej pory przy życiu trzymał mnie mój 7 letni synek ale powoli to dziecko już nie jest wstanie.Jestem ze wszystkim sama pracy znależć nie moge,jak umre to dzieci chociaz rętę będą miały i może ojciec sie nimi zajmie,czasem Bóg zsyła cierpienia ponad siły i nie da sie ich pokonać
Ciekawy artykuł, jednak za krótki, co do samobójstw to wydaje mi się,że niektórzy są już nim naznaczeni, to się czuje w sobie że to kiedyś nastąpi, rozwija się pomału jak nowotwór…to są etapy.Sam w sobie to nosze od bardzo dawna, mimo że mam już 29lat,czuję się niespelniony w zyciu, zawodowo, nawet osoba z którą jestem już mnie nie cieszy i chyba juz jej nie kocham,ale z drugiej strony nie potrafie być ze soba sam na sam i nie mieć nic do wykonania.
Jest we mnie wiele sprzeczności, uważam też że farmakologiczne leczenie ma jakiś dobry wpływ na walke ze swymi lękami. Mnie trochę pomogło ale ostatnio znowu coś mnie dopada,pozdrawiam was wszystkich.
DO WSZYSTKICH OSÓB, KTÓRE PISZĄ, ŻE MAJĄ ZAPLANOWANĄ SWOJĄ ŚMIERĆ, ALBO MYŚLĄ O SAMOBÓJSTWIE. PO PIERWSZE :
– POMYŚLCIE O SOBIE, O TYM CO WAS INTERESUJE, ZAJMNIJCIE SIĘ TYM. zACZNIJCIE TAŃCZYĆ, ŚPIEWAĆ, CHODZIĆ NA DŁUGIE SPACERY, BIEGAĆ, KUPCIE SOBIE MALUTKIE STWORZENIE, KTÓRYM SIĘ ZAOPIEKUJECIE.
-POMYŚLCIE O RODZINIE, KTORA WAS KOCHA, POTRZEBUJE, O ZNAJOMYCH, KTÓRZY CHĘTNIE POMOGĄ
- WARTO POPROSIĆ O POMOC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-ŻYCIE TO NIE TYLKO PROBLEMY, OD KTÓRYCH SIĘ UCIEKA, ŻYCIE TO WYZWANIE, TRZEBA STAWIĆ MU CZOŁO I WYGRAĆ!!
- LUDZIE MAJĄ WIELE PROBLEMÓW, CHOROBA , BRAK PIENIĘDZY ITD, ALE CZY KAŻDY Z NICH ODBIERA SOBIE ŻYCIE?? WALCZĄ O TO ABY GODNIE ŻYĆ
- CHŁOPAK ALKOHOLIK?? ALBO ZACZNIE SIĘ LECZYĆ, ALBO ZNISZCZY CI “EUROPO” ŻYCIE….MOŻESZ POPROSIĆ KOLEŻANKĘ, ŻEBY Z TOBĄ ZAMIESZKAŁA. JEST NA PEWNO KILKA SPOSOBÓW NA TO ABY SOBIE Z TYM PORADZIĆ, NA PEWNO JESTEŚ W STANIE COŚ WYMYŚLIĆ. MOŻNA SPAĆ PRZY ZAPALONYM ŚWIETLE.
-pAPROTKO I STOKROTKO-> JESTESCIE NA DOBREJ DRODZE, ABY TE MYŚLI ODESZŁY, NAPISAŁYŚCIE TUTAJ, CHCECIE ABY TE MYŚLI ODESZŁY,MACIE NADZIEJE. MAM NADZIEJE, ZE ZNAJDZIECIE LEPSZEGO PSYCHOLOGA, KTORY Z WAMI POROZMAWIA W 4 OCZY. JA RADZE WAM WZIAC DŁUGOPIS I KARTKE,POCZYM WYPISAC NA NIEJ SWOJE DOBRE CECHY, TO CO DOBREGO INNI MOWIA O WAS. NA PEWNO JESTESCIE W STANIE WYPISAC DUZO.WIERZE W TO. NA PEWNO JESTESCIE WRAZLIWYMI, DOBRYMI I MADRYMI OSOBAMI. NA PEWNO JESTESCIE ODPOWIEDZIALNE I CHCECIE BYC SZCZESLIWYMI OSOBAMI. TO JUZ KILKA CECH KTORE MOZECIE WYPISAC.
- PAMIETAJCIE, KAŻDY MA PRAWO DO SZCZĘŚCIA!! A SZCZESCIEM JEST JUŻ ŻYCIE!! JEST RODZINA, MŁOŚĆ, KAŻDY Z NAS MA SZCZESCIE, JEŚLI SAM MOŻE PODEJMOWAĆ DECYZJE. POKOCHAJCIE SIEBIE I SWOJE ZYCIE. NIE MUSI BYĆ ONO IDEALNE, WAŻNE ŻEBY BYŁO.
Po przeczytaniu tego artykułu, zdałem sobie sprawę że mam duży problem z którym nie poradzę sobie w łatwy sposób. Od dłuższego czasu myślę o samobójstwie, ostatnio bardzo intensywnie ponieważ moje dotychczasowe problemy wyjaśnił y się na moją niekorzyść. Nigdy nie myślałem że na będę planował swoją śmierć i będzie mi to przynosić ulgę. Mam dla kogo żyć, zdaję sprawę że bliscy przeżyją to bardzo dotkliwie, w dużym stopniu powstrzymuję mnie to od ostatecznego decyzji. Boję się śmierci, szanuje te osoby które miały odwagę ze popełnić samobójstwo, myślę że jest na tyle silna że graniczy z zmianą siebie i naprawą swojego życia. Ja ciągle się waham, próbuje walczyć, delektuje się dobrymi chwilami, wyciągam wnioski, żyję konsekwentnie mimo to popadam w coraz to gorszy dół. Codziennie czuję lęk i strach, męczę się, czuję potworne zmęczenie, nie mogę spać, udało mi się pokonać ból fizyczny – czułem taki beton w klatce piersiowej, teraz powoli znika. Ciągły niepokój, totalny bezsens, obwinianie się, wśród kilku przyjaciół i wielu znajomych, kobiecie która mnie kochała, zostałem sam i właśnie pustka to określenie tego co teraz odczuwam. Wiele razy myślałem że to czyste fantazje, teraz czuję że mógłbym to zrobić. Boję się, bo przecież trzeba sobie zadać spory ból, trzeba zawieść rodziców i wyrządzić im krzywdę, trzeba pewnej organizacji żeby tego dokonać, samo napisanie listu pożegnalnego z pozoru nie jest takie łatwe. W dodatku nie jest to ciągle jednoznaczne uczucie, są momenty w których czuję że moje życie może być jeszcze udane, tylko że jest ich niewiele i tak jak często myślę o śmierci tak i to piękno życia uznaje za złudzenie. Nigdy nie byłem tak wypalony wewnętrznie i tak samotny. to co piszę to pewnie takie sos dla innych, próba zwrócenia uwagi na siebie, trochę się tym brzydzę. Nie wiem po co to piszę, osoba którą chciałbym żeby to zainteresowało, nie chcę mnie znać a ja nie chcę zepsuć jej życia, swoje już dawno zepsułem. Ta świadomość że nie mam wpływu na to co się stanie, że nie cofnę przeszłości jest koszmarem każdego dnia. Przestrzegam wszystkich żeby dbali o swoje życie i pielęgnowali w sobie to co dobre, póki macie do czego wracać, choćby to były jakieś małe dla innych nieistotne sprawy sprawy.
Ja ostatnio czuje okropny bezsens mojego życia.Mimo że są obok moje dzieci i je kocham ale nie potrafie sie nimi cieszyć.Nie mam siły wyjść z synem na plac zabaw.Ciągle szukam pracy ale stale słysze nic nie mamy dla pani!!!!!!Po prostu ogarnia mnie strach przed dniem jutrzejszym i tym co dalej.Osoba którą kocham jest bardzo daleko i widze ja raz w miesiącu,pozostaje tylko skype i smsy.To jednak nie wystarcza chyba w obecnym moim stanie bo na codzień borykam sie ze wszystkim sama.Pomyślałam że jak sie zabije moje dzieci będą miały przynajmniej godziwy byt bo dostaną rentę po mnie a mój były mąż jest związany z kobietą więc może ona zapewni im ciepło i miłość.Jestem beznadziejna w każdym aspekcie,po co dzieciom taki nieudolny pasożyt jak ja,zabieram tylko miejsce na ziemi.Coraz częściej myśle o tym aby sie zabić by moim dzieciom żyło sie lepiej.Zastanawiam sie tylko nad czasem odpowiednim i metodą by nie bolało.Napewno to wkrótce nastąpi bo zbieram sie na odwage……….
Magnolio, czy rozmawiałaś z kimś o swoich problemach? Z kimś, kto byłby w stanie Ci pomóc, wesprzeć w tych trudnych chwilach? Kiedy czytam te komentarze to uderza w nich fakt, że bardzo wielu ludzi ma myśli samobójcze. Radzimy sobie z nimi na własną rękę a może warto by było komuś się zwierzyć, jakiejś bliskiej osobie lub komuś kto budzi zaufanie. Mi swego czasu to bardzo pomogło. Szczera rozmowa nie zlikwiduje problemów ale sprawi, że przynajmniej człowiek nie będzie się czuł osamotniony w swoim cierpieniu. Może warto dać sobie jeszcze trochę czasu, spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy? To taka moja sugestia dla osób wypowiadających się w tym temacie i dla wszystkich, których problem dotyczy. Mamy wolną wolę i tylko od nas zależy jak wykorzystamy czas na tym świecie. Zdaję sobie sprawę, że stojąc przed wyborem: żyć i się męczyć lub umrzeć i nie zmagać się już więcej z problemami człowiek znajduje się jak między młotem a kowadłem. Życie wymaga tak wielu wyrzeczeń, wysiłku a śmierć tylko chwilowego impulsu do działania. Czy jednak warto samemu wychodzić na spotkanie śmierci? Przecież ona i tak kiedyś przyjdzie do nas sama.
Jest pewna bardzo mądra, książka “Noc szybko nadchodzi”- Kay Redfield Jamison -polecam wszystkim serdecznie. Po jej przeczytaniu wiele zrozumiałam.
Witam. Z artykulu wynika, ze jestem praktycznie krok od smierci. Naprawde dziwne uczucie, czuje sie jakbym pokonal wszystkie levele w jakiejs grze zwanej “proba przetrwania”. Czesc komentarzy dala mi do zrozumienia, ze to co odczuwam nie zalezy od wyksztalcenia, wieku, pracy, ilosci posiadanych pieniedzy, zlego dziecinstwa czy dzieci. Kazdy czlowiek ma jakies swoje wieksze lub mniejsze problemy ale skad sie bierze ta niechec do zycia ?
Aktualnie 24 lata, zero obowiazkow, utrzymuje mnie rodzina, a jedynym problemem jestem ja. Byla kobieta, byla praca, dom, kilkukrotna proba podjecia dalszej edukacji ale wszystko na marne, bo zawsze majac to konczylo sie tak samo na beznadziejnym uczuciu, ze nie chce tak zyc. Ostatnio sie zastanawialem “a moze sprobowac raz jeszcze, spotykac sie z ludzmi, poznac kogos i jak pojawia sie dzieci to nadadza mi jakis sens, droge, kierunek” ale juz widze, ze skonczy sie tak samo. Nie mam juz sil na to. Mysle racjonalnie i jestem realista, a do tego do bolu tolerancyjny, bez wiekszego problemu potrafie nawiazac kontakt z ludzmi bedac poprostu szczerym.
Lata mijaja, a by usnac to ciagle fantazjuje o wlasnej smierci, a takze o bliskich mi jeszcze osobach co mnie doprowadza do placzu, a przy tym sprawia jakas dziwna przyjemnosc i nie moge sie juz tego pozbyc, ciagnie sie to juz za dlugo. Psycholodzy, psychiatrzy… po kilku wizytach zwatpilem w ich kompetencje i w te wszystkie oglupiajace mnie leki.
Zastanawialem sie ostatnio, ze jedyne co mam z zycia i wiem, ze nikt mi tego nie zabierze to moje blizny, wszystko inne jakis czlowiek moze zniszczyc, nawet ten wewnetrny glos ktory kazdy z nas posiada mozna zmianipulowac, pamiec stracic itd. ale blizny zawsze beda mowily, ze cos jest nie tak i nikt ich nie “zmyje”
Co ja tutaj jeszcze robie ? Sam nie wiem. Budzac sie kazdego dnia wmawiam sobie, ze to kolejny nowy dzien, nowe przemyslenia, jakies mozliwosci ! Swietny sposob na przedluzenie tej agonii, no ale zyje, takie zycie z dnia na dzien na wielkiej hustawce. Totalnie zniechecony i tak jakby juz nic nie moglo mnie zaskoczyc, ale raz na jakis czas znajdzie sie ktos z kim moge porozmawiac, tak szczerze i na poczatku bezinteresownie, no ale nic nie trwa wiecznie.
Rozpisalem sie, rzadko to robie, nie udzielam sie praktycznie w ogole na forach itp. Milo slyszec, ze sa ludzie ktorzy czuja sie tak samo i pisza o tym, ale nawet najwiekszemu wrogowi nie zyczylbym by przez cos takiego przechodzil.
Pozdrawiam i zycze kazdemu z Was znalezienia w zyciu tego, czego nie mogli znalezc ci ktorzy szukali, a nie znalezli.
Witam Po przeczytaniu artykulu powiem o sobie tak : Na niczym mi nie zależy Nie radze sobie z życiem Stoję w miejscu Wciaz czuje jakbym byla w pulapce. Nic mi nie wychodzi jak powinno Czuje sie beznadziejnie Nie mam po co rano sie budzić Unikam kontaktow z innymi ludzmi Wciąż jakby uciekam, staje sie niewidzialna Nie jestem w stanie wykonać takich najprostrzych rzeczy jak sprzątanie mieszkania Zaraz czuję jak siły ze mnie spływają Kurcze Ja już przeszlam te stany z samobojstwem ale po co bym miala to zrobić To nic nie da Tylko stworze problemy dla mojego otoczenia Pogodzilam sie juz z tym ze nie ma dla mnie niczego milego dobrego Wpadlam w anoreksję (i o dziwo dobrze sie w niej czulam – na jakiś czas) ale już z niej sie podnioslam Ludzie źle oceniają takich jak ja Po prostu po co komentować Ja sobie zyje w tym dziwnym świecie i niech to nikogo nie obchodzi Jaki cel w dokladaniu mi mowiąc ze jestem “znudzona leniwa” To okropne Nie jestem Nie mam czym byc znudzona Ja tylko nie mam sily na życie Boje sie go A pragnęlabym coś w sobie naprawić ale nie potrafie Zapadalam sie w sobie z roku na rok Nie wiem wlasciwie co mi jest ale pozytywne to nie jest a męczące i beznadziejne jak wszystko Mam 24 lata Moj stan utrzymuje sie od wielu lat Z tym że czasem jest lżej a innym razem chcialabym wtopić sie w ścianę Jesli ktoś tu też ma depresje czy coś w tym rodzaju Nigdy w zyciu nie rozmawialam z drugą osobą dotknitą takimi przykrymi doznaniami : gg 9051752
Od pewnego czasu obserwuje posty które się tu pojawiają, z dużym zainteresowaniem czytam i porównuje je do mojej sytuacji. Nie potrafię ocenić ile czasu mi zostało i kiedy nastąpi moment w którym zdecyduję się zabić. Chciałbym być kimś innym niż jestem, chciałbym potrafić cieszyć się życiem, chciałbym żeby problem samobójstwa nie dotyczył właśnie właśnie mnie. Kilka razy podejmowałem różne plany, które miały na celu odmienić moje życie. Były momenty lepsze i gorsze, próbowałem, starałem się, podejmowałem wyzwania – mniejsze, większe – niestety każda próba ostatecznie kończyła się klęską, jak i teraz. Żyłem dużą nadzieją że uda mi się z pewną kobietą, dużo dla niej poświeciłem, jest miłością mojego życia ale wiem że nie będziemy już razem nigdy. Zepsułem wszystko co mogłem, spaliłem wszystkie mosty, nie widzę żadnego wyjścia. Nie mogę spać, z małymi przerwaniu ból przy każdym oddechu, na co dzień silny stres, lęk, poranne koszmary. Wszystko czego się dotknę idzie na dno, za każdym razem ludzie dają mi do zrozumienia gdzie jestem. Ogarnia mnie apatia i samotność, wszystkiego się zaczynam bać do tego stopnia że śmierć wydaje mi się wolnością
Spożywam jako takie posilki, wychodze z psem, do sklepu, robie zakupy na pare dni a przecież nie wiem czy jutro wlasnie nadejdzie ten sygnał wewnątrz mnie ze mogę się już kompletnie uwolnić od życia, chodze spać… i mam nadzieje ze się nie obudze ani razu wiecej.
Jednak wstaje i znów całe mechaniczne czynności jak co dzień.
Myslenie czy rozmawianie o swojej samobójczej śmierci jest dla mnie normalne. Czasem łamie mi się głos, mysli się wyrywają ale to raczej jedyna metoda by uciec. Jestem bezradna.
Co mam dzis zrobić? Gdy nie mam gdzie isc do kogo po co. Jestem ludziom kompletnie zbędna. Kupilam czajnik elektryczny siostrze do domu a ona zaraz że jej źle kolor wybrałam. Niby nic. Niby płytkie. Jednak nawet koloru nie potrafie odpowiedniego wybrać. Nawet ten kolor się jej nie podobał a przecież to jest prezent Kurrrrrwa
Prawde mowiąc nie mam sily się dzis zabić. Jakkolwiek to brzmi. Mam to gdzieś.
Zle ze mną jest od wielu lat jednak teraz jest zupełnie bez sensu. Może nie jestem stara lecz czas umierac Moje misje których się podjęłam zostaną nieukończone bo chyba takie ich przeznaczenie było bym ja je spierdoliła. Niewiele po sobie zostawie. Nieprzyjemne wspomnienia. Sama bym tak siebie wspominała. Z niechęcią. Jestem pewna ze ludzie z którymi mialam styczność wcale nie odczują mojej nieobecności w złych aspektach. Ulga dla wszystkich.
Tylko ta wewnętrzna i ostatnia blokada we mnie. Ten szept niesłyszalny że nie dam rady targnąc się na swoje życie. Pozegnalam się już ze swiatem prawie. Bo nie wiem jak to zrobić tak bym wiedziała ze się rzeczywiście pożegnałam. To nie jest dla swiata to zegnanie a dla mnie. To mi uswiadamia jeszcze bardziej ze nawet szczególnie nie mam się z kim czym pożegnać. Czuję wstyd ze utrzymywałam się przy zyciu tyle baznadziejnych lat. Jak debilka. Bezcelowo. Zabieralam ludziom oddech, jedzenie, miejsce na chodniku, miejsce w kolejce do kasy, siedzenie w autobusie…
Może i bym mogla tak dalej w tym tkwić ale bezrobocie totalnie zwaliło mnie z nóg. Nie ma pracy dla mnie. Jak jest to szkoda gadać. Po prostu praca prawie za darmo i nie wiadomo czy szef zapłaci laskawie. A ja się z tego nie utrzymam ludzie!!! No jak?! KURFA JAK Dlaczego mam się czuc jak ścierwo.
Zastanawialam się czego szkoda by mi było zostawić tu na ziemi. To są proste rzeczy muzyka film zieleń wiosny lata ciepło słońca mój pies(właściwie mojej siostry) Nic wiecej. Aaaa rodzina? Nie kochają mnie (?) i będzie im lepiej gdy się sama siebie pozbęde. Nie chce nikomu sobą Glowy zawracac. Nie powinnam sie wogole narodzić. To był błąd. Kto powiedział ze każdy musi zyc ? Nie można chcieć umrzec, odebrac sobie zycia, przerwac swój indywidualny koszmar.
Marzylam niegdyś. Mialam jakąs nadzieje ale wszystko czego się dotknę idzie na dno. Zwyczajnie. Nikt mi nic nie powierza bo wiadomo. Albo klątwa albo co. Nie mogę znieść tego ze się staram a wychodzi gowno. Jestem perfekcjonistką i naprawde się staram jak już cos robie. Dlatego nie wiem czemu nic mi sienie udało w zyciu.
Ucieklam od ludzi. Nie mam z nimi dobrego kontaktu. Wiem ze jestem wybrakowana i gorsza. Ze nie powinnam im psuć ich pojebanych poukładanych żyć. Są jacy są i nic mi do tego.
Śmierc interpretuje tak pozytywnie do tego stopnia ze gdy slysze ze ktos umarł to mu gratuluję w głębi duszy. Ze się wyrwal i mogl uciec. Nawet jak sam chciał jeszcze zyc to ja wiem ze wyszlo mu to na dobre. Skonczyly się tutejsze problemy, zmartwienia, cokolwiek zlego i wrogiego, wszystko co sprawia ból, prowokuje łzy. Koniec ze zlymi ludzmi, psychicznymi sytuacjami, papa beznadziejo, bezsensie istnienia. Pocaluj mnie w dupsko ohydny swiecie i parszywi ludzie gównozjady. Wasze fałszywe uśmiechy są warte mojego pierdnięcia. Nikomu już nie musze starac się zaufać, nie wiem, nie mam świadomości, być może śpie. Wkazdym razie coś zrobiłam, to jest po prostu nastepny krok w drodze nie wiadomo gdzie. Umiera każdy wiec dlaczego ja nie mogę teraz, lub w chwilii gdy poczuję ze muszę. Dlaczego zaraz ubezwłasnowolnienie, przytwierdzenie do łuzka, psychotropy. Traktowanie człowieka jak co? Worka z zawartością – życie. Z którego pod zadnym pozorem nie można go wylać. To wy debile jesteście wariatami zamkniete umysły. Powinno się pomagac takim ludziom by osiągnęli swój ostatni cel z godnością.
Nie wiem co po śmierci jest ale sama śmierć to musi być szczescie. Ta malutka chwila. Czuję ze nic zlego mnie w niej już nie zadusi. Co potem? Może coś gorszego? A da się gorzej? Pewnie tak… Moze uciekne z jednego koszmaru w następny…
Nie czcze zadnego boga ani nie jestem przeciwko religiom. Jak komus trzeba to bardzo proszę. Mnie cale zycie zmuszano to chrzescijanstwa. Wypelnilam odpowiednie sakramenty. Ale nie wierze w to, nie podoba mi sie to spojreznie na świat. To ogłupienie. W każdym razie wiem ze nic nie wiem. Moze bede przeklęta przez to. Ale nie umiem tak.
Nie wytrzymam już tego stanu więcej. Zrozumialam ze tak musi być.
Najgorsze wlasnie ze ja sama musze to zrobić. Swoimi rekami. Posłuchac swojej woli. I wiem ze to nieodwracalne, że nie będzie korekty ani delete. Jedynie wieczne ESCAPE.
A jeszcze taka sprawa: JA CHCE ŻYĆ !!!!! (ale nie tak) Szkoda że ma na ziemi nikogo, niczego co może mnie zawrocic z tej drogi nim skoczę w przezpaść. Nikt mnie nie uratuje! Jakie to smutne. Popierdolone. Powiedz sam/a ze to godne uśmiania. Wiem ze jestem śmieszna, żałosna, miotam się między myslami.
Podobnie jak TY?
ps pisalam tu juz wczesniej ale wciąż sie szarpię z myslami i zamiarami dlatego piszę ponownie i nie wiem po co.
Czytam Wasze posty i Wasze uczucia, to co dzieje sie w psychice są takie podobne do moich. Nie mam już siły po prostu. Mam 28 lat a nie mam nic, po prostu mnie już nie ma. Dziś jest w ogóle tragicznie, siedzę i ryczę. Dzwonił telefon, może ktoś z zaproszeniem na rozmowę kwalifikaacyjną. Nie odebrałam, nie chcę mi sie nigdie iść, po prostu rzygać mi sie chce jak pomyśle, że musiałabym znowu udawwać normalną wesołą osobę, którą nie jestem, udawać , że chcę pracować, kiedy nie chce nawet żyć. szkoda głowę zawracać.
wiem, że nie ma dla mnie miejsca na świecie, nie wiem po co sie tu męczę…
Aniu, Ago i inni,
Dajcie sobie szansę i pójdźcie do psychologa i/lub psychiatry. Choćby po to, aby nie móc zarzucić sobie, że nie zrobiło się wszystkiego co w naszej mocy.
Gdybym miał dobrą pracę, partnera, przyjaciół to pewnie zniknęła by i depresja, która wynika z bezsilności i nieporadności. Chyba u Was jest podobnie, Aniu, Ago? To chyba nie depresja lecz nieumiejętność konstruktywnego radzenia sobie z problemami i wyolbrzymianie ich? Doskonale to rozumiem, bo to sam mam.
Ja od 2 lat walczę z depresją z pomocą lekarstw i psychologa – leczę się i jakoś sobie radzę choć jest mi trudno i czasem dopadają mnie myśli samobójcze ale głównie z powodu beznadziejnych wyników w “wyścigu szczurów” i nadziei na lepszy wynik
Ja bym radził przeczekać okres burzy i smutku, rozpocząć leczenie i spokojnie poczekać na nadejście weselszych czasów
Trzymam kciuki! Głowa do góry!
Wojtek
Wojtku, w znacznym stopniu trafnie nazwałeś moje problemy – bezsilność, nieporadność, nieumiejętność radzenia sobie z problemami. Tylko, że ja sobie zdaje z tego sprawe i nie jest mi od tego lepiej. Niczego też nie wyolbrzymiam
Przeczekać okres smutku próbuję od ponad 10 lat i ciągle nic… Wiem, że nic dobrego już się nie wydarzy.
U psychologa byłam, chociaż bardziej z problemem fobii społecznej, tak przynajmniej powiedziałam na wizycie (w sumie u mnie się to nierozerwalnie wiąże z depresją). Po 2 spotkaniu zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że nic mi to nie da-takie gadanie. Za dużo czasu to trwa, ta moja fobia, za bardzo mnie zniszczyło. Jakakolwiek zmiana wymagałaby ode mnie ogromnej pracy nad sobą, wszystko musiałoby się zmienic, a ja nie mam na to siły, nie mam po co, nie mam dla kogo. To jest chyba najgorsze – nie mam dla kogo walczyć.
To tyle o mnie…
Anno, pięknie to napisałaś. Dokładnie oddałaś tok również moich myśli.
ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki. Koniec szkoły, mnóstwo obowiązków. Straciłam cudowną przyjaciółkę i dawną paczkę znajomych przez wlasny egoizm i ciekawosc wpadłam w nowe towarzystwo – zajebiscie nudnych i wkurw snobow, lalusiow, dumnych i uwazajacych sie za niewiadomo kogo ludzi, zupelnie innych niz ja, z innymi planami, marzeniami, poczuciem humoru. Myslalam ze zeswiruje. Wiele razy probowalam się odciac i zostac sama znalezzc kogos z kim bede mogla normalnie porozmawiac o zyciu a nie o tym ile kosztowala jakas tam jebana sukienka. ale moja dobra kumpela ( ta dla ktorej porzucilam dawny styl zycia i dawnych przyjacol) mowila, że to ostatni rok.. zebym wytrzymala… zebym sie z nimi nie klocila bo to bez sensu robic niepryjemna atmosfere.. ze moge na nich liczyc.. i ze tworzymy paaczke.. Taaa tyle ze ona do nich pasowala.. ja nie. Po jakims czasie przejelam ich sposob bycia. Wyssali ze mnie energie. nie mialam na nic sily i ochoty. Jestem osobą spontaniczną, a oni zachowywali sie jakby mieli 50 lat. Czulam sie niesamowicie samotna i nierozumiana.. do tego mnostwo pracy w szkole.. klotnie z jakimis frajerami i ciagle upokorzenia, stracilam pewnosc siebie i dawna sile.. nie czulam sie dobrze taka jaka jestem.. nie akceptowalam nowej siebie. Na szczescie przyszedl czerwiec i uwolnilam sie!!! Potrzebowalam dwoch tygodni tptalnej samotnosci i odizolowania aby wreszcie poczuc ze zyje… czuje sie teraz zajebiscie. mimo ze samotna.. ze stracilam wiele ale jestem soba!! NIE jestem taka jak one .. czuje sie szczesliwa.. przestaly mnie przytlaczac.. nie odzywam sie do nich juz od miesiaca.. jedynie od czasu do czasu pisze z tamta kumpela, bo duzo razem przeszlysmy i wiemy o sobie wszystko, ale to koniec
nawet bole brzucha mi przeszly.. teraz nie zamierzam juz szukac zadnych znajomych. dobrze mi tak.
Czuję straszny bezsens życia, mimo iż mam dzieci one nie są obok mnie, nie umiem się cieszyć ich miłością. Osoba, która kocham jest daleko, często dochodzi do kłótni i czuję niezrozumienie moich problemów czasami. Niezrozumienie z własnymi rodzicami, brak zainteresowania moimi problemami, a tu w jednym tygodniu utrata stanowiska, coraz większe długi którym nie można podołać i nagle problemy mieszkaniowe, wizja tego iż być może jeszcze nie będę miał gdzie mieszkać. Tracę siły na życie, skrzętnie planując swoje samobójstwo z najdrobniejszymi szczegółami. Zbieram się na odwagę. Jestem nieudolny jak pasożyt, człowiek, któremu w życiu nic nie wychodzi dobrze a czego się tyka to spieprzy. Proszę Boga by mnie wziął do siebie.
czytam wszystkie Wasze posty, nie przerażają mnie … czemu? a z tej właśnie przyczyny- niedawno straciłam Mamę , mam zaledwie i aż 22lata… ja Ją znalazłam, napiszę tylko tyle przed każdą TAKĄ myślą zastanówcie się jaką krzywdę robicie tym co pozostają i ile po tym zdarzeniu zostanie z nich samych a ile im zabierzecie bezpowrotnie! Jeśli nie myślicie o sobie pomyślcie chociaż o rodzinach znajomych , ludziach którzy Was lubią, kochają chociaż może czasami tego nie okazują.
Jeśli ktoś nadal ma wątpliwości czy nadal żyć i dla kogo, lub wątpliwości czy bliscy odczują śmierć niech napisze gdyż ja jestem młodym dowodem na to ile z człowieka pozostaje po przeżyciu takiej tragedii gdyż niestety nie jest to śmierć naturalna i nie jest się łatwo z nią pogodzić tym bardziej gdy mieszka się w tym domu gdzie stało się to zdarzenie… i uwierzcie mi że nie ma nic gorszego żadne problemy ze sobą , żadne problemy finansowe, żadne rozstania nie są gorsze od śmierci bliskiej osoby czemu? bo na wszystko inne mamy wpływ… życze Wszystkim to obecnym więcej wiary w siebie i w ludzi bo warto … naprawdę.
Ale jakie macie konkretne problemy by si zabijac? bezsens zycia to dla mnie za malo.
ja kiedys myslalam o smierci(teraz troche przeszlo, bo moje zycie sie zmienilo)bo po prostu mialam problemy we wszystkich dziedzinach zycia : w milosci, w przyjazni, otoczeniu, w rodzinie, w szkole i jeszcze czulam sie niespelniona w kwestii moich marzen.
nie mialam wsparcia z zadnej strony, chociaz niektorzy widzieli ze jest coraz gorzej – ale nie robili nic. rodzice bagatelizowali moje problemy, ludzi dookola nic nie obchodzilam, nie mialam zadnych przyjaciol, a jeszcze śmiali sie ze mnie tylko. bylam zupelnie sama, wiec sie zalamalam, bo naprawde nie moglam na nikogo liczyc- wracalam do domu i zamykalam sie w pokoju, plakalam, swiat mnie odrzucil po prostu.. i nadal odrzuca..
potem tak sie zlozylo, ze kilka osob w mojej rodzinie zmarlo, po kolei. takie przezycie sprawilo, ze mialam dosc smierci. jakos nie zabilam sie tez dlatego, bo mialam nadzieje, ze pewnego dnia bedzie lepiej, cos sie zmieni. faktycznie, jest teraz troche lepiej..
mysle ze warto zyc nawet byle jak, nawet najbardziej beznadziejnie. jak bedzie zle, mozna myslec o smierci, ale warto spobowac przetrwac, bo zabic sie mozna zawsze. a moze cos sie zmieni. nawet, tak jak u mnie, po wielu latach.
Myślę że każde myśl samobójstwo, to jedna osobista tragedia. Każdy ma swój konkretny powód, często polega to na tym że jest to przyczyna dla innych niezrozumiała i mało czytelna. Wiele osób cierpi do tego stopnia że jedyną formą walki z tym jest śmierć. To czysta paranoja, depresja, strach doprowadza do tej wewnętrznej pętli. Mogę mówić o sobie więc powiem tak: póki co nie jestem gotowy żeby się zabić, moim motywem jest strata ukochanej osoby, strata zaufania do ludzi i w związku z tym brak perspektyw na przyszłość. Najbardziej jednak determinuje mnie to do tego pragnienie zemsty, wizja spokoju , marzenie o rozpłynięciu się, zniknięciu, pozbyciem się strachu który towarzyszy mi przez całe dni. Ciężko to opisać ale myślę że nikt nie planuje samobójstwa, jest to zbieg pewnych złych czynników społecznych na jednej osobie, naturalna słabość tej osoby – często potężna wrażliwość która potęguje ból i problemy. To ciągła matnia i wracanie zawsze do tego samego miejsca, to często alkoholizm, uczucie bycia wykorzystanym przez innych. Wiele osób kryje sobie straszne historie których nie potrafią udźwignąć w żaden sposób. Ciężko to zrozumieć, bo sam często się zastanawiam się czemu chcę umrzeć, czemu takie myśli przynoszą mi ulgę i radość? Dlaczego nie walczę jak inni o swoje życie tylko zostawiam je na pastwę losu? Nie wiem, nie byłem zawsze taki jak teraz. Wszystko w życiu ma swój czas, przegapisz kilka razy ten czas, nie wykorzystasz kilku dobrych sytuacji i możesz sobie sam podziękować. Każdy jest kowalem własnego losu, więc można starać się polepszać swoje życie, małymi kroczkami ale zawsze. Ja życzę wszystkim dobrych wyborów, proszę uwierzcie w siebie, czasami warto trwać nawet byle jak. Czasami trzeba przeczekać cały ten syf który nas otacza, może dla kogoś to będzie jakaś rada, dla mnie nie ma już dobrych rad żyje z dnia na dzień z cichą nadzieją że jeszcze sobie poradzę ale wiem że przeszedłem już pewną granice od której nie ma powrotu.