Syndrom Jerozolimy – ekstaza religijna czy psychoza?
- środa, Maj 6, 2009, 9:00
- Wybrane Aktualne, Zaburzenia i choroby
- 2 036 odwiedzin
- Komentarze (1)
Każdego roku dla około 150 turystów, którzy odwiedzają Jerozolimę, wyjazd kończy się poczuciem bycia Samsonem, Mesjaszem, a nawet szatanem. Taki stan psychotyczny został nazwany przez psychiatrów syndromem jerozolimskim (dr Jair Bar-El). Wizje bycia pomazańcami Bożymi czy mścicielami w imię Boga, a nawet samym Bogiem per se zdarzają się bowiem w praktycznie tylko w Jerozolimie.
Syndrom Jerozolimski to nic innego jak atak psychozy – tyle że dość specyficzny. Występować może u osób do tej pory uznawanych za zdrowe psychicznie, które w trakcie pobytu w Jerozolimie dostają „objawienia”. Sam stan psychotyczny nie trwa długo – pomaga wyjazd z ziemi świętej i powrót na łono rodziny. Po kilku dniach po psychozie nie ma śladu, a pozostaje jedynie wstyd, zadziwienie i niekiedy większe znaczenie przykładane do religii, wiary i jej roli w życiu.
Poza osobami zupełnie zdrowymi, syndrom jerozolimski dotyka też osoby z wcześniejszymi stanami psychotycznymi – to jednak, aż tak psychiatrów nie dziwi – zastanawia ich zaś etiologia choroby u osoby zdrowej. Prawdopodobnie chodzi o oczekiwania wiernych przybywających do Jerozolimy i ich zetknięcie się z rzeczywistością, która ich oczekiwań nie spełnia. Z drugiej strony, nie prowadzimy żadnych badań przesiewowych na obecność podatności na psychozy, stąd twierdzenie że osoba zdrowa zapadła na syndrom Jerozolimski jest dość ryzykowne – być może Jerozolima uaktywniła tylko uśpione obszary?
Tak czy siak, syndrom jerozolimski jest faktem niezwykle ciekawym, jak również dość niebezpiecznym. Nie zapominajmy, że Jerozolima jest ważna dla trzech religii świata a na jej tle stale wybuchają konflikty – rzut psychotyczny, który każe trzydziestoletniemu protestantowi z Australii podłożyć ogień pod meczet w imię obrony Ziemi Świętej może mieć daleko idące znaczenie polityczne. Taką sytuacja miała zresztą miejsce w 1969 roku, kiedy Michael Dennis Rohman podłożył ogień pod meczet Al Aksa.
Jedno jest pewne – jadąc do Jerozolimy, trzeba być przygotowanym na spotkanie proroków oraz przekazać osobom, z którym jedziemy informację, ze jeśli nagle wyjdziesz w prześcieradle na ulicę lepiej, abyście wrócili z wycieczki do domu.
fot.:Simeon Eichmann
Oceń tekst:


(Głosów: 3, średnia: 3,67 z 5)
