Syndrom paryski, czyli Japończycy z depresją turystyczną
- środa, Maj 13, 2009, 9:00
- Ciekawostki, Zaburzenia i choroby
- 2 711 odwiedzin
- Komentarze (1)
Ostatnio pisałam o syndromie Jerozolimy dotykającym część turystów odwiedzających święte miasto. Jak się jednak okazuje, Jerozolima nie jest jedynym miastem świata które może wywołać u turysty stan kwalifikujący go do leczenia psychiatrycznego. Podobnie – choć w nieco mniejszym zasięgu, może działać Paryż. Szczególnie na turystów z Japonii.
Syndrom paryski po raz pierwszy opisany został stosunkowo niedawno -w 2004 roku w czasopiśmie Nervure. Jest to odmiana syndromu Stendhala, polegająca na tym, że przybywający do „miasta miłości” Japończyk zaczyna odczuwać dyskomfort somatyczny (duszności, przyspieszone tętno) lub emocjonalny (obniżenie nastroju, nieokreślony smutek, zwiększona płaczliwość). Niektórzy, wizytę w Paryżu kończą ostrą depresją reaktywną wymagającą leczenia psychiatrycznego.
Syndrom Paryża nie jest częsty – dotyka zaledwie kilkunastu osób rocznie – trudno tu zatem mówić o epidemii. Liczba osób dotkniętych syndromem Paryża rośnie jednak z roku na rok – głównie dlatego, że zwiększa się ilość Japończyków odwiedzających Paryż. Z czego wynika problem?
Teorie są dwie – jedna mówi o tym iż Japończyk podczas przyjazdu do Paryża odczuwa spory szok kulturowy – trudno mu się porozumieć, a Paryżanie, zmęczeni tłumami turystów nie są zbyt przyjacielsko nastawieni. Do tego dochodzą różnice w kulturze – otwartość vs. zamkniętość, sposób bycia i inne tego typu kwestie. Japończyk nie może się więc odnaleźć w mieście, do którego jechał z taką nadzieją.
Innym powodem może być szok oparty o nierealistyczne oczekiwania turysty. Paryż dla Japończyków jest miastem niezwykle symbolicznym, Europejską stolicą która jawi się im jako wysoko kulturalne, romantyczne i piękne miasto. Po przyjeździe okazuje się, że choć Paryż jest ładny, to jest też zatłoczony, głośny, nastawiony na konsumpcję i nieszczególnie romantyczny – przynajmniej nie w porównaniu do obrazów z filmów. To rozczarowanie wywołuje nastrój depresyjny lub nawet objawy depresji klinicznej.
U 1/3 chorych objawy znikają po kilku dniach, u kolejnej 1/3 po wyjeździe z Paryża. Pozostała część wymaga krótkiego leczenia bądź terapii po powrocie do kraju.
fot.: meral akbulut/SXC

Moim zdaniem obie teorie sa prawidlowe, z przewaga tej drugiej. Sam mieszkam w Brukseli i zauwazam, ze nie jest juz ona tak fajna jak kiedys. To dotyka spora liczbe duzych miast w Europie.